Na temat ograniczeń prędkości wszyscy mamy podobne zdanie. Większość z nas ma je po prostu w dupie. Są jednak tacy co sami się oszukują i mówią, że ich przestrzegają i że bez nich, to byśmy się porozwalali o pobliskie drzewa jak koty o szklane drzwi tarasowe gdy chcą wejść do domu.

Nie lubię takiego podejścia do sprawy. Jak ktoś udaje i rozpowiada poprawne politycznie hasła argumentując to teoretycznie prawidłowymi tezami. Tak było zawsze, jest i tak już niestety będzie. Dlaczego? Tego jeszcze nie rozkminiłem, ale obiecuję, że kiedyś mi się uda. Kiedyś też zdobędę świat i będę mówił co jest fajne i dobre, a co złe.

Tutaj jednak chodzi bardziej o niemówienie jak jest. Są pewne dziedziny, w których zamiast powiedzieć prawdę wszyscy kłamią jak popieprzeni. Jako dzieci nie mamy problemów z mówieniem jak jest. Problem ten zaczyna się gdy pójdziemy do szkoły, a w zasadzie gdy już opuścimy jej mury. To tam nauczyciele często powtarzają bzdury typu „skoro przeczytałeś to powinieneś wiedzieć”. Doprawdy? Założę się, że jak dałbym mojej dawnej nauczycielce od polaka definicje przestrzeni Hilberta to może siedzieć nad tym cały dzień, a i tak nie będzie wiedzieć o co chodzi. Ale przecież czytała, więc powinna umieć, prawda?

To jednak nie jest sedno tego problemu. Umówmy się, nauczyciele w większości to istoty skromnie obdarzone inteligencją, więc nie wymagajmy od nich zbyt wiele. W dodatku pracują w szkole, czyli instytucji państwowej co dodatkowo ogłupia. Podam przykład. W mojej okolicy jest szkoła z wyjściem wychodzącym na ulicę. Jakieś dziecko niestety wyszło tym wyjściem i doszło do kontaktu samochód-dziecko. Chyba nic się nie stało poważnego, głowa nie odpadła, a kończyny pozostały na swoich miejscach. Jednak po tym incydencie dyrekcja szkoły postanowiła zamknąć te drzwi i kazać uczniom wychodzić tylnym wyjściem. Efekt jest tego taki, że uczniowie muszą obejść całą szkołę dookoła i przejść przez tę samą ulice co wcześniej!

Banda kretynów.

Jednak kurde trochę odszedłem od tematu. Bo istotą problemu jest to, że jak już skończymy szkołę i doczekamy się dziecka w wieku szkolnym to tłumaczymy mu te same bzdury co dawniej gadał nam nauczyciel jakby zapominając o tym, że jest to bez sensu. Stoimy nad własnym dzieckiem i wciskamy mu kit, że jak przeczytało to powinno wiedzieć. Dziecko wie, ze to nie prawda, my też, ale mimo wszystko powtarzamy tę głupią tezę jak mantrę. Dlaczego?

Bo tak wypada.

To samo tyczy się ograniczeń prędkości. To jaki mamy do nich stosunek to każdy wie. Ciężko o samochód jadący pięć dyszek po zabudowanym. Sześćdziesiąt to absolutne minimum. Po co trochę szybciej? Serio musze tłumaczyć? Każdy z nas to wie. Szybciej jest fajniej. Mniej nudno, przyjemniej. Wszyscy lubią jechać więcej niż ustawa przewiduje. Nie mówią tutaj o dawaniu w palnik do oporu bo sam jestem daleki od takiej jazdy, ale nie jeżdżę zawsze zgodnie z ustawą. Poza tym większa prędkość przy stałej odległości to mniejszy czas. Nie było na fizyce?

Jednak jak przychodzi co do czego i trzeba się publicznie wypowiedzieć to zapominamy o tych argumentach i klepiemy bzdury oszukując sami siebie. Mówimy z uśmiechem na twarzy, że 50 km/h to po mieście aż nadto. Że i tak nie ma sensu szybciej bo zaraz światła. Tak właśnie gadają celebryci i poważni dziennikarze tacy jak Zientarski z córeczką. I tak przecież wszyscy wiemy, że czasami zyskanie sekundy w jednym miejscu może spowodować uzyskanie na dalszym etapie trasy kilka minut. Że jak trochę przyciśniemy to uda nam się przejechać przez światła na zielonym, a tak musielibyśmy stać na czerwonym jak emeryci w kolejce do lekarza. Owszem, są też takie sytuacje, że ruszanie z piskiem opon nie przyniesie efektu w czasie. Na przykład wtedy gdy widzimy następny sygnalizator i dopiero co zapaliło się czerwone. Wtedy grzanie na pełnych obrotach to głupota. Ale jak sami widzicie, raz jest tak, a raz siak. Nie ma reguły, więc po co pieprzyć, że szybsza jazda nie odbije się na czasie podróży?

Kiedyś czytałem jeden artykuł w polskim Top Gear i jeden z redaktorów napisał, że gdzieś się spieszy, więc jechał jakimś tam Volvo „na granicy ograniczeń prędkości”. Ta, jasne. Już to widzę jak mając wypożyczoną brykę zalaną pod korek przez producenta i 200 koni pod maską jechał jak należy.

Tylko tak napisał, bo inaczej nie wypada.

Boimy się mówić prawdy na każdym kroku, więc oszukujemy. I to nie tylko innych, ale również i siebie. Stojąc przed lustrem sami byśmy nie uwierzyli w przytaczane przez nas argumenty, ale przed kamerą, publicznością, czy przed monitorem i klawiaturą próbujemy kogoś do nich przekonać.

Bo jakby to wyglądało jakbym jako poważny bloger motoryzacyjny napisał, że jeżdżę troszkę szybciej niż te pięćdziesiąt?

Niepoprawnie.

Na szczęście ja nie muszę być poprawny i wolno mi pisać co chcę. I chcę napisać, że mam radę dla ministra od ograniczeń prędkości jak zrobić żeby kierowcy zdjęli nogę z gazu. I nie są to znaki ograniczające prędkość, bo tych jest aż nadto. Nie są to też durne kampanie reklamowe mówiące, że prędkość zabija.

Są to wraki samochodów leżące na poboczach.

Car_crash_1

I nie chodzi mi o to żebyśmy się na nie gapili i dostali oświecenia w stylu „O kurczę, mnie też może spotkać takie coś”. Gdybym tak napisał to postąpiłbym identycznie jak w przykładach powyżej. Skłamałbym. Nikt przecież tak nie pomyśli. Wszyscy mają przekonanie, że ich taka tragedia nie spotka, więc nie ma się co przejmować. Powód jest inny.

Prostszy.

Lubimy się pogapić jak ktoś się rozbił. A jak chcemy się popatrzeć to zwalniamy, żeby dojrzeć więcej szczegółów. Ostatnio miałem taką sytuacje, że koło drogi leżały dwa puknięte samochody. Nie na drodze, nie na poboczu, tylko kilka metrów od niego. Zupełnie nie przeszkadzały w płynności ruchu. Natomiast korek zaczynał się kilkaset metrów wcześniej, bo każdy zwalniał aby oblukać auta, popatrzeć czy może nie ma jakiegoś trupa, czy czegoś równie emocjonującego co nadawałoby się na fejsa.

Zdaję sobie sprawę, że takie coś nijak nie wpłynie na nasze bezpieczeństwo, bo zwalniając odwracamy głowę i rozpraszamy się, ale daję głowę, że zwolnimy.

A przecież nie oszukujmy się. Kogo obchodzi prawdziwe bezpieczeństwo? Ważne żeby prędkość zgadzała się z tą na znaku.