Dzisiaj lekko nie będzie. Pojadę ostro i zdecydowanie. Będzie dużo mądrych sformułowań, fizyki i innych nieprzyjemnych spraw. Czytać nie warto.

Mianowicie rozchodzić się będzie o tak zwany efekt wziuu, czyli coś co każdy lubi jak wciska prawy pedał. Każdy z nas mówi, że chciałby taki samochód, który dobrze ciągnie przy wyprzedzaniu (oczywiście bez zagłębiania się w alternatywne znaczenia słowa „ciągnie”). Pojawia się też stwierdzenie „mieć kopa”. A czym jest ten kop? A no czymś takim, że jak jadę i wciskam gaz – rozumiesz pan – to ten samochód wyrywa mi do przodu i tylko takie wziuuu jest. Rozumiesz pan o co mi chodzi? No właśnie, takiego samochodu potrzebuję.

No dobra, rozumiem już. Ale czym jest właśnie takie wziuuu jak wciskamy pedał (kurczę, też nie najlepsze słowo. Jest jakiś synonim?)?. Bo mówi się, że Diesle mają lepsze wziuuu. Ale generalnie są wolniejsze i nie podlega to zbyt częstej dyskusji. Jeśli jednak ktoś się mocno stawia wystarczy zapytać, czemu skoro Diesle byłyby szybsze to nie ma ich w wyścigach? No dobra, czasami się pojawią, ale to raczej nie ze względu na ich wyścigowe parametry.

Jeśli ktoś nadal nie wierzy niech obluka niżej. Są to dane techniczne Seata Leona z różnymi silnikami. Jak byśmy nie patrzyli to w kategorii od zera do setki w każdym porównywalnym przypadku wygrywa silnik benzynowy. Jak ktoś powie, że przecież teraz mówię o silnikach benzynowych, ale doładowanych to odpowiadam. A co, Diesle to nie mają turbosprężarki?

daneLeon

Na pewno uważnie przejrzeliście wstawioną tabelkę i zauważyliście, że w kategorii od 80 km/h do 100 km/h zawsze wygrywa Diesel. Zgadza się, ale to jest przyspieszanie na najwyższym biegu, a nie na dowolnym. Tutaj Diesel zawsze wygra.

Jak to jest więc możliwe, że Diesel ma większe wziuuu, ale czasowo jest wolniejszy? Tutaj niestety trzeba zagłębić się dość mocno w najmroczniejsze zakamarki fizyki. Mówiłem, że łatwo nie będzie i generalnie nie polecam czytać, więc teraz nie narzekajcie.

Otóż rozróżnić należy dwie sprawy, które obecnie traktowane są jako jedna całość, czego dowodem jest choćby wstawiona wyżej broszura Seata. Co innego jest PRZYSPIESZENIE, a co innego CZAS PRZYSPIESZENIA. W żargonie dziennikarskim i potocznym nie ma znaczenia, ale żeby zrozumieć efekt wziuuu trzeba te sformułowania odróżniać.

Z podstawówki może pamiętacie jeszcze czym jest przyspieszenie, a jeśli nie to pomogę. Pamiętacie w jakich jednostkach podaje się przyspieszenie? Pewnie nie. A wiecie ile wynosi przyspieszenie ziemskie często oznaczane jako „g”? No około 10. Ale 10 czego, litrów? No nie, 10 metrów na sekundę kwadrat. No właśnie, czyli nie sekund jak podaje broszura Seata. Zauważyliście to? Potocznie podajemy przyspieszenie w sekundach, co jest błędem. W czym wtedy byśmy podawali czas? :)

No to w takim razie co podał nam Seat w swojej tabeli? No właśnie czas przyspieszenia. Czyli ile minęło od chwili, gdy Leon stał w miejscu do chwili kiedy jechał już stówką. Proste, nie? I bez logarytmów.

No dobra, ale ktoś zaraz powie, że w sumie te wielkości są ze sobą mocno powiązane, a ponieważ nie jesteśmy na fizyce w szkole to nie trzeba tak surowo tego rozróżniać. Bo przecież jak samochód ma większe przyspieszenie (to w m/s^2) to będzie miał też mniejszy czas przyspieszenia (to w sekundach), co nie bejbe?

Właśnie nie do końca. Będzie tak, ale tylko w przypadku ruchu jednostajnie przyspieszonego. Czyli takiego, gdy samochód w każdej chwili przyspieszałby tak samo. Mówiąc jeszcze prościej, wtedy gdy nie mielibyśmy skrzyni biegów i zwiększających się oporów ruchu. A tak do dupa niestety. Nie ma tak łatwo. Nasze samochody czy tego chcemy czy nie, w każdej chwili przyspieszają (to w m/s^2) inaczej. Prawie w każdym samochodzie jak na jedynce wciśniemy do dechy to uderzymy głową w zagłówek, a na piątce taka sytuacja nam nie grozi w większości samochodów. Czemu? Bo na piątce mamy dużo mniejsze przyspieszenie (to w m/s^2).

Tak więc teraz dochodzimy do pytania, czy może dojść do sytuacji, gdy samochód ma mniejsze przyspieszenie (to w m/s^2), ale do setki jest wolniejszy niż ten co ma gorsze przyspieszenie? I o to w tym wszystkim właśnie chodzi, że tak. Taka jest właśnie sytuacja między dieslem, a benzyniakiem. Diesel ma większe przyspieszenie (m/s^2) niż benzyniak, ale jest wolniejszy przy podobnej mocy, mimo że ma znacznie więcej niutków. Czemu tak się dzieje i mimo większego przyspieszenia jest wolniejszy? Bo to maksymalne przyspieszenie trwa tylko chwile. Ale nasz organizm i tak to odczuwa i interpretuje jako wziuuu. Tak to już jest, że organizm ludzki jest bardzo wyczulony na przyspieszenie (w m/s^2) i dość kiepsko sobie z tym radzi, podczas gdy prędkość nie robi na nas dużego wrażenia. W samolocie osiągamy i 1000 km/h, a nic się nam nie dzieje. Nawet niespecjalnie to odczuwamy, bo nie mamy punktów odniesienia. Natomiast gdybyśmy mieli przyspieszać z przyspieszeniem tylko 100 m/s^2 to byśmy tego nie przeżyli.

To przyspieszenie nas trochę można powiedzieć oszukuje. Bo niby wydaje się, że samochód jest szybki, a z drugiej strony jego osiągi na papierze nie są najlepsze. Właśnie taką sytuacje miałem kiedyś podczas jazd Volvo V40. Był tam Diesel o mocy 150 KM. Nie mało, ale nie mało też ważył. Ponad 1500 kg. Ale mimo to kopa miał bardzo soczystego. Jak woziłem się ze znajomymi to wszystkim podobało się jak Volvo przyspiesza. Wciskałem gaz, a sam byłem wciskany w fotel. Myślałem, że jest szybkie. Potem jak zajrzałem do katalogu okazało się, że samochód ma prawie 10 sekund do setki. Nie jest to też bardzo dużo, ale odczucie było zupełnie inne. Sam nie mogłem w to uwierzyć.

V40

Efekt ten wykorzystują także tunerzy. Jak już nie są w stanie nic zrobić, to robią chociaż to, żeby klient czuł kopa. Czyli modyfikują ile mogą charakterystykę silnika tak, aby samochód lepiej przyspieszał (miał więcej m/s^2), co nie przekłada się na osiągi czasowe. Poprawiają samo odczucie. Czasami jest wręcz na odwrót. Czas przyspieszenia (w sekundach) może wzrosnąć. W przyrodzie jest taka zasada, że żeby dać w jedno miejsce to trzeba z innego zabrać. Tak samo jest z charakterystyką silnika. Mogą zabrać z rzeczywistych osiągów, aby poprawić odczucie, czyli wziuuu.

To już koniec fizycznego pierdolamento. Mam nadzieję, że mimo skomplikowanej treści udało Wam się dotrzeć do końca, a nawet cokolwiek zrozumieć. Byłoby miło :)