I to nie sam tylko ze znajomymi. Wcisnęliśmy się w pięć osób do niewielkiego SpaceStara po to, aby pojechać z Warszawy do Łodzi na ulicę Piotrkowską i poszukać tam czegoś do żarcia. Zgodnie z kulturą polską padło na kebaba.

SONY DSC

Przy okazji miałem sprawdzić jak jeździ się tym samochodem, bo cały internet wiesza na nim psy. A to, że ma za mały kąt wyprzedzenia osi zwrotnicy i komuś tam kiera nie odbija po wyjściu z zakrętu, a ktoś inny twierdzi, że najwyraźniej producent zapomniał o wsadzeniu amortyzatorów w sprężyny, bo samochód kołysze się na boki.

SONY DSC

Pierwsza sprawa to wygląd. Przecież nie można wybrać się na kebsa czymś co nie wygląda. Albo wygląda jak gwiazda szklanego ekranu bez makijażu. Nieciekawie. Teraz samochody kupuje się oczami, a nie rozumem, więc to istotna sprawa. Wiem to po sobie, po prostu nie kupiłbym brzydkiego samochodu. Może być nie praktyczny, lekko badziewiasty, ale jak nie wygląda to sorry. No i tutaj w przypadku SpaceStara zdania są podzielone. Jedni mówią, że brak mu takiego polotu, czegoś co przykuwało by oko, a inni, że jest całkiem spoko i nie trzeba się wstydzić czym się jeździ. Faktycznie, nie ma zeza, mało kształtnych elementów lub odstających uszów, ale… No właśnie. Brakuje mi tutaj czegoś takiego, co by go odróżniało. Czegoś co krzyczałoby „Patrz, to ja SpaceStar, a to moja nieprzeźroczysta przednia szyba. Nikt takiej nie ma”. Niestety tutaj jedynym elementem dodającym charakteru jest tylny spojler optycznie przedłużający linie nadwozia i szpanerskie tylne szyby zrobione na czarno. Zawsze lubiłem ciemne okna, więc i tutaj mi się spodobały. Ale zabrakło mi czegoś takiego odjechanego. Nie mówię, że jest źle, bo jest całkiem ok. Można powiedzieć standardowo, bez udziwnień.

SONY DSC

A i jeszcze jedno. Lakiery mają fajne w Mitsubishi. Ten niebieski zajebiście pasuje do charakteru. Wiem, że są też wściekłe zielone, które też leżą jak trzeba. Nawet przed testem liczyłem na taki zielonooczojebny, ale trudno. Niebieski też na propsie.

SONY DSC

Wnętrze kurczę też takie mało szalone, ale całkiem schludne. Wiadomo, że króluje plastik, bo to segment A+/B-, więc ciężko się czepiać. Nic mi nie odpadło w ręku, kierownica obracała się tylko względem jednej osi, czyli jak trzeba, a przyciski po wciśnięciu odbijały jak powinny. Niestety kiera jest obszyta skajem i łapy mi się przy dłuższej jeździe pociły. Normalnie jak jedziemy to nie ma to większego znaczenia, ale jak jedziecie na kebaba ze znajomymi to wiadomo. Nie wypada. Na szczęście kebaba dają w papierku, więc nie będę marudził. Narzekać za to będę na brak kolorów. Kurde, dali taki ładny lakier, a we wnętrzu poskąpili jak HGW na remont jej królestwa warszawskiego. Już miałem ochotę kupić jakiegoś szpraja i psiknąć tu czy tam, ale nie wiem czy nie dostałbym potem ochrzanu. Tłumaczyłbym się, że wszystko we wnętrzu jest czarne, choć wątpię by ktokolwiek tego wysłuchał. Mogliby dac chociaż jakiś śmieszny uchwyt na kawę. Taki, którym mógłbym się bawić na postoju i zachodzić jak to działa. Niestety – brakuje. W środku jest natomiast wygodnie. Jechaliśmy całą piątką i nikt się nie skarżył.

SONY DSC

Silnik z jednej strony jest fajny, ale z drugiej mocno irytujący. Fajne jest w nim to wbrew pozorom, że ma tylko trzy gary. Nie brzmi to może kolorowo, ale przy pojemności 1,2 litra to naprawdę dobry wybór. Raz, że wał korbowy ma mniejszy moment bezwładności względem osi obrotu, więc łatwo się wkręca na obroty, a dwa to dźwięk. Jest naprawdę fajny. Lekko sportowy, taka szlifierka. Bardziej hałasuje, ale gdy dodajemy gazu jest to naprawdę przyjemne. A deptanie prawego pedału powoduje natychmiastowy wzrost obrotów. Dzięki temu samochodzik całkiem nieźle przyspiesza. Przynajmniej tak to wygląda, gdy siedzimy za kierownicą tego samochodu. Bo podejrzewam, że z oczu stojącego koło nas BMW z trzy litrowym silnikiem, nasze przyspieszenie wygląda tak jakbyśmy przycięli komara na światłach.

Dynamika silnika przestaje bawić na autostradzie, ale gorszy jest hałas. SpaceStar chyba w ogóle nie ma wyciszenia, więc jazda z prędkościami autostradowymi powoduje, że spokojnie możemy wyłączyć radio. I tak go nie słychać, a w kabinie jest taki świst jakbyśmy lecieli samolotem. Nawet zacząłem się zastanawiać, czy Mitsubishi nie zrobiło tego celowo. No bo patrzcie. Jak wspomniałem, radio można wyłączyć bo go nie słychać, więc powoduje to oszczędności. A SpaceStar to przecież auto dla oszczędnych. Japończycy to jednak cwaniacy i wiedzą jak kombinować.

Nie ma jednak co się rozwodzić nad tym hałasem gdy prujemy autostradą, bo to auto miejskie. Do stania w korku i hasania po wąskich uliczkach jak młody urwis na rowerku z komunii.

Jednak tutaj czuć co to znaczą trzy gary w rzędzie pod maską. Sorry, ale jak wracałem przez centrum w godzinach szczytu, a najwyższym biegiem jaki wrzucałem była jedynka, to poczułem w czym problem. Drgania od tego silnika są takie, że do dzisiaj trzęsą mi się ręce i z trudem trafiam w klawisze klawiatury. Mówię poważnie. Nie było start&stop, więc silnik drgał non stop jak młot pneumatyczny. Gdyby nie to, nie miałbym większych zastrzeżeń, do jego pracy.

Tak czy siak, SpaceStar to całkiem spoko autko, ale nie dla petrolheda. Będzie dobre, dla osoby, która w nosie ma jakieś trendy srendy motoryzacyjne, a liczy się tylko codzienność i jako taka wygoda. Dla kogoś, kto chce mieć poczucie, że kupił dobrze. Że wybrał produkt warty swojej ceny, bo ten egzemplarz kosztuje ze trzydzieści kilka patyków. Jakbym tyle wydał na auto z radiem, klimą, aluksami, spojlerem, ciemnymi szybami i zajebistym lakierem to nie czułbym się oszukany.

Wracając do przewodniego tematu, czyli do kebaba to powiem, że był zimny. W dodatku pomylili nam sosy. Dziękuję za uwagę, smacznego.

SONY DSC

SONY DSC