Już od dawna zbierałem się do napisania czegoś w temacie europejskich testów zużycia paliwa. Teraz nadszedł na to chyba najlepszy moment bo organizacja Transport & Environment ogłosiła swój raport, z którego wynika, że największym oszustem w testach zużycia paliwa jest Mercedes.1433221962005452017

Chyba nikogo nie muszę uświadamiać, że wyniki europejskich testów zużycia paliwa przez silniki we współczesnych samochodach mają się nijak do tego co widzimy na równie zakłamanym wyświetlaczu komputera pokładowego w naszym samochodzie. W broszurach reklamowych producenci prześcigają się we wpisywaniu co raz mniejszych wartości. Oto przykład. BMW i8 jest hybrydą, więc ma dwa silniki, jednak w tym wypadku najbardziej liczy się ten spalinowy. Jest to turbodoładowana jednostka o pojemności 1,5 litra i mocy ponad 230 KM, a na stronie producenta widnieje wskazanie, że BMW i8 w cyklu mieszanym zużywa 2,1 litra paliwa na 100 kilometrów. Trzeba być wyjątkowo naiwnym, głupim albo jedno i drugie, aby w to uwierzyć. Chyba, że ktoś mocno wierzy.

Jednak raport Transport & Environment jawnie ogłasza, że Mercedes oszukuje najbardziej. Według organizacji, ich wyniki są rozbieżne z prawdą o 40 procent i według ich prognoz wartość ta ciągle rośnie, bo w 2001 roku wynosiła tylko 8 procent. Czytając dalej dowiadujemy się trochę więcej na temat trików stosowanych przez producentów. Chyba nie muszę pisać, że głównym źródłem oszustw jest sterowanie silnika, które w obecnych czasach potrafi zdziałać cuda. Mamy turbosprężarki, dzięki którym 1.4 TSI osiąga 140 KM pobierając duże ilości paliwa, ale w testach jego zużycia jakoś tego nie widać. Miałem okazję być przy takim teście i dokładnie obserwować „tor przeszkód” jaki musiał pokonywać badany pojazd. Test jest tak łagodny, że turbosprężarki nie mają kiedy się włączyć, więc wszystkie silniki możemy traktować w zasadzie jako wolnossące. Ciekawe jest jednak to, że oprócz tego do popularnych technik producentów samochodów należy między innymi zaklejanie szczelin i otworów, aby polepszyć aerodynamikę, redukcja masy, a nawet ustawiania geometrii kół, tak aby na pojazd działały mniejsze siły oporu. Nie wiem czy jest to prawdą, ale słyszałem też, że podobno testy są przeprowadzane na większych wysokościach przy rozrzedzonym powietrzu. Wszystko jest możliwe. Dlatego potem widzimy jak podwójnie doładowany silnik V8 o mocy ponad 500 KM zużywa trochę ponad 8 l/100 km.

W tym momencie chciałbym się jednak odwołać do tekstu jednego z najlepszych polskich dziennikarzy motoryzacyjnych Piotra Frankowskiego „Za dużo mi pali”, który możesz znaleźć tutaj. Autor wyraźnie zaznacza w nim, że wartość zużycia paliwa deklarowana przez producenta, nie jest wartością przewidywaną w normalnej eksploatacji a jedynie wynikiem testu, który jest mniej lub bardziej prawdopodobny. Nie rozumiem tego, jak ludzie dziwią się i powtarzają, że producent ich oszukał bo w tabeli co innego, a na wyświetlaczu co innego. Dlatego uważam, że zaprezentowany przez Transport & Environment raport możemy sobie wiecie. Kiedyś nawet słyszałem, że pewien pan kupił Mercedesa Sprintera lub Vito, w każdym razie jakiegoś dostawczaka i chciał po jakimś czasie oddać samochód bo według niego producent zaniżył spalanie. Usłyszałem tę historię chyba w jednym z programów prowadzonych przez Włodzimierza i Joanne Zientarską, którzy dywagowali czy ten gość ma rację. Widać, że ojciec z córką dysponują dużą widzą na ten temat.

Jeszcze raz powtórzę słowa pana Frankowskiego TO NIE SĄ WARTOŚCI PRZEWIDYWANE W CODZIENNEJ EKSPLOATACJI TYLKO WYNIKI TESTÓW. Po co one zatem są? Nie będę tutaj rozwijał wątku z UE i pisał, że oni tak chcą i tyle. Chodzi o to co my z tego mamy skoro i tak owe badania mijają się z prawdą? Dzięki temu możemy sobie porównać dwa samochody. Bierzemy taki na przykład 2-litrowy silnik z Mercedesa i BMW i patrzymy na rezultaty. Jeśli jeden z nich legitymuje się wartością podaną przez producenta przykładowo 4,2 l/100 km a drugi w tym samym teście osiągnął 4,5 l/100 km to mogę się założyć, że jakbyśmy nie jechali to nigdy nawet nie zbliżymy się do tych liczb. Prawdopodobnie jednak w realnej eksploatacji ta pierwsza jednostka spali troszkę mniej.

Czy zatem testy zużycia paliwa mają rzeczywisty sens? Mogę się mylić, ale moim zdaniem mają. Tylko ten porównawczy. Wyobraźcie sobie teraz, że chcemy urealnić ten test i wykonywać go po drogach ulicznych w trakcie codziennego ruchu. Raz trafiamy na pustą drogę i spalanie prezentuje się korzystnie a następnie natrafiamy na olbrzymi korek. To dopiero byłaby głupota i jak mielibyśmy to porównać?