Jedną z najważniejszych informacji tego tygodnia jest internetowy debiut Toyoty Mirai FCV – pierwszego seryjnego samochodu zasilanego ogniwami paliwowymi. Taka technologia jest mi całkowicie obca, ale z niecierpliwością czekam aż ten samochód pojawi się na polskich drogach. Podobno oficjalnie zadebiutuje już nie długo, bo w przyszłym roku.

toyota2

Kompletnie nie znam się na jakiś tam ogniwach paliwowych, więc nie jestem wstanie ocenić czy to dobrze, że Toyota w to idzie czy nie. Natomiast bardzo cieszy mnie jakikolwiek rozwój. Owszem, uwielbiam samochody z silnikami benzynowymi, ale nie jestem też wrogo nastawiony na elektryki. Jednak średnio przepadam za hybrydami. Moim zdaniem nie spisują się one najlepiej. A wodór? A bo ja wiem. Brzmi super, reklamuje się super. Jak będzie? Tego nie wiem. Cieszy mnie jednak, że trwają nad tym prace. Że ktoś ruszył dupę i pofatygował się o nowe rozwiązanie techniczne. W końcu ile można kopcić? Nie jestem ekologiem i nie wierze w globalne ocieplenie, ale trochę już mi się nudzą silniki spalinowe. Wiecie, to od jakiś stu lat ciągle wygląda tak samo. Przez ten okres wbrew pozorom niewiele się zmieniło. Cały czas tylko w kółko powtarzane cztery suwy i nic poza tym. Może tam doszła jakaś turbosprężarka i bezpośredni wtrysk, ale to szczegóły. Ogniwa paliwowe to inna historia. Zupełnie inny rozdział. Mam tylko nadzieje, że jest to sensowny rozdział. Że to nie jest to tylko fanaberia jakiegoś inżyniera z Toyoty, który postawił sobie za cel zrobienie samochodu zasilanego takim czymś mimo, że kompletnie nie ma to sensu.

Z istotnych rzeczy Toyota Miarai FCV będzie miała 155 KM. Rozsądna wartość jak to w przypadku Toyoty. Do setki? Okolice 9 sekund. Również szału nie ma, jest rozsądek. Prędkość maksymalna jeszcze nie znana, ale w takim aucie to chyba spada na drugi plan. Liczy się zasięg. Ten według Toyoty liczy 483 kilometry. Według mnie też całkiem spoko. Nie jest to może krążownik na dalekie podróże, ale po dzieci do szkoły, do roboty i do sklepu na zakupy powinien być #wporzo. I Teraz najważniejsze. Czas tankowania. O to się wszyscy pieklą w przypadku elektryków. Tam trzeba spędzić pół dnia przy kontakcie, a tutaj cały proces trwa około 4 minut. Rewelacja. To tylko niewiele dłużej niż teraz, więc chyba wszyscy to zaakceptują. Tym razem nie wspomnę nic o stylistyce Mirai FCV, bo to chyba widać, że stylista odpowiedzialny za ten projekt najwyraźniej na coś cierpi i to coś postanowił zamontować z przodu samochodu. Tak czy inaczej, trzymam kciuki za tę technologię.

Lexus

Zejdźmy teraz na ziemię, bo przyznacie, że trochę odleciałem z tymi ogniwami. Nowy Lexus F zadebiutuje już 13 stycznia na Salonie Samochodowym NAIAS. Producent nie zdradza szczegółów ani nie udostępnia zdjęć nowego modelu. Chyba chce abyśmy byli zaskoczeni w dniu premiery. I ja w to wchodzę. Denerwują już mnie te przedpremierowe pokazy w necie. Po jaką cholerę jest potem premiera, skoro już wszyscy wiedzą jak wygląda ten samochód. Gdzie to zaskoczenie? Może liczą, że uda się zaskoczyć publiczność dwa razy? Ta jasne. Zostawiając jednak te dyrdymały przyznam, że podoba mi się nowa linia Lexusa. Jest tak trochę agresywna, ale jednocześnie elegancka. Czyli taka jaki jest Lexus. W końcu to nadal jest auto luksusowe, ale zachowuje przy tym swój charakter. Pamiętam te Lexusy z lat 90-tych. Kiepsko mi to wyglądało. Wolałem Merca lub BMW. A teraz? Sam nie wiem. Powoli nudzą mi się niemieckie auta i chciałbym jakąś odmianę w segmencie luksusowych sedanów. Uważam, że dobrą konkurencję właśnie stanowią Japończycy markami Infiniti i Lexus. Czekam z niecierpliwością na nowego Lexusa F i nie chcę widzieć zdjęć przed premierą!

astra

A teraz przejdźmy już do czegoś zupełnie przyziemnego i wręcz naszego. Takiego tutaj, w Polsce. Widzicie jak to sobie sprytnie wymyśliłem? Zacząłem od kosmosu, czyli wodorowej Toyoty, potem zgrabnie obniżyłem poziom i napisałem kilka zdań o Lexusie, po czym wylądowałem na ojczystej ziemi i przekażę Wam kilka informacji o Oplu Astrze K. Otóż w naszej rodzimej fabryce Opla w Gliwicach trwają już ostatnie prace przygotowujące fabrykę do produkcji nowej Astry. Podobno do Gliwic zjeżdżają się nawet pracownicy z General Motors z innych fabryk europejskich. Nawet pracownicy z Tychów z byłego Isuzu pomogą w robocie. Oj będzie się działo. Jeśli jesteście chętni na taką prace to śmiało walcie do drzwi Opla. Wciąż trwa nabór na robotników, ale tylko do końca grudnia, więc się pospieszcie. Produkcja startuje już w styczniu. Jeśli jednak liczycie, że pójdziecie tam żeby zgarniać dolary i się opierdzielać to się możecie przeliczyć. Opel ciągle notuje zyski. Na przykład ostatnio pobili swój rekord z 2008 roku i od stycznia do końca listopada udało im się opchnąć 25 249 samochodów. Życzę sukcesów!