Mam w sobie coś takiego, że ciągnie mnie do głupoty i bezsensowności. Oj ciągnie. Nienawidzę pospolitości i przeciętności. Dlatego tak bardzo podobają mi się samochody, w których ciężko dopatrzeć się logiki. Rozumiecie, duży silnik i mały bak, czy silnik z tyłu i przedni napęd. Nie no, z tym ostatnim to przesadziłem, ale czujecie chyba o co chodzi.

Wiem, że to co napisałem powyżej z pewnością jest czymś nie do ogarnicęcia dla większości posiadaczy Skód i Passatów w tedeikach lub ogólnie jakiegokolwiek Volkswagena, ale podejrzewam, że nie ja jeden tak mam. Rozumiem to, że są ludzie dla których praktyczność auta jest cechą nadrzędną i dlatego decydują się na Berlingo lub rozsądne kombi w Dieslu. Taki samochód jest nawet dość prosto wytłumaczyć. Spełnia chyba wszystkie wymogi zdrowego rozsądku. Tani, ekonomiczny, jakość całkiem całkiem, pakowny jak stodoła, wygodny na co dzień, a części zamienne pasują nawet od lodówek. Natomiast z moimi wyborami jest ciężej jeśli chodzi o wytłumaczenie dlaczego chciałbym takim autem jeździć.

mx53

Jestem chyba zakochany w Maździe MX-5. Tej drugiej edycji chyba najbardziej, ale każda jest świetna. Czemu? Bo, yyyy… tylny napęd? Beemki też mają, ale w ten roadster jest lepszy, fajniejszy. Bo Japończyk? E tam. Civic może i też fajny, ale tej Madzi nie styka nawet do progów. Stylistyka? No może, może. Choć trochę już się zestarzała, niektórzy mówią, że zbyt kobieca, ale ciągle chyba fajna. Wyposażenie? Praktyczność? No proszę. Z luksusów jest tylko klima w bogatszych wersjach. Czasami na allegro znajduję też taką z drewnianymi dodatkami i jasną skórą. Takie podobają mi się najbardziej, ale to też nie jest główne kryterium zajebistości Mazdy MX-5. Drewno i skórę oferuje chyba każdy lepszy producent w bogatszej wersji. Mnie w tym aucie kręci to, że jest totalnie niepraktyczne. Ma tylko dwa siedzenia, więc nici z rodzinnych wypadów, bagażnik zmieści jedynie średniej wielkości plecak lub walizkę, prześwit jest tak niski, że po nierównościach nie wolno poszaleć. Trzeba uważać i dostojnie toczyć się z prędkością 5 km/h. Wtedy wszyscy spoglądają na takiego delikwenta, więc znaczy, że coś w tym jest. Siedzi się nisko jak lubię. Jest się głęboko zapadniętym w fotel, a samochodzik jest tak mały, że wszystko znajduję się pod ręką. I składany dach. To jest to. Oj, ale mi się marzy taka Mazda MX-5. Na lato z miękkim dachem, na zimę mieć dobrego hardtopa. Jeździłbym.

gt862

Świetna jest też Toyota GT-86. Japoński producent ma u mnie wielkiego plusa za ten samochód i aż dziw bierze, że żadna inna marka nie ma czegoś takiego w swojej ofercie. Jak widać inni wolą iść w zaturbione hothatche jak Golf GTI, Peugeot RCZ (w sumie ten mi też się podoba), Clio RS, 208 GTi. Nie mówię, że któreś z tych aut jest złe i mi się nie podoba (może z wyjątkiem Golfa), ale do GT-86 im daleko. Oczywiście nie mówię o osiągach. Tutaj Japończyk w sprincie do 100 km/h jest jeszcze w przedszkolu, ogólnie parametry sportowej Toyoty nie powalają. Nie zmienia to jednak faktu, że konkurencja na tle japońskiego coupe wygląda blado. Bardzo blado. Tylko Toyota ma napęd na tył i boksera pod maską. Jest świetnie wyważona, a inżynierowie specjalnie dali tam te same opony co do Priusa. Po to, żeby lepiej bokiem chodziła. W konkurencji niestety się tak nie da. Chyba, że rękawem w zakręcie, ale to i tak pewnie w nie w każdym bo coraz częściej zamiast wajchy jest guzik. Słyszałem, że w modzie jest narzekanie na lipne i spartańskie wnętrze GT-86. To kolejna rzecz, której nie mogę wytłumaczyć, ale lubię spartańskie wnętrza. Prostota do mnie trafia. Nie jaram się wielkimi dotykowymi wyświetlaczami z funkcją oglądania youtuba i grania w snake jednocześnie. Cyfrowe zegary? Wolę analogowe z fajnym tłem. Masa guzików? Nie dla mnie. Nie wiem dlaczego tak jest, może nie rozumiem tej nowej technologii?

twingo

Nowe Twingo jest kwintesencją bezsensowności i głupoty, przez to jest fajne i dobrze się o nim mówi. Inaczej nikt by go nie testował. Do pierwszej generacji Twingo nie wsiadłbym nawet za dolary, a do tego? Chętnie. W tym aucie chyba nie ma nic wskazującego na jakąkolwiek logikę. Kto normalny w tak krótkim samochodzie daje silnik z tyłu, nad nim bagażnik, z przodu w miejscu silnika opcjonalnie jest tylko powietrze, a maska podnosi się tak, że powstają o tym filmy na youtubie? Tylko Renault. Zrobili to genialnie. Głupio, ale genialnie. Bezsensownie. Oni niby się tłumaczą, że jak dali motor pod bagażnik, to samochód lepiej skręca, bo promień skrętu jest tak mały, że autem można zawrócić na kartce A4 bez kręcenia na trzy. Powiem Wam coś, ale w tajemnicy i nie piszcie tego na innych blogach. Gówno prawda. To jest tylko przykrywka i zasłona dymna jak afera taśmowa przed jakimś grubszym przekrętem. Francuzi chcieli pokazać jacy są zwariowani i szaleni. Że mają zryty beret i tylko ich stać by na trzeźwo to pokazać klientowi. Przecież ten uczepiony przeze mnie Volkswagen nigdy by się nie odważył na taki ruch. Ba, pewnie teraz analizują to Twingo i śmieją się z tych cudacznych rozwiązań, podczas gdy większość śmieje się z nich i nowego Passata, który ma 99 procent części ze swojego poprzednika. Renault po prostu pokazało, że ma jaja. Kupowałbym.

caterham

Na koniec tego zapodam cos o Caterhamie. Tutaj już w ogóle jest mega czat. Jest? Sorry, złe słowo dobrałem. Tu nic nie ma. Klimy, dachu, szyby, bagażnika ani drzwi. Są dwa sportowe fotele, silnik, długa macha, cztery koła i to by w sumie było na tyle. Mówi się, że to samochód do jazdy po torze, na zloty lub specjalne okoliczności. A ja bym nim naginał na co dzień jakbym miał. Wiem, że pewnie mi powiecie „ciekawe jak długo?”. Nie wiem. Pewnie do pierwszego deszczu, pierwszego zimnego dnia, ale gdy pogoda by dopisywała. Codziennie bym przeganiał taką maszynę.

Wiem, że większość wymienionych samochodów nie jest zbyt poręczna w codziennej eksploatacji. Ciężko się do tego wsiada, średnia widoczność, każdą dziurę czuję się dwa razy bardziej niż w normalnym samochodzie, ale jakoś mnie to nie zraża. Jakoś u mnie w głowie cały czas panuje przekonanie, że samochód służy do jeżdżenia i po to został zaprojektowany, a takie czynności jak wsiadanie, wysiadanie, czy parkowanie są tylko otoczką, tłem do całej akcji. Dla mnie to nie ma znaczenia. Przemęczyłbym się w tych kilku czynnościach, a skupiłbym się na prowadzeniu. Dla mnie prowadzenie jest najważniejsze. Lubię czuć na kierownicy jak samochód się prowadzi, na plecach jak się przechyla w zakręcie. Gdy prowadzę tylko to się liczy. W moim samochodzie mam cholernie długie drzwi przednie (bo tylnych nie ma). Jak parkuję koło innego auta, to moje drzwi starczają jeszcze do połowy jego drzwi w drugim rzędzie. Tak, wychodzi się z samochodu tworząc różne dziwne figury cyrkowe, ale nigdy nie narzekałem. Wiem, że ktoś zdawał sobie sprawę, że to się tak skończy, ale mimo to zdecydował się na ten krok. I to nie dlatego, żeby się lepiej wchodziło do tyłu. Z tyłu prawie nie ma miejsca dla człowieka ze wszystkimi kończynami. Ten ktoś zrobił to dla frajdy.