O sławnym Nurburgringu, czy inaczej Zielonym Piekle chyba wiedzą wszyscy. Jest to jeden z najpopularniejszych torów wyścigowych na świecie, a w mediach motoryzacyjnych ciągle słyszymy o testowanych tam autach, które jeszcze nie weszły do produkcji. Tylko po co testować dosłownie KAŻDE auto na Nurburgringu?hybrid-bmw-2-series-active-tourer-spotted-on-the-nurburgring-photo-gallery_3-700x466

Nie dziwi mnie fakt, że na północną pętlę Nurburgringu wysyła się najnowsze supersamochody i sprawdza się ich właściwości, porównuje czasy i konfrontuje się ze sobą. To zrozumiałe. W końcu mówi się, że ten tor jest jednym z najtrudniejszych na świecie, co wydaje się wymarzonym miejscem dla takich maszyn jak Ferrari, McLaren, Porsche czy Lambo. Zastanawia mnie jednak co innego. Dlaczego na w tym miejscu możemy spotkać jeszcze zupełnie „cywilne” auta? Chodzi mi o kolejne generacje zwykłych hatchbacków, SUV-ów, które potem są reklamowane jako miejskie autka lub flagowych limuzyn z co prawda sporymi silnikami, lecz charakterystyką prowadzenia totalnie nieprzystosowaną na tor.

Jaki jest sens wyjeżdżać samochodem rodzinnym na tor wyścigowy? W ostatnim tygodniu zobaczyłem, że ktoś przyłapał na Nurburgringu nowe BMW serii 2 Active Tourer Hybrid. Niestety nie wiem jaki był cel takiego testu. Samo BMW twierdzi, że jest to samochód przystosowany do jazdy miejskiej. Tak więc nasuwa mi się pytanie co kierowca testowy może sprawdzić w takim aucie w środowisku do którego samochód nie został stworzony. To chyba oczywiste, że jazda po torze w znacznym stopniu różni się od jazdy po mieście z dziećmi na tylnej kanapie pozapinanymi w foteliki dziecięce.

bmw 2 active tourer hybrid

Kolejnym przykładem, również z ostatniego czasu jest przyłapana w tym miejscu Astra. Zwykła, codzienna, kompaktowa Astra, która pędzi po niemieckim torze. To jakiś obowiązek unijny, który ciąży na producentach?

astra

Jak widać, w obiektyw załapało się również BMW serii 7. Wiem, że pod jej maską z pewnością znajduje się silnik, o którym może tylko pomarzyć całe grono sportowych maszyn, ale w końcu jest to limuzyna. I to jaka. Nie jakaś tam piątka, tylko konkurencja dla samej S-klasy!

bmw 7

A skoro już jestem przy Mercedesie klasy S to pokaże Wam jeszcze i to auto na Zielonym Piekle. I to w wersji Pullman, czyli dodatkowo wydłużonej. Podobno jej zadaniem jest wożenie vipów i prezesów, ale z tego co pokazuje zdjęcie i można przeczytać w prasie to chyba chodzi o jazdę po torze. Gdyby prezes zażyczył sobie od szofera, aby ten zrobił z nim kilka kółek po północnej pętli to a jakże. Mercedes oferuje i tę opcję!

mercedes S long pulman

A może niemieccy producenci upodobali sobie ten tor z innych względów? Warto zauważyć, że jest to dobra reklama dla nich i prosty układ z motoryzacyjnymi szpiegami. Szpiedzy ustawiają się pod torem, czyli nie muszą się pałętać po mieście i szukać ich wszędzie, a producenci zanim oficjalnie opublikują jakiś model, dostają zupełnie darmową kampanie!