Chyba nie muszę pisać za co Jeremy Clarkson dostał mandat. Prezenter Top Gear sam często przyznaje się, że lubi szybką jazdę, więc nie powinno to nikogo dziwić, że tym razem fotoradar nie był łaskawy dla niego.1557240849963564668

Jeremy Clarkson znany jest z tego, że bardzo lubi jeździć szybko. Podobnie jak ja wielokrotnie śmiał się z hasła „prędkość zabija”, ale on nawet w jednym odcinku swojego show dodał, że „prędkość ratuje życie”. Nie ukrywa. Lubi sobie przycisnąć w mocnym aucie i za to wiele osób go nienawidzi i twierdzi, że stwarza on niebezpieczeństwo. Nawet gdy byłem na Top Gear Live na naszym stadionie narodowym żegnając się rzucił „Macie dobre drogi, więc proszę was. Jeździjcie szybko.” I jak tu go nie lubić?

Tym razem jednak Jeremy Clarkson trochę przesadził i najwidoczniej nie zdążył zahamować przed fotoradarem, co w rezultacie skończyło się pamiątkowym zdjęciem z urządzenia. Przynajmniej tak donoszą media jak na przykład BBC News, że nie zdążył zwolnić. Ja mam jednak trochę inną teorię na to wszystko. Pamiętacie pierwszy odcinek Top Gear nowej serii?

Tam Jeremy Clarkson wraz ze swoimi kolegami z Top Gear sprawdzali jak szybko trzeba jechać, aby fotoradar nie zdążył pyknąć nam fotki. Moim zdaniem to Clarkson próbował zrobić coś w tym kierunku, a nie hamować. Sam kiedyś mówił, że hamowanie jest dla idiotów. Podejrzewam również, że miał do tego za słaby samochód i mimo wrzeszczenia „Speeeeeed!” jego plany legły w gryzach a media oczywiście szybciutko podchwyciły gorący temat.

Niestety media nie podają prędkości z jaką jechał prezenter i ciężko mi ocenić ile mu zabrakło, aby fotoradar się poddał. Jedyny komentarz jaki pozostawia Jeremy Clarkson w tej sprawie jest taki, że jechał zbyt szybko, aby załapać się w pole tolerancji maszyny od zdjęć.

Na zakończenie dodam, że podobno jest to jedyny mandat jaki zdobył Jeremy Clarkson przez ostatnie 30 lat wzorowej i rozważnej jazdy samochodem. Ja bym go nie karał.