Ostatnio w Piątkowym Podsumowaniu napisałem, że gdy wychodzi jakaś nowa generacja BMW lub obecna zostanie poddana faceliftingowi, to w naszych oczach wygląda gorzej. Było tak zawsze. Chyba wiem czemu. Dopadł Was syndrom nowego BMW (skrót: SN-BMW).

seria52

Nie ważne czy mówimy o nowej jedynce, trójce, piątce, czy nawet siódemce. Ta zasada tyczy się każdej serii bez wyjątku. Gdy któraś z nich się lekko zmieniała, to w sieci można wyczuć takie dziwne napięcie wśród internautów. Nie tylko hejterów, którzy popisują się swoją inteligencją na poziomie własnej temperatury ciała i to nie w trakcie wysokiej gorączki, tylko wśród tych normalnych. Można nawet odczuć, że wielbicielom marki nowe modele jakoś niespecjalnie przypadają do gustu. Również uwielbiam wozy od BMW i przyznaję, że też targa mną takie uczucie. Takie coś, że kurczę, jak patrzę na najnowsze BMW i potem szybko spojrzę na te odrobinę starsze to wybrałbym te bardziej leciwe. Z kolei wiem, że taka sama sytuacja miała miejsce kilka lat wcześniej, gdy Niemcy wprowadzali ten model, który aktualnie mi się podoba. Ten do którego zdążyłem się już przyzwyczaić i traktuję go jako fajny, pożądany. Wiem, że też tak macie, więc nie ma co udawać i zaprzeczać. Każdy normalny człowiek choć tyci tyci lubiący samochody i BMW to czuje. To silniejsze od niego.

seria5

Ten syndrom nowego BMW zauważyłem już dawno. Kilka lat temu. Chyba wtedy gdy pojawił się następca kultowego E46. Jakoś tak w tamtym okresie ta zmiana była najbardziej widoczna. Nie brakowało stwierdzeń, że to E46 jest ostatnią szanowaną na dzielni trójka. Jednak dopiero teraz wiem czemu tak się stało. Widzicie ile lat myślałem, żeby wymyślić? Chyba upomnę się o dotację za te ciężką pracę umysłową.

Otóż chodzi nam wszystkim o to jak w głowach mamy zapisaną markę BMW. Dla wielu z nas BMW=klasyk. To nie jest Renault, które kojarzy nam się z nowymi, dziwnymi i lekko śmiesznymi autkami, a stare 19 traktujemy jako przedawnione trupy. O BMW myślimy też inaczej niż o Astrze Classic, która kojarzy nam się z rdzą i futerkowymi obiciami na fotele w odcieniach panterki. Auta z Bawarii traktujemy patrząc na nie przez pryzmat samochodów luksusowych z dawnych lat. Widzimy w nich stare E30, o którym każdy kiedyś marzył lub o trochę większej piątce E34. Podobnie jest z Mercedesem. Kto nie marzył kiedyś o Baleronie? Klasyczność tych samochodów siedzi w nas podświadomie. Rajcują nas te proste i kanciaste kształty, a odrzucamy nowoczesne zaokrąglenia. Robimy to dlatego, że w naszych głowach postrzegane są one jako nowoczesne, nieklasyczne.

Zauważyłem też, że jak już się obrazimy na najnowszą generację to foch nam mija dokładnie wtedy, gdy wyjdzie jej następca. Wtedy rzecz jasna cała złość przechodzi na ten najnowszy model, a ten starszy jest już spoko. Dopiero wtedy dostrzegamy w nim klasyczność i podziwiamy. Oczywiście nie jest on też taki super jakby mógł być, ale zdecydowanie zyskuje w naszych oczach.

Skoro to wszystko to prawda, a tak jest, bo inaczej bym tego nie pisał i nie marnował Waszego czasu, to popatrzcie jak bardzo przerąbane mają projektanci BMW. Oni pewnie już dawno zauważyli to o czym dzisiaj piszę i śmieją się ze mnie, że ja taki znafca a dopiero teraz to załapałem. Przez to, że projektanci dostrzegli ten dziwny proceder to na pewno wiedzą, jak ciężką mają pracę. Popatrzcie. Zanim coś nakreślą, to już zdają sobie sprawę, że będzie to gorsze. Owszem spodoba się jakiejś blondi w czerwonym BMW, która kupiła je bo lakier pasował jej do szminki, ale duża część społeczeństwa zacznie kląć na nową stylistykę. Projektanci mają najgorszą robotę na świecie! Zanim zaczną już wiedzą, że będzie gorzej niż jest. To po co robić? Jakby nie zrobili nic to stracą robotę, skończy im się kasa i umrą z głodu. Proste, nie?

I tutaj chciałbym jakoś pomóc tym projektantom. Powiedzieć, ej chłopaki, mam dla was rozwiązanie! Sęk w tym, że nie mam. Przecież nie możemy wrócić do dawnego kształtu BMW bo to już było. Ale tylko on jest klasyczny i dla wielu „prawdziwy”. Chociaż nie tylko z tego powodu nie da rady wrócić do dawnej stylistyki. Teraz nie można robić kanciaków bo w przypadku zderzenia pieszego z autem pieszemu mogłoby się coś stać. Teraz gdy na kogoś najedziemy nowym autem to skasujemy pół nadwozia, ale dla pieszego taka stłuczka będzie jak upadek na miękkie łóżko. Wygodny i przyjemny. Jednym słowem to nie jest wina projektantów, że robią takie karoserie. Inaczej nie mogą. Więc gdzie jest problem? Głowa mi mówi, że w nas. To my się nie umiemy przestawić i podchodzimy z krytyką do liftingów BMW. Natomiast serce szepcze co innego. Przecież stare jest lepsze.