Chyba nie muszę powtarzać, że pozycja za kierą to ważna sprawa. Każdy normalny człowiek o tym wie, ale dziś nie będę pisał Wam jak prawidłowo posadzić tyłek za kółkiem, bo o tym trąbi każdy portal i zapewne już wiecie. A jeśli nie, to wrzucam poniżej film z profesjonalistą, który pokaże to lepiej niż ja opisze. Taka prawda.

A jeśli już jesteśmy w temacie Mariana Bublewicza to szanuje faceta. Bardzo lubię oglądać ten film. Nie tylko dlatego, że zawsze mogę się czegoś nauczyć, ale ten gość jakoś tak fajnie mówi. Tak inaczej, tak ciekawiej. Z pewnością nie nadawałby się na polityka, bo tam trzeba zrzędzić. Jego sposób mówienia działa na mnie, jest on strasznie przekonywujący. Mam wrażenie, że Marian musiał być strasznie sympatycznym i miłym gościem. Szkoda tylko, że już nie będę miał okazji mu o tym powiedzieć. Dlatego polecam Wam to wideo. Nawet jeśli jesteście super kierowcami i doskonale wiecie jak wpakować się w fotel kierowcy i obracać kółkiem. Warto!

To taka krótka dygresja była, a teraz do rzeczy. Dla mnie pozycja za kierownicą jest szalenie istotna. Nie tylko ze względu na wygodę i bezpieczeństwo, ale na wyczucie samochodu. Po prostu lubię czuć samochód całym sobą. Wiem też, ze są poradniki jak znaleźć dla siebie tę właściwą pozycje, ale wydaje mi się, że dla prawdziwego petrolheada to coś więcej niż zwykłe i wygodne siedzenie. I nie ma takiego określenia jak „właściwa” pozycja, a bardziej trafnym przymiotnikiem będzie „ulubiona”. Podejrzewam, że właściwych może być znacznie więcej niż ulubionych. W końcu gdy przesuniemy sobie fotel o jeden ząbek do przodu czy to tyłu to nasza geometria ciała aż tak bardzo się nie zmieni. Nadal będziemy dosięgać rękoma i nogami tam gdzie trzeba, ale jednak to już nie będzie to. W końcu jedni z nas lubią siedzieć niżej inni wyżej. Z tego co ogarniam temat, to wyżej lubią siedzieć kobiety. Gdy któraś z nich wejdzie do innego niż swojego auta, często mówi „O jak fajnie wysoko!”. Pewnie dlatego tak wiele przedstawicielek płci pięknej wybiera SUVy. Bo to chyba jedyne wytłumaczenie fenomenu ich popularności. Ja z kolei lubię siedzieć bardzo nisko. Prawie na podłodze. W tym przypadku mam chyba podobny gust jak Krul motoryzacyjnej blogosfery Blogo. Ja również uwielbiam się zapadać w fotelu. Czuć jak mnie obejmuje po bokach i mocno trzyma. Ja natomiast preferuję bardziej pionowo postawione oparcie. Nie wiem jak można tak leżeć za kółkiem, ale patrząc na właścicieli czarnych BMW jest to dość powszechne.

Założę się, że każdy z Was ma takie ustawienie fotela i kierownicy, które uznaje za jedyne słuszne do swojego samochodu. Takie, którego nie wolno pod żadnym pozorem przestawiać. Dlatego bardzo podobają mi się możliwości jakie dają współczesne samochody pod tym względem. Obecnie w aucie można przestawić wszystko. Fotel rusza się do przodu i do tyłu. Oparcie z kąta mocno rozwartego do bardzo ostrego, kierownica chodzi już nie tylko góra-dół, ale i do przodu oraz do tyłu. Brakuje tylko na boki. Na przykład tak, żeby i pasażer mógł też sobie pokierować. Czemu nie. W niektórych fotelach można regulować jeszcze podparcie boczne, pod lędźwiami albo co tam jeszcze producent wymyśli.

Jednak nierzadko zdarza się tak, że mimo tych wszystkich bajerów i ruchomych części no za cholerę nie idzie się wpasować do samochodu. Bo albo coś za nisko, albo jedno zasłania drugie i dupa zbita. Tak to już jest. Pamiętam jak kiedyś miałem do testów Peugeota 3008 niby całkiem #wporzo samochód, ale nie mogłem się w niego wczuć. Pozycja za kółkiem na pierwszy rzut oka wyglądała się być naprawdę spoko, ale wystarczało przejechać kilka kilometrów, a prawa stopa tak mnie zaczęła napierniczać, że przeszukałem cały samochód w celu znalezienia młotka do rozbijania szyb zintegrowanego z nożykiem do użynania pasów, aby odciąć sobie prawą stopę. Po prostu nie dało się tym jechać na dłuższy czas. Nawet pokusiłem się o to, że jak tylko mogłem to jechałem na tempomacie, żeby ta stopa sobie odpoczywała. Przyspieszałem też tempomatem. Spod świateł wciskałem plusa do oporu i jakoś tam się turlałem bardziej do przodu niż do tyłu.

Ta historia chyba najlepiej pokazuje jak ważną i osobista sprawą jest pozycja za kółkiem oraz jak wiele od niej zależy. Przecież nie kupiłbym tego Peugeota (mimo, że auto fajne) bo nie dałbym rady go prowadzić. Niby taki szczegół a jednak pełna dyskwalifikacja. To tak jakbyście mieli kupić sobie garniak czy tam innego ciucha, który niby wszystko fajnie, ładnie wygląda, nieźle leży, ale jest tak niewygodny, że prędzej zgodzilibyście się na piłowanie zębów pilnikiem niż chodzenie w nim na co dzień. Smuteczek, prawda? Niestety, life is brutal.

Kuźwa, o czym ja Wam w ogóle truję. Ostatnio napisałem, że wywaliłbym kierownicę z każdego nowego samochodu i zastąpił ją joystickiem, a dzisiaj wylewam swoje żale o ulubionej pozycji za kierownicą. Chyba coś się ze mną dzieję, bo na ogół zgadzam się ze sobą w każdej kwestii.