Na pewno wiecie, że każdy nowy samochód musi mieć w standardzie między innymi pasy bezpieczeństwa, poduszki powietrzne i ABS. Jednak od 1 listopada przepisy ulegają zaostrzeniu i producentom dochodzą nowe obowiązki. Zgadniecie co teraz będzie obowiązkowe? Będziemy nie tylko bezpieczni, ale i ekologiczny.

3340358a68ef5fe96d5b

Zacznę od tego, że jestem przeciwnikiem nakazywania komuś czegokolwiek. Po prostu nie lubię jak ktoś mi coś każę i nie pozostawia wyboru. Mam zapiąć pasy i koniec. Czemu? Bo tak. Nie chcę przez to powiedzieć, że jazda w pasach jest nie rozsądna bo uważam dokładnie odwrotnie i jeśli mógłbym to chciałbym każdego zachęcić to zapinania pasów, ale… właśnie. Użyłem słowa „zachęcić” nie kazać mu. Niestety wprowadzane od 1 listopada tego roku przepisy stawiają surowy nakaz na producentów samochodów co muszą zamontować w swoich autach, czy tego chcą czy nie.

Na taką listę dostał się choćby system nazywany ISOFIX. Jest to bardzo prosty system służący w dość łatwy i bezpieczny sposób prawidłowo zamontować fotelik dziecięcy do tylnej kanapy. Nie mam nic przeciwko temu. I tak system ten jest dostępny już chyba w każdym samochodzie. Nawet tych najtańszych z segmentu A.

Kolejnym systemem, który już niedługo będzie obowiązkowym standardem jest alarmowanie wszystkich w samochodzie o niezapiętych pasach bezpieczeństwa. To też już jest montowane w prawie każdym aucie, ale w tym wypadku nie jestem już zwolennikiem tego urządzenia. Mam wrażenie, że producent montując takie coś uważa mnie za idiotę. Chyba wiem, kiedy mam zapięte pasy i nie potrzebuję do tego sygnału dźwiękowego i wizualnego. To takie siłowe zapewnianie bezpieczeństwa.

To jednak nie jest najgłupsze z tego wszystkiego, co zaproponowali w nowych przepisach. Zdecydowanie gorszym systemem jest ten, który pokazuje mi na jakim biegu mam jechać. Gdyby to jeszcze odpowiednio działało to można byłoby to jakoś zrozumieć, ale nie jest zbyt udany. W rzeczywistości sprawa wygląda tak, że jak prowadzę auto z silnikiem 1,2 litra i 80 KM to gdy jadę ponad 50 km/h, na wyświetlaczu pojawia się informacja żebym wrzucił piątkę. Silnik jest utrzymywany ciągle na obrotach z zakresu 1200 -1500 obr./min. Jak w ciężarówce. Oczywiście taka jazda w żadnym wypadku nie ma nic wspólnego z oszczędnością. Wręcz przeciwnie, prowadzi to do nadmiernego zużywania się osprzętu.

Następnym wynalazkiem, który już niedługo będzie obowiązkowy to czujnik ciśnienia w kołach. I tutaj sprawa się komplikuje, ponieważ taki gadżet do tej pory był dostępny tylko w bogato wyposażonych autach, a nie w najtańszych miejskich hatchbackach. Co za tym idzie? Oczywiście te najtańsze hatchbacki nie będą już takie tanie, a korzyść płynąca z takiego systemu jest naprawdę znikoma. Podobno argumentem do wprowadzenia tego nakazu jest ekologia.

Ciekawy jestem również kiedy obowiązkowym stanie się coraz popularniejszy system start&stop, który również w teorii obniża spalanie. Podejrzewam, że stanie się to przy kolejnej aktualizacji przepisów dotyczących nowych obowiązków dotyczących wyposażenia samochodów.