Mercedesowi nareszcie udało się oficjalnie odsłonić swoje najnowsze dziecko – model AMG GT. Od tygodnia słychać tylko o tym. AMG GT to, AMG GT tamto na każdym portalu, a on już jest i to chyba trochę znudzony.

6

Mercedes chyba się trochę czaił i jakby nie wiedział do końca jak ma rozegrać tę całą premierę. Oczywistym jest, że przed oficjalnym pokazem takiego auta musi nam towarzyszyć pewien dreszczyk niepewności i generalnie napięcie musi być. To im się chyba udało. Codziennie w motoryzacyjnych dziennikach internetowych były nowe fotki szpiegowskie AMG GT, niewiele pokazujące grafiki czy nowe informacje. Na przykład zdjęcia wnętrza obiegły sieć już dawno temu. Nie brakowało też kilku filmików, a w dzień oficjalnej publikacji dzięki uprzejmości Worldcarfans możemy obejrzeć jeszcze jeden. Niestety trwa on prawie 10 minut i jest on jakby hmm… nudny. Popatrzcie sami.


Niemieckie auto toczy się spokojnie raz po ulicy, raz po torze wyścigowym. Tak bez szaleństw, bez białego dymu spod opon ani zamaszystych boków w każdym zakręcie. Wydaje się być trochę znudzony, a cały potencjał drzemiący pod długą maską sprowadza się do kilku pomruków słyszalnych na filmie.

Można odnieść wrażenie, że ten model nie jest dzikim i niewyżytym draniem służącym do upalania, tylko zwykłą pokazową bulwarówką o delikatnych liniach. Sylwetka auta nie jest wcale muskularna, lecz bardziej elegancka. Można się nawet spotkać z opinią, że tył samochodu przypomina Porsche.

1

We wnętrzu pierwsze co rzuciło mi się w oczy to ogromna konsola środkowa. Nie jest ona tylko duża, jest gigantyczna, a na niej mnóstwo przycisków i pokręteł. Jest ona tak duża, że stanowi pewnego rodzaju ścianę oddzielającą pasażera od kierowcy. Oprócz tego nad nią widnieje spory wyświetlacz o przekątnej 7 lub 8,4 cala. Ponadto opcja standard dla tego typu pojazdów, czyli droga skóra, błyszczące chromy i liczne dodatki z włókna węglowego.

Internet aż huczy od tego, że w sprzedaży będą dwie wersje tego modelu. Jedna słabsza, druga mocniejsza bo jakby inaczej. Ta pierwsza to takie zwykłe AMG GT bez żadnego dodatku w nazwie, czysty golas i tyle. Co innego wersja mocniejsza. Tutaj marketingowcy wzięli w obroty literę S i zgrabnie wpasowali ją w nazwę nowego Merca. Teraz zwie się dumnie AMG GT S.

6,5

Ten „bez S” pod maska skrywa zwykłą V-ósemkę z twin-turbo o mocy 462 KM i momencie 600 Nm. Do transmisji momentu konstruktorzy wykorzystali dwusprzęgłową 7-biegową skrzynie automatyczną. Rezultat tego jest taki, że auto osiąga pierwsze 100 km/h w 4 sekundy a prędkość maksymalna wynosi dokładnie 304 km/h. No dobrze, a co na to AMG S?

Problem w tym, że nie wiele więcej. Źródłem mocy również jest ten sam silnik, też z twin-turbo, ale już o większej mocy. Tutaj jego parametry to 510 KM i 650 Nm. Jakie to ma znaczenie w praktyce? Czas przyspieszenia do setki to 3,8 sekundy a prędkość maksymalna to już nie zwykłe 304 km/h tylko szanowane przez innych 310 km/h. To już coś. Mogę stąd wywnioskować, że litera S w nazwie daje 0,2 sekundy mniej do setki i 6 km/h więcej do V-max. Szacun.

3

W sieci można się jeszcze dowiedzieć, że konstruktorzy inteligentnie dobrali materiały, w tym aluminium, stal i magnez, dzięki czemu sportowe auto waży tylko trochę nieco półtora tony. Dalej doczytałem, że jest jeszcze jedna istotna różnica miedzy AMG GT „bez S” i AMG GT S. Otóż chodzi o blokadę mechanizmu różnicowego. W tej uboższej wersji mowa o zwykłej blokadzie elektronicznej, gdy AMG GT S może pochwalić się prawdziwą, męską szperą mechaniczną. Oprócz tego można do niego zamówić zawieszenie AMG Ride Control z elektronicznie ustawianymi amortyzatorami. Klient do wyboru miałby 3 tryby: Comfort, Sport i Sport Plus. Ponadto wersja S ma tarcze hamulcowe w rozmiarze 390 mm, gdy wersja „golas” tylko 360 mm. Na szczęście jakby to było mało to można domówić tarcze węglowo ceramiczne o średnicach 402 mm przód i 360 mm tył.

Mimo oficjalnej prezentacji, Mercedes pewnie nie spocznie na laurach i w kolejnych dniach również przygotuje dla nas jakieś szybkie info o AMG GT lub krótki filmik, albo kilka nowych zdjęć.