Stara sprawa, bo jeszcze z wakacji. Pewnego słonecznego dnia, znaczy bardziej upalnego, jechałem samochodem po Warszawie. Wróć. Stałem w korku koło wielkiego, smrodzącego autobusu, który wydzielał z siebie takie ilości spalin, że ich zawiesina w powietrzu całkowicie przysłoniła mi słońce. Jestem Warszawiakiem, więc płuca na takie okazje mam już uodpornione i wcale mnie to nie ruszało.

Niestety mój samochód jest chyba nieco delikatniejszy niż jego właściciel. Może to dlatego, że kiedyś należał do kobiety, która nakleiła na nim naklejkę „I’m blond”. Nie dziwie mu się, bo też bym złagodniał jakby ktoś mnie tak podpisał. Żadna przyjemność, a jeszcze śmiać się mogą. A w stolicy to i łomot można dostać.

Tak czy siak, mój samochód tego nie wytrzymał. Stał w korku razem ze mną i w pewnym momencie zapaliła mu się lampka. Nie rezerwa. Było gorzej, bo za pośrednictwem komputera i różnych przewodów, do życia została powołana kontrolka z miniaturką termometru zanurzonego w cieczy. Szybko się zczaiłem, że to nie jest nic związanego z prognozą pogody lub globalnym ociepleniem, lecz z silnikiem. Mówi do mnie „jest mi gorąco!”. W pierwszej chwili to olałem, bo przecież skoro ja wytrzymuje ten upał, to maszyna tym bardziej, co nie?

Jednak jak zobaczyłem, że wskazówka pokazująca temperaturę cieczy chłodzącej pnie się do góry szybciej niż obrotomierz w rajdówce Loeba, to potraktowałem sprawę zupełnie inaczej niż zwykle – poważnie. Wbiłem kierunkowskaz i zaparkowałem tak szybko jak tylko się dało. Przyznaję, miałem szczęście w tym nieszczęściu bo po pierwsze, byłem blisko celu bo prawie go już widziałem, a po drugie miałem gdzie za darmo zaparkować. Spieszyłem się, więc nawet nie podnosiłem maski, wysiadłem z fury, zamknąłem z pilota i poszedłem jakby nic się nie stało.

Niestety ku mojemu zaskoczeniu jak wróciłem do samochodu nie zjawił się żaden mechanik, który usunął by ten problem nie pobierając za to żadnego wynagrodzenia. Musiałem radzić sobie samemu. A wiadomo, chyba nie muszę tłumaczyć ile można zrobić przy samochodzie w mieście, bez narzędzi? Ale co mi tam, podniosłem machę i zrobiłem inteligentną minę, że znam się na samochodach. Popatrzyłem i wszystko zdawało się być normalne. Nawet poziom płynu chłodzącego się zgadzał patrząc na zbiornik. Niestety odkręciłem wlew do niego i okazało się, że ostatnią cieczą jaka tam była to prawdopodobnie deszczówka i to tylko w przypadku, gdyby korek nie był dobrze dokręcony. To co widziałem sprawdzając poziom płynu to był po prostu syf osadzony na ściance zbiorniczka. Ładnie mnie mój samochód wyrolował, nie? Potem zacząłem oglądać czy chłodnica wody wygląda na sprawną, ale też nie zauważyłem żadnych niedoskonałości tego tworu inżynierskiego.

Słońce zachodziło, temperatura odczuwalnie malała, a ja postanowiłem wracać do domu. Oczywiście nic nie zrobiłem poza dolaniem płynu i zacząłem wracać. Do przejechania miałem jakieś 15 km. Aby ulżyć silnikowi ustawiłem grzanie do kabiny na maksa i dmuchawę też. Na zewnątrz nadal było prawie 30 stopni, wiec dzięki ogrzewaniu w kabinie miałem lekką ręką ponad cztery dychy. Ale co tam, grunt żeby dojechać. Jednak dla Waszego dobra nie będę opisywał tego jak bardzo czułem się zakiszony we własnym samochodzie. Jeśli jednak zainteresowało Cię to, napisz do mnie. Uzgodnimy wszystkie szczegóły :)

Szczerze mówiąc to myślałem, że problem już rozwiązałem dolewając trochę różowego płynu ze stacji benzynowej do układu chłodzenia, ale po kilku dniach zaglądam pod maskę dla pewności, a tam tego płynu również nie ma. A gdzie jest? Nawet w googlach go nie znajdziecie. Nigdzie go nie ma, bo już szukałem. Pod samochodem nie, nad nim też nie. Wkurzyło mnie to bo ile można tego dolewać? To nie benzyna.

Prawdopodobnie mój samochód nie lubi tego płynu i coś z nim robi tak, żebym już go następnego dnia w nim nie zobaczył. Nie wie jak mi o tym powiedzieć, że ta ciecz mu nie smakuje bo nie ma od tego żadnej kontrolki, więc wypluwa ją jak małe dziecko syrop na kaszel.

Pomyślałem, że może jest jakiś niewielki wyciek w chłodnicy wody i warto by go jakoś załatać. Wiem, że krążą plotki o wrzuceniu jajka lub innych dań obiadowych do układu, ale postanowiłem tego nie sprawdzać. Poszedłem drogą podwórkowego profesjonalizmu i kupiłem specyfik uszczelniający chłodnice podawany doustnie. Był on w puszce przypominającej energetyka. Po otwarciu miał nawet ten sam kolor. W smaku nie wiem, bo nie odważyłem się, a samochód mi nie powiedział. Wlałem tyle ile trzeba i…

Chyba mu posmakowało bo nie wypluł. Wiem, że to nie jest profesjonalna naprawa i mechanicy z ASO raczej odradzają takie wynalazki, ale zadziałało. Przynajmniej tymczasowo. Od wakacji jeżdżę i nie narzekam, samochód się nie moczy, a właściciel zadowolony. Zobaczymy jak w lato, gdy temperatury znowu zaczną oddzielać kto jest twardy, a kto miętka faja.

To tyle jeśli chodzi o historię prawdziwą, wyjętą z mojego życia osobistego i nadającą się do ukrytej prawdy, a teraz pora zająć się czymś poważnym.

Jak to jest, że nasz silnik pracuje w odpowiedniej dla siebie temperaturze? #zPoradnikaMechanika

Obecnie wszystkie samochody mają układ chłodzenia pośredniego, czyli tak zwane chłodzenie cieczą, więc nie będę się skupiał na tym, że ktoś gdzieś tam kiedyś za komuny miał samochód, w którym silnik był chłodzony samym powietrzem.

Chłodzenie pośrednie to takie, gdzie silnik jest chłodzony cieczą otaczającą jego cylindry. Następnie ta ciecz robi się gorąca, bo wiadomo, silnik zimny nie jest. I tę ciecz trzeba jakoś schłodzić. Do tego służy chłodnica wody, który wygląda jakoś tak:

Chlodnica

Jest ona umieszczana z przodu pojazdu. Do tej chłodnicy wpływa ciecz chłodząca i ochładzana jest powietrzem, gdy samochód jedzie. A gdy stoi? Tak jak ja wtedy stałem w tym korku koło gorącego autobusu. Wtedy nie miałem pędzącego powietrza w kierunku mojej chłodnicy, więc trzeba było stworzyć sztuczny podmuch. Służy do tego ten duży wiatrak, również z przodu pojazdu. Robi on taki sztuczny wiatr, a sam jest napędzany silnikiem elektrycznym.

Ogólnie cały układ jest bardzo prosty, więc nie ma sensu żebym się o tym rozpisywał. Lepiej jak wkleję taki obrazek z jakiejś mądrej książki.

rys

Numerki nawet dali, więc będzie mi łatwiej opisywać. Punkt numer jeden to… Wie ktoś, wie? Pompa wody oczywiście. Po co ona tam? To ona jest odpowiedzialna za mielenie tej cieczy otaczającej cylindry i komorę spalania w głowicy. Gdyby nie ona, to ciecz nie miałaby ochoty przepływać, czyli chłodzić. Oczywiście pompa pompuje zimną ciecz. Numerek 2 to termostat. To on bawi się w ciepło-zimno. Jak jest ciepło to kieruje ciecz na chłodnicę, a jak zimno to z powrotem do silnika. Numer 3 to przewód. Nic ciekawego. Być musi, ale nie jest on elementem, którym zajmują się ludzie na politechnikach. Następna w kolejności z numerkiem 4 jest chłodnica wody. Składa się z dwóch zbiorników. Górnego i dolnego. A miedzy nimi jest od cholery małych rureczek. Na górze jest ciecz ciepła i przepływa ona na dół tymi wąskimi rurkami jednocześnie będąc ochładzana przez powietrze. A gdyby tego powietrza było mało, to z numerkiem 5 jest śmigiełko. Jak się kręci to wywołuje dodatkowy poduch wiatru i jeszcze bardziej chłodzi ciecz.

Prawda, że proste?

Mam nadzieję, że wszystko zrozumieliście, a jak nie, albo się gdzieś pomyliłem to spoko możecie dać mi to do zrozumienia kulturalnie pisząc, że się nie znam i nigdy nie widziałem samochodu na oczy.