Ten producent nie ma łatwego wyzwania. Oj nie. Czesi muszą inaczej składać samochody. Nie mogą bezczelnie zerżnąć jakiegoś projektu od Niemców czy Francuzów. Mają bowiem innego klienta. Nadzwyczaj ciężkiego i wymagającego, choć oni sami myślą o sobie, że od auta wymagają tylko tego żeby jeździł.

przod

Mówi się, że to kierowcy BMW są jacyś specyficzni. Że to niby oni powodują te wszystkie wypadki na drogach, a za hobby oprócz chodzenia na siłownie uznają wjeżdżanie bokiem w przystanki. Im więcej ludzi tym lepiej. Podobno lubią też ruszać z piskiem opon. Tak, aby półosie nie wiedziały czy mają się ukręcić same czy wylecieć razem z przegubami. Media lansują kierowców starych Beemek jako jakichś idiotów z łysym łbem i bejzbolem w bagażniku lub pod siedzeniem, a o samych samochodach mówi się, że muszą być nad wyraz trwałe, aby sprostać szaleńczej jeździe młodzieży w dresach.

Być może. Nie miałem nigdy starego BMW (ani nowego), więc nie będę się wypowiadał, ale wiem, że jest pewna grupa społeczna, która bardziej katuje swoje samochody niż dresy na parkingach. Są to Skodrziarze. I nie mówię tutaj o tych handlowcach w białych lub srebrnych Fabiach jeżdżących z misją dowiezienia produktu do klienta. Problem leży w tych osobach, które określilibyśmy mianem rozsądnych, bezpiecznych, rozważnych, dojrzałych i jeszcze jakichś tam kierowców. Jak piszę te określenia to aż przechodzą mnie ciarki na samą myśl jak można chcieć być takim człowiekiem. To tak jakbym napisał, że chce być nudny, przewidywalny i nie czerpać większej radości z życia niż gapienie się na wyświetlacz w samochodzie ze wskazaniem spalania. Niestety ci ludzie postawili sobie uzyskanie małego zużycia spalania za cel najwyższy i dążą do niego choćby i po trupach. Argumentują to oczywiście, że są rozsądni i jeżdżą z głową.

Niestety ich styl jazdy nie ma nic wspólnego z dbaniem o samochód i bezpieczeństwo innych osób. Co z tego, że ci ludzie jeżdżą zawsze zgodnie z przepisami, gdy na czas prowadzenia samochodu ich fragment mózgu odpowiedzialny za inteligentne zachowania w pewnych sytuacjach wydostaje się poza czaszkę i prawdopodobnie ląduje w obszernym bagażniku tuż koło jednorazowych ręczniczków. Skodziarze myślą, że im niższe obroty tym lepiej, bo mniej pali. W pewnym zakresie prędkości obrotowej jest to słuszne, ale nie w tej, w której oni się przemieszczają. Jasne, że oszczędniej jest jechać mając na szafie trzy tysiące obrotów a nie cztery. Ale dla wielbicieli Skód, a zwłaszcza w tedeiku, takie wartości są tak abstrakcyjne jak liczby zespolone dla maturzysty. Kierowca czeskiego auta jakby mógł, najchętniej ruszałby z piątki i jechał ciągle na obrotach jałowych. Nawet pod górkę.

Za nic mają fakt, że silnik w ich ukochanym samochodzie aż warczy i domaga się dodania gazu, a na wale korbowym są już takie naprężenia, że najchętniej wyskoczyłby przez zamkniętą maskę. W ich głowie tak sytuacja jest spoko, bo samochód jedzie, wskazówka obrotomierza prawie się nie rusza, więc wnioskują że mało pali.

Kolejną sprawą jest jazda blisko krawędzi jezdni. Zgadza się, w przepisach widnieje zapis o tym, że trzeba jechać tak blisko jak tylko się da. Normalny kierowca traktuje to jednak trochę z przymrużeniem oka i jak widzi, że prawy pas jest zaorany przez ciężarówki, a lewy jest pusty i w lepszej kondycji to jadą tam gdzie równiej (nie namawiam tutaj do bezmyślnego blokowania lewego pasa!). Skodrziarz jednak sprawę postrzega zupełnie inaczej i choćby był sam na drodze aż po horyzont, a prawa krawędź jezdni będzie kompletnie zniszczona to ten będzie jechał tak blisko prawej strony, że miedzy krawężnikiem a jego felgą dojdzie do obróbki skrawaniem.

Wyprzedzanie zawalidrogi też jest dość ciekawie pojmowane przez większość klientów Skody. Normalny człowiek jak widzi na prawym pasie landarę wlekącą się minimum 20 km/h wolniej niż on, to daje lewy migacz, luka w lusterko i śmiga nie zawracając sobie głowy ciężarówką. Jednak w głowie Skodrziarza takie zachowanie jest określane mianem „brawurowego” co utożsamiane jest z brakiem zachowania bezpieczeństwa. Ludzie tak zachowujący zyskują w ich oczach miano „oszołomów”. Jak więc zachować się prawidłowo według kogoś kto zapina piątkę przy 50 km/h? Gdy widzimy pojazd jadący wolniej niż ustawa przewiduje trzeba jechać za nim z większą prędkością aż do momentu gdy przód naszego samochodu będzie tak blisko tyłu zawalidrogi, że między nimi zaczną zachodzić wiązania chemiczne. Wtedy należy niezwłocznie wcisnąć pedał hamulca tak mocno, aby ręczniczki i kawałek mózgu znajdującego się w bagażniku uderzyły z impetem w kanapę. Gdy już zrównamy się prędkościowo z zawalidrogą, wystarczy zapodać kierunek, obczaić lusterko i dodając gazu zmienić pas. Oczywiście bez redukcji bo mamy Diesla!

Niestety takich zachowań Skodziarza jest znacznie więcej i z całą pewnością dałbym radę nawet napisać o tym książkę i wydać ją w Empiku. Jednak chciałem w tym miejscu zauważyć, że Skody muszą być niezwykle trwałymi samochodami, aby znieść te tortury. Jestem nawet skłonny powiedzieć, że tak zadbana Skoda dostaje bardziej po dupie niż wspomniane wyżej BMW, które od czasu do czasu dojdzie do odcinki lub ruszy z piskiem opon pod jakimś klubem. Dlatego podziwiam Skodę, że ich samochody nadal jeżdżą i to często w całkiem niezłym stanie, a z drugiej strony współczuje im klientów. Nie wiem czym jest to spowodowane, że ludzie „rozsądni” w większości decydują się na Skody a nie na przykład na Peugeota lub Citroena. Może winę za to zjawisko ponoszą dawne modele, które ciężko było nazwać fajne, a ze słowem „szalone” tworzyły oksymoron. Dziś już się chyba trochę zmienia sytuacja i niektóre samochody czeskiego producenta zaczynają mi się powoli podobać.

A to już coś.

rapid