Kilka dni temu przeczytałem na Autokulcie, że Komisja Europejska chce, aby rejestrator jazdy znajdował się w każdym samochodzie. Według nich zwiększy to bezpieczeństwo na drogach, a według mnie i wielu internautów jest kolejnym krokiem do ograniczenia naszej wolności i bądź co bądź, ale głupotą.1

Nie trudno zauważyć, że Unia Europejska pozwala sobie na coraz więcej i nie bardzo wiem gdzie leży granica ich nowych pomysłów. Ostatnio napisałem, że wprowadzili kolejne przepisy nakładane na producentów samochodów. Najgłośniej w mediach było o czujniku ciśnienia w oponach, a to pewnie za sprawą tego, że nikt nie rozumie czemu ma on niby służyć i dlaczego jest już obowiązkowy. Słusznie, też nie wiem po co to nam. Teraz szanowna komisja wspólnoty europejskiej rozważa obowiązkowe monitorowanie nas w naszych prywatnych autach i chce kazać nam kupić rejestrator jazdy.

Dowiedziałem się, że taki rejestrator jazdy według UE powinien monitorować nie tylko to co dzieję się przed maską naszego pojazdu, ale i w środku. Zatem bylibyśmy obserwowani i czulibyśmy się trochę jak u Wielkiego Brata. Nic więc dziwnego, że rejestrator jazdy szybko zyskał sobie miano „Czarnej Skrzynki” bo działa on tak samo. Zapisuje podstawowe parametry samochodu i jego ruchu jak na przykład prędkość.

Według mnie to już jest lekkie przegięcie pały. Owszem biurokraci z UE argumentują swoje poczynania bezpieczeństwem i tym, że rejestrator jazdy ułatwi policji ustalenie sprawcy wypadku, ale jak wielu internautów zauważyło, wpływa to na naszą wolność. Będziemy nie tylko podsłuchiwani, ale i nagrywani co chyba nijak ma się do bezpieczeństwa. Komisji Europejskiej wydaję się chyba, że należą do nadludzi, że chcą na nas wymóc kupowanie tego sprzętu. Jeśli będę chciał kupić sobie rejestrator ruchu to sobie go kupię, a jeśli uznam, że nie jest mi on potrzebny to w wolnym kraju powinienem mieć możliwość go nie kupować.

Jak wspomniałem wcześniej obowiązek posiadania rejestratora argumentowany jest bezpieczeństwem. Według raportu Transport Research Laboratory większa kontrola nad pojazdami podniosłaby ogólny poziom bezpieczeństwa. Jak? Jak taka kamerka ma sprawić, że kierowcy będą powodować mniej wypadków? Według mnie rejestrator jazdy może jedynie nagrać taki wypadek i potem go odtworzyć, ale zapobiec? Nie rozumiem. Jeśli urządzenie nie ma takiej mocy, aby zapobiegać to może już w trakcie wypadku pomaga? Proponuję zatem szanownej komisji zrobienie próby zderzeniowej auta z rejestratorem jazdy i bez niego. Ciekawe, którego samochodu pasażerowie otrzymają mniejsze obrażenia.

Inną sprawą jest też fakt, że Transport Research Laboratory wykonało badania. Czujecie to? Jakie badania? W jaki sposób można sprawdzić czy jazda z kamerką byłaby bezpieczniejsza od jazdy bez tego ustrojstwa. Ja bym chyba nie potrafił tego przebadać dlatego jakoś nie przekonuje mnie obowiązkowy montaż rejestratora jazdy. Jestem na nie.