Przeszukując internet natknąłem się na kilka starych reklam ówczesnych samochodów. Nie pamiętam ich z telewizji, więc dzisiaj oglądam je z uśmiechem na twarzy. Oj dużo się zmieniło, bardzo dużo.

Dziś spoty reklamowe z samochodami są jednymi z moich ulubionych obok tych z sieciami komórkowymi. Nienawidzę za to gapić się w durne reklamy leków. Kto je do cholery robi? A z resztą kit z tym kto je robi, ale kto je potem zatwierdza i emituje w telewizji?! Tego się nie da oglądać. Według mnie to jest prędzej antyreklama i niż coś co miałoby mnie zachęcić do kupna leku. A w ogóle, po jakiego zachęcać do kupna leku? Jeśli kogoś boli to sam kupuje. Proste, prawda? Widocznie nie dla tych speców od reklam.

Ale do rzeczy, miałem napisać coś o samochodach a popełniłem jeden akapit o kiepskich reklamach leków. O jeden za dużo i chyba zaraz go skasuję. Tak więc, ostatnio coś mnie podkusiło aby sprawdzić jak kiedyś producenci reklamowali swoje produkty. Zainteresowały mnie te auta, o których dziś nie mówi się najlepiej, te którymi głównie jeżdżą mieszkający w blokach emeryci oszczędzający na życiu za sprawą upośledzonego funduszu emerytalnego.

A więc, na pierwszy rzut poszło Tico. Ku mojemu zdziwieniu ich hasłem reklamowym nie było „Jazda w Tico to ryzyko”. Wszak dzisiaj każdy tak mówi i wie jak bardzo małe Daewoo jest bezpieczne. A tu proszę. Ta reklama jest zajebista! Jedna z lepszych jakie kiedykolwiek widziałem w telewizji. Fakt, może trochę jedzie tandetą, ale to były inne czasy. Ludzie wtedy nie byli pod tym względem tacy wymagający jak teraz. Według mnie film naprawdę spoko i fabuła taka, że pozazdrościć. Paczcie sami.

Niestety z naszym Polonezem już tak nie było. Reklama jest według mnie taka nijaka, taka nudna, taka hmm.. jakby ją Niemcy zrobili. Zero polotu, zero emocji i zero ciepłych kolorów. Dwóch dziadków, wróć „inspektorów”, którzy sprawdzają odkupiony od Włochów wytwór polskiej motoryzacji. I jeszcze te drętwe teksty w stylu „inspektorzy wcale się nie hamują testując nowe hamulce” lub ten gdy podczas testu radia „sprawdzają czy wszystko gra”. Lubię grę słów, ale inteligentną. Taką zajawkę, której przez chwilę nie rozumiem, a potem się śmieję i podziwiam autora. Tutaj jest owszem gra słów, ale wyjątkowo kiepska i tania. Chyba, że symbolizowała ona jakość Poloneza.

Zupełnie inaczej wygląda sprawa z równie popularnym co Polonez na naszych drogach – Fiatem Cinquecento. W filmie reklamowym jest on pokazany radośnie, miło i ciepło, jak przyjaciel rodziny, który notabene czeka na ciebie u dealera. Dzisiaj byśmy to trochę inaczej odebrali, ale co ja poradzę, że mamy takie głupie skojarzenia. Reklama fajna. Kilka ciekawych wniosków, kilka faktów, rodzice, dziecko, piesek i gra gitara. Czego chcieć więcej? Niech Poldek uczy się od Cienkiego jak występować w reklamach. Niech się kurde uczy.

Czasy się jednak zmieniają, a z nimi również samochody i ich reklamy. Teraz już nie uświadczymy takiej taniochy i prostego przekazu. Zmieniła się nie tylko forma, ale i wartości które do nas docierają. Jeśli chodzi o formę to jasno to chyba widać. W pewnym momencie mimo dalszej prostoty zagościła w filmach reklamowych muzyka. Tutaj dorwałem coś trochę starszego, lekko nudnawego, ale już z muzyką.

A tutaj dla szybkiego porównania daję nową reklamę Clio.

Jakieś różnice, podobieństwa? A i owszem. Ja widzę jedno, bardzo duże podobieństwo. I nie mówię tutaj o nazwie modelu. Obejrzyjcie te dwa filmy jeszcze raz. Jeden po drugim. I co? Nie takie same? I w jednym i w drugim Clio sobie zwyczajnie jedzie, w tle leci muzyka i w rogach ekranu pojawiają się najważniejsze informacje o samochodzie, które producent ma nam do przekazania. No i na końcu hasło reklamowe w nienaturalnej narracji. Założę się, że za kilka, może kilkanaście lat trafi się ktoś, kto tak jak ja dzisiaj śmieję się z taniej gry słów w Polonezie, to on zauważy i wyśmieję te „Przyspiesza (superdługa pauza) bicie serca”. Czemu on tak mówi? Chyba lepiej brzmiałoby normalnie. Różnicą między reklamą nowego i starego Clio są jedynie możliwości dzisiejszych komputerów. Dawniej ktoś musiał wyjechać tym samochodem na drogę, a inny gość musiał to wszystko kręcić kamerą. Dzisiaj wszystko załatwia komputer. Auto jedzie w jakimś świecie narysowanym przez grafika, a wokół samochodu mnóstwo świateł. Taka moda. Mi się nawet podoba, zobaczymy jak to będzie wyglądać za kilka lat. Niestety pod koniec reklamy Renault przeszło do liczb i zaatakowało odbiorcę tymi wszystkimi oprocentowaniami, ubezpieczeniami i całą nudną biurokracją.

Mam w zestawieniu też dwie zupełnie nowoczesne reklamy, w których brylują efekty specjalne a samochód jest jedynie dodatkiem. W sumie fajnie. Przedstawiają auto nie jako całe nasze życie, ale jako jedynie dodatek. A to nowe Yeti podjeżdża tu, potem tam, ale nigdy nie jest na pierwszym planie. W Citroenie to już kompletnie odlecieli. Wszystko nagrane w studiu, a grafika komputerowa level milion. W sumie auto kosmiczne to i reklama nie może być zbyt przyziemna.

Tak czy inaczej, filmy reklamowe w ciągu ostatnich kilkunastu lat zmieniły się tak bardzo, że dzisiaj śmiejemy się z tego co było kiedyś. Nadal jednak traktujemy te auta i ich reklamy z sentymentem. Czasami jak ktoś miał taki samochód to może i komuś się łezka w oku zakręcić, gdy zobaczy taką reklamę. Ciekaw jestem jak filmy mające nas zachęcić to kupna danego modelu będą wyglądać w przyszłości. Interesuje mnie też to, co będziemy czuć za te 10 lat oglądając reklamę Yetiego lub C4 Picasso. Śmiech, czy smutek i łezka w oku? Moim zdaniem ważne obyśmy tylko nie byli obojętni.