Nie wiem czy zaobserwowaliście to samo, ale jazda dostawczakiem zupełnie nie przypomina jazdy czymkolwiek innym. To jest kurczę inny gatunek pojazdów, taki wół roboczy, do którego wsiadamy w uwalonych buciorach i depczemy pedały z całej siły.

I powiem szczerze, że zawsze jarała mnie trochę taka jazda. Taka pełna olewka na wszystko. Nic tylko wsiąść za kółko tak jak się stoi, bez przygotowania, rąbnąć drzwiami tak żeby aż szyba z nich prawie wypadła i pocisnąć. Nie czekać aż się silnik zagrzeje bo co to kogo obchodzi. W ukochanej i pielęgnowanej osobówce to oczywka, ale w dostawczaku? Proszę Was. Wyszedłbym na frajera jakbym czekał zapatrzony na wskazówkę temperatury cieczy. Tam się przekręca kluczyk depcze po gazie i strzela ze sprzęgła. To nic, że w kabinie jest głośno. Albo, że graty z roboty podskakują na pace. Liczy się czas. Trzeba gonić na kolejną fuchę, a nic tak bardzo jak dostawczak się do tego nie nadaje.

Zawsze chciałem spróbować takiej jazdy. Jak to jest, że te wielkie furgony z dieslem pod maską ruszają ze świateł szybciej niż lekkie i zwinne osobówki. Nie umiem sobie na to odpowiedzieć. To pewnie jakaś magia lub coś czego konstruktorzy nie zdradzają do opinii publicznej. Albo sami nie wiedzą. Po prostu tak robią i już. Tak czy inaczej chciałbym się o tym przekonać.

Lecz niestety obawiam się, że nie dałbym rady. Po prostu nie kumumam tego stylu. Ja zanim wsiądę do samochodu najpierw zdejmuje kurtkę. Lepiej się wtedy czuje i mam większą swobodę ruchów. Wszystko robię z wyczuciem bo lubię dbać o samochód. Nie kręcę wszystkimi pokrętłami jak małpa, wytrzepuje buty przed wejściem do środka bo nie znoszę syfu w kabinie, a podczas jazdy nie skaczę na fotelu jak ryba wyłowiona z wody. A z takim podejściem do tematu nie ma co wsiadać za kierownice dostawczaka. Tam jest potrzebny Pan Kazio w wpierdzielonych betonem gumofilcach, podartym dresie, czapce dodawanej do szcześciopaku lokalnego piwa i szlugiem w ustach. Ponadto musiałbym robić na budowie lub jako hydraulik.

A więc jeśli już jesteśmy przy temacie dostawczaków to nadchodzi następna generacja ich króla. Chyba nie muszę mówić o kogo chodzi. Premiera już 15 kwietnia. Popatrzcie sami:

Może zbyt wiele nie widać na początku, ale w tym wypadku wygląd schodzi na drugi plan. Liczy się tylko to, czy samochód jest zdolny do roboty. Czy można załadować go sześć razy bardziej niż pozwala instrukcja i dwa razy bardziej niż zdrowy rozsądek. I czy po tym wszystkim można nim wjechać w największą dziurę w okolicy przy maksymalnej prędkości. I oczywiście nic nie może mu się stać. Ciężko z tego filmika wywnioskować czy tak będzie, ale sądząc po poprzednich generacjach nie ma podstaw by temu zaprzeczyć. To klasyczny wół roboczy, tylko że po prostu w nowszym wydaniu. Nadal ma sporą pakę, silnik w dieslu i prawdopodobnie tak samo jak jego poprzednicy, potrafi w niewyjaśniony sposób ruszyć spod świateł szybciej niż nowy Focus.

Ale tylko wtedy, gdy jego kierowcę czeka kolejna fucha.