Smart ForTwo został właśnie zaprezentowany razem ze starszym bratem ForFour w podstawowej wersji. Mnie jednak najbardziej cieszy to, że nowy ForTwo nie urósł i nadal pozostaje urwisem z przedszkola.

Nadal trwa moda na powiększanie aut. Praktycznie każdy kolejny model oferowany przez producenta musi być choć ociupinkę większy niż jego poprzednik. Wiecie gdzie to najlepiej widać? Podjedźcie jakimś nowoczesnym autem na takie stare blokowe osiedle, takie wybudowane za komuny i spróbujcie zaparkować ten samochód w miejscu namalowanym białą farbą na ośmiokątnych pustakach. Nawet jeśli będziecie kompaktem to szanse są marne. Po prostu samochody kiedyś były mniejsze.

Spójrzcie na starą i na nową Fiestę, obecne Megane i takie sprzed 15 laty i zobaczycie o co mi chodzi. Nie jestem przeciwnikiem tego trendu, bo nowe samochody są zdecydowanie bardziej wygodne. Nie trzeba się wciskać, tylko wsiadam i jadę jak to mawiają handlarze.

Są jednak samochody, które muszą być małe bo na tym się wybiły. MINI takie było, jednak już nie jest. Urosło, przytyło, nabrało się sterydów i jest zupełnie inne. Nie mylić z gorsze. Inne i tyle. Niektórzy się za to obrazili i oznajmiają światu jak tylko mogą, że „to nie jest już prawdziwe MINI”. To jakie? Wiem, pochodzi od BMW, ale tego akurat nie ma się co wstydzić.

2mini

Kolejnym przykładem auta, które zyskało swoją popularność dzięki skromnym gabarytom jest oczywiście Smart ForTwo. To chyba najmniejszy seryjnie produkowany samochód. On musi być mały! Dlatego bardzo mnie cieszy to co zrobił z nim producent. Dał nową budę, nowy styl, ale odczepił się od rozmiarów. Są takie jak były, może minimalnie się różnią w porównaniu do drugiej wersji autka. Dla mnie bomba, bo bałem się, że Smart ForTwo podąży za tym trendem rośnięcia i następca będzie wielki jak szafa dwudrzwiowa, a toczyć się będzie na potężnych kołach jak dorożka.

Całkiem fajnie Mercedes postąpił też z wyposażeniem, o którym można było się dzisiaj dowiedzieć z mediów. Mógł naszpikować auto czym się da i Smart ForTwo kosztowałby ze sto milionów ojro, ale samochód w podstawie jest wart trochę ponad 10 tysięcy euro. W tej cenie dostajemy LEDy do jazdy w dzień, szyby w elektryku, centralny zamek, termometr i monochromatyczny wyświetlacz LCD. Po co więcej?

Pod maską to wiadomo, że szału nie będzie, ale toż to przecież miejskie wozidło jest. 1.0, trzy cylindry, 60 kucy i 91 niutków. Do setki 15,6 sekundy, a V-max ponad 150 km/h. Spalania nie będę podawał, bo chyba wszyscy w sieci już wiedzą, że Mercedes oszukuje w testach zużycia paliwa.

Tak czy siak, dla mnie super autko ten Smart ForTwo. Znaczy może nie dla mnie, bo preferuje inny typ samochodów, ale mógłbym się przejechać. Nawet najuboższą wersją.

 

Ogarnijcie sygnalizatory na zdjęciu.