Ostatnio złapałem się na pytaniu, w jakim celu produkuje się supersamochody. Bo tak, hatchbacki są dość małe, wygodne i dobre do miasta, kombi pojemne, sedany eleganckie, a w kabriolecie dobrze wygląda się w słoneczny dzień. A co z supersamochodami?

McLaren F12

Na tor? No nie wiem. Faktycznie, są cholernie szybkie, w zanadrzu drzemią ogromne silniki, których moc katalogowa niejednokrotnie przewyższa swoją wartością rasowe auta wyścigowe, mają zaawansowaną aerodynamikę i najlepsze skrzynie biegów, robione na zamówienie. W folderach reklamowych i oświadczeniach prasowych każdego supersamochodu jest napisane, że auto jest „bezkompromisowe”. I właśnie nad tym zacząłem się dłużej zastanawiać.

Veyron SS

Kiedyś na Autokulcie jeden z czytelników zadał pytanie, skoro supersamochody są bezkompromisowe, to jeśli weźmiemy dowolny z nich, niech będzie Bugatti Veyron, LaFerrari, 918 Spyder lub McLaren P1 i umieścimy na torze wyścigowym to dlaczego będą daleko za murzynami (ze względu na poprawność polityczną, dziś byśmy powiedzieli raczej w dupie na rakach) za takim Radicalem. Moim zdaniem, to właśnie Radical jest bardziej bezkompromisowy bo jest nastawiony tylko na jedno. Na szybkość. Przy projekcie nikogo nic więcej nie interesowało. Natomiast podczas produkowania supersamochodów trzeba postawić na całą rzeszę kompromisów. W końcu po coś są te wszystkie gadżety w tych Lambo, rozmaite skóry, kolorowe zaciski hamulców i 150 rodzajów ustawień kontroli trakcji. W Radicalu jest jedno. Wyłączona.

Aventador

Powiecie dla szpanu. Zgodzę się z tym. Nic tak nie przyciąga wzroku jak niskozawieszone sportowe auto z ogromnym tylnym skrzydłem, wielkimi felgami wtaczające się w dostojnym tempie przed drogą restaurację. To nic, że jest to potwornie niewygodne, niepraktyczne, ale liczy się chwila zaistnienia i zwrócenia na siebie uwagi. Jednak po dłuższym zastanowieniu doszło do mnie, że jeśli jedyną funkcją supersamochodów byłby szpan, to stały by się one zdecydowanie prostsze technicznie. Po jaką cholerę konstruktorzy pchaliby się w te wszystkie inżynierskie smaczki jak ruchome spojlery, superszybkie skrzynie lub usztywniane zawieszenie w chwili redukcji biegu. Założę się, że znaczna część osób kupujących te wozy nawet o tym nie wie. Ba, po kupieniu nie nie jest w stanie tego wyczuć, bo nie wykorzystuje pełnego potencjału maszyny. Gdyby supersamochody były produkowane jedynie na pokaz, projektowaliby je artyści, nie inżynierowie. Cała kasa przeznaczona na projekt poszłaby na stylistykę, a pod maskę wsadziłoby się doładowany silnik z innego modelu i po sprawie. Taniej.

Enzo3

Dopiero potem zrozumiałem, że supersamochody są potrzebne producentom, a nie klientom. Liczy się mamona mój drogi i trzeba to zaakceptować. Nie szpan. Co producenta obchodzi szpan nabywcy? Ważne by hajs się zgadzał. Otóż producent wprowadzając na rynek nowy supersamochód pokazuje wszystkim jaki jest potężny i na co go stać. Mówi do nas, że są w stanie opracować takie sterowanie aerodynamiką, że aż ci kapcie spadną. Ogłaszają światu, że ich aktywne zawieszenie jest sztywne wtedy kiedy ostro wciskamy gaz i mięciutkie jak tapczan, gdy toczymy się po bulwarze. Supersamochody są tylko i wyłącznie jeżdżącą reklamą i wizytówką każdej marki. Gdyby było inaczej, Volkswagen nie dopłacałby kilku milionów do każdego sprzedanego Veyrona.

McLarenP1

Jak wygląda sprawa wśród producentów mających w swojej ofercie tylko supersamochody? Tak samo. Każdy sili się na nowe rozwiązania techniczne, dzięki którym przyciągnie do siebie klientów i lepiej się rozreklamuje. Jeśli zależałoby im na prędkości stworzyliby lekką maszynę na sztywnej ramie, nieregulowanym zawieszeniu i nieprzyzwoicie dużej sile docisku.