Zaczęło się od tego, że umówiłem się na test Peugeota 2008. Wiecie którego. Takiego wyższego, dopompowanego 208. Wszystko było dograne, termin umówiony, więc zjawiłem się po odbiór. Przywitała mnie przemiła pani, z którą chwilkę pogadaliśmy, aż w końcu powiedziała mi, że zaszła pewna zmiana. No to sobie pomyślałem, że pewnie trzeba będzie wracać z buta bo tak najczęściej kończą się takie zmiany. Jednak padły słowa, czy zamiast 2008 może być Citroen C4 Cactus. Wiadomo, że mógłbym odpowiedzieć tak

i budować na tym swoje przerośnięte ego. Ale pomyślałem, że fajna sprawa. Już wcześniej próbowałem się umówić na Cactusa, ale jakoś nie wyszło. A teraz wyszło samo. Jak widać, miałem to zapiane w kartach. Ktoś drżącym głosem powiedział „Dane ci będzie przejechać się Cactusem”. I tak też się stało. Poczekałem chwile na zewnątrz i wyjechał z garażu. Ja pierniczę, jaki żółty haha!

Podobnie reagowało w sumie większość osób widząc ten samochód. Znaczy się – jestem normalny. Nie ma co ukrywać, auto przyciąga wzrok. Przyłapałem się nawet na tym, że podczas jazdy spoglądałem na przechodniów sprawdzając czy patrzą się na Cactusa. I gapili się! Może nie wszyscy, bo to nie Supra z Szybkich i Wściekłych, ale taki osiedlowy dziwoląg. Zawsze się na takich patrzymy. Jak idzie paker na sterydach, człowiek z tatuażem na twarzy to się gapimy. Taka nasza natura. I mną też się interesowali jak jechałem Cactusem, ale najbardziej spodobał się on policji.
A i jeszcze jedna starsza pani okazała mi swoje zainteresowanie jak robiłem fotki. Szła chyba z mężem na spacer i nagle podeszła do mnie.
– Co to za samochód? – pyta pukając lekko w szybę
– Citroen Cactus
– Fajna bryka – odpowiada ze szczerym uśmiechem na twarzy
– A dziękuję, ale nie moja. Pożyczyłem.

Jestem pewien, że jakbym nie dodał tego na końcu to bym ją wyrwał. To nic, że miała na oko z 70 lat i prawdopodobnie była zajęta. Liczy się, że doceniła samochód. Założę się, że ona nawet nie rozróżniała marek, no może w pamięci zapadła jej Syrenka lub Warszawa. Więc tym bardziej zdziwiłem się takim zainteresowaniem dla nowego samochodu. Przyznaje, że nigdy nie miałem podobnej sytuacji.

Niestety, na młodsze pokolenie kobiet samochód już tak nie działał. Żadna nie podeszła, nie spytała co to za samochód, nie mówiąc już o chęci poznania go bliżej. I w tym miejscu musze wyraźnie zaznaczyć, że zdania wobec Cactusa są podzielone. Oj mocno podzielone. Całkiem sporo osób powiedziało mi, że jest obleśny lub obrzydliwy. A najgorsze to są w nim te plastiki na drzwiach. Ale spoko spoko, znalazłem też osoby którym to się spodobało i nie licząc wspomnianej babci oraz patrolu policyjnego kilka osób doceniło urodę żółtego Cactusa. Po mojemu to auto jest po prostu dziwne, ale podoba mi się. Nie wiem czemu. Może dlatego, że lubię dziwne samochody, które zwracają na siebie uwagę, może dlatego, że dostałem go do testów i głupio by było napisać inaczej? Mogę napisać za to tak, podoba mi się, ale bym go nie kupił. Nie mój styl, tyle.

Przejdźmy więc do rzeczy. Do najważniejszego. Do airbumpów. Dla niewtajemniczonych, czyli wszystkich poza dziennikarzami motoryzacyjnymi, dla których taki slang jest normalny wyjaśniam, że chodzi o te plastikowe poduszeczki na drzwiach. To zdecydowanie największy hicior tego samochodu. Wszyscy chcieli je pomacać i pytali czy rzeczywiście działają.

A no działają. Parkuję sobie koło jakiegoś drogiego merola i jebut drzwiami z całej siły na oścież. I nic!

Ale co to. Nie tylko Cactus ma poduszeczki do walenia innych w drzwi? Przypadkowo ustawiłem się koło Pajero na parkingu i okazało się, że tam też jest podobny wynalazek! Tylko zamiast poduszeczek jest cała listwa. Równie szeroka, na podobnej wysokości i też z plastiku. Można?

A przy okazji porównanie Cactusa z Corollą i Pajero. Pajero to prawdziwa terenówka, a Corolla to królowa hatchbacków. Na tym zdjęciu idealnie widać, że Cactus jest po środku. Pod wszystkimi względami. Przyjrzyjcie się tylko. Podobieństwa do Pajero to relingi, atrapa czegoś tam w listwie zderzaka i airbumpy. Z Corollą za to łączy go tylny spojlerek, antena na dachu i brak koła na klapie bagażnika. Wymiary? Wysokość? Idealny złoty środek.

***

A teraz mała dygresja.

Ogarnijcie jak zaparkowałem. Jak idiota, co nie umie się wpasować w jedno miejsce parkingowe w dodatku dobrze oznaczone. Albin, ten ze Strefy pewnie byłby zły na mnie gdyby zobaczył taką sytuacje. Pajero i Corolla odjeżdżają, a Cactus został. I jak to wtedy wygląda? Gówniarz zaparkował nieswoim samochodem jak arystokrata na dwóch miejscach i ma w dupie innych. A tutaj proszę. Sytuacja była odwrotna. Ja się wpasowałem między dwa auta, które już wcześniej stały krzywo. Inaczej nie było jak.

I niestety to jest najgorsze. Bo zawsze jak widzę takiego cymbała co parkuje na dwóch miejscach to nie wiem, czy to on jest tym cymbałem, czy to ktoś przed nim stanął jak frajer a ten nie miał wyboru. Ciężka sytuacja. Uważam, że rząd powinien się tym zająć.

Koniec dygresji.
***

Wracamy więc do Cactusa. Zwróciłem uwagę, że Cactus nie ma dwóch rzeczy. Po pierwsze grilla. Jak to kurde możliwe, że w obecnych czasach zabrakło wielkiej jak dziura w budżecie państwa atrapy chłodnicy?!

A no nie ma. Zamiast tego jest gładziutko, żółciutko i wyeksponowano znaczek Citroena. Trochę dziwnie to wygląda, bo jak się patrzy na początku to odnosi się wrażenie, że czegoś nie ma. W pierwszej chwili nie wiadomo czego, a potem nagle bach, olśnienie, eureka. Brakuje grilla. No nie liczę tej małej krateczki prawie w całości zasłoniętej przez tablicę rejestracyjną. To żaden grill, bardziej coś na kształt złącza HDMI.

A drugą rzeczą której nie ma to… rura wydechowa.

Nie ma rury, nie ma spalin proste, co nie? Tak więc ekolodzy mogą nam naskoczyć. Jak wprowadzą system zakazu wjazdu samochodom do centrów większych miast to właściciele Cactusów mogą spać spokojnie. Norma EuroMilion i jazda. 0 l/100 km, 0 % emisji CO2 i 100 % ecoFrendly.

Kozackie są jeszcze te światła z przodu. Obadajcie. U góry małe wąskie szparki ledowe do gapienia się w dzień, a u dołu coś na noc. Z reguły dzienne robi się niżej niż mijania i wszyscy się już do tego przyzwyczaili, a tu nagle Citroen pokazał, że na odwrót też się da. Udało im się nawet uzyskać taki efekt, że te światła mijania nie są tak widoczne na pierwszy rzut oka. Dobry myk.

Na uwagę zasługują też relingi. Z reguły w większości samochodów pełnią funkcję tylko użytkową. Są brzydkie, czarne, nijakie, do dupy. A tutaj proszę. Lekko wygięte, białe, lakierowane, szerokie. Nie wiem co prawda czy nie jest to przeszkoda w montowaniu bagażnika dachowego, ale co tam. Kto by się tym przejmował.

Jak się domyślam, o wnętrzu też byście chcieli się czegoś dowiedzieć. Mają zajebiste uchwyty do zamykania drzwi!

Kurde, ale wyczes. Jarałem się tym od momentu pierwszego wejścia do auta, aż do końca testu. Nigdzie chyba nie ma takiego patentu. Jeden producent robi taką klameczkę, inny siaką, trochę aluminium, plastiku i jakoś to będzie. A tutaj. Pasek. Może nie od spodni, ale od jakiegoś płaszcza czy czegoś. Super sprawa. Właśnie to mi się podoba. Kreatywność się na to mówi. Nie jest to jakieś przełomowe rozwiązanie, ani nie podbija to ceny, ale po prostu trzeba na to wpaść. Nie pomaga w tym historia marki, renoma na rynku, ani doświadczenie. Liczy się otwarta głowa. #propsy

Następny w kolejności jest schowek. Co w nim niezwykłego? Nie jest to może szuflada jak w konkurencyjnym Capturze, ale ten otwiera się do góry. Niby nic, jak ten pasek, ale cieszy. Bo wszyscy mają otwierane do dołu, a tu jest do góry. Z początku zastanawiałem jak poradzili sobie z poduszką powietrzną, ale jakoś dali sobie radę. Upakowali ją w klapkę od schowka. Nie urywam, ale pomysł ze schowkiem otwieranym do góry jest też praktyczny. Przecież łatwiej otworzyć coś do góry niż do dołu, nie? Wyobraźcie sobie, że mielibyście maskę ciągnąć w dół :)

Pewną anomalią jest też rozmieszczenie nawiewów. Zawsze są symetrycznie, a tutaj zonk. Brakuje nawiewu na szybę pasażera. Czemu? Nie wiem. Pewnie uznali, że jak zrobią symetrycznie to będzie zbyt standardowo. Mi to nie przeszkadzało, ale dobrze że nie kierowali się tym zakładając koła.

Pewnie aż ślinka Wam cieknie i nie możecie się doczekać kiedy napiszę coś o tym wyświetlaczu po środku. Jakie ma funkcje, jakie ma gry, czy chodzą na nim Pokemony wersja rubinowa. Niestety nic z tych rzeczy. W mojej wersji nie było gier, prognozy pogody, internetu, nawigacji. Był za to kalkulator. Ale bez funkcji trygonometrycznych, granic, macierzy, funkcji hiperbolicznych i możliwości rysowania fraktali na płaszczyźnie zespolonej. Zupełnie nie wiem po co komu taki kalkulator, bo co niby na takim zrobisz? Nic pan nie zrobisz. Podobnie jak na tym ekranie. Chwilkę pomacasz, ustawisz temperaturę, radio i kaniec. A i może jak masz nowszy telefon niż Nokia 6310i to uda Ci się połączyć z zestawem głośnomówiącym. Mi się nie udało.

Jest jeszcze drugi ekran. Zamiast zegarów. Niestety na nim można jeszcze mniejsze nic wyświetlić niż na tym większym. Prędkość, przebieg, stan paliwa i sugerowany przez Unie Europejską bieg na którym trzeba jechać. A jeśli włączymy tempomat to na ekranie pokaże się okienko z ustawioną prędkością. Niestety nie ma obrotomierza i wskaźnika temperatury cieczy chłodzącej. Takie czasy. Może w bogatszej wersji lub jako opcja można się tego domagać od producenta.

Całkiem spoko jest też kierownica. Wiem, że teraz jest taki trend żeby je lekko ścinać u dołu. Citroen pojechał tutaj grubo. Ściął nie tylko na dole, ale i na górze. I po bokach też. Dzięki temu w kształcie kierownicy na próżno dopatrywać się koła, ale za to są inne nie mniej ciekawe figury geometryczne. Ja doszukałem się na przykład trapezu, ale podejrzewam, że jakiś dobry, obecny maturzysta po mat-fizie by się zmóżdżył to i deltoid znajdzie lub krzywą stożkową drugiego stopnia. Mi to osobiście nie przeszkadza, ale wiem, że są tacy co nie lubią dziwacznych kierownic. Ma być okrągła i koniec. Tak czy siak, ta jest wykonana naprawdę dobrze. Obszyta elegancko, w dwóch kolorach. Szarym od wewnątrz i szarym od zewnątrz. Jej funkcjonalność też jest spoko. Pytań brak.

Wcześniej napisałem, że samochód nie ma wydechu co sugerowałoby, że pod maską nie ma też silnika spalinowego. W rzeczywistości i ku zaskoczeniu on jednak jest. Ma trzy cylindry, 1,2 litra pojemności i 82 KM. Wiem co myślicie. Sorry, nie wsiadam, biorę Dacie. 82 KM na takie pudło? Bez turbo? Faktycznie, na dobrze to nie wygląda. Na szczęście w praktyce tak źle nie jest. Nie powiem, że jest też szybko. Użyłbym słowa „przyzwoicie”. Tak to zdecydowanie dobre określenie. Nawet zastanawiałem się dlaczego mimo tak niskiej mocy udaje mi się go rozpędzić nawet jak nie jest z górki. Chodzi o masę. Zgadnie ktoś ile waży Cactus? Jak pytałem znajomych, wszyscy strzelali w około 1,5 tony. Otóż Citroen C4 Cactus waży 965 kilo. Szczena opadła? Dziękuję za uwagę.

Teraz przypłętuję. Szczerze mówiąc ogólnie autko jest spoko, miód malina, ale brakowało mi w nim takiego dopieszczenia. Czegoś WOW. Bo sprawa wygląda z całym samochodem i moim jego odczuciem trochę jak z tymi airbumpami. Jak po kogoś zajechałem to słyszałem.

– O, to ten Cactus z poduszkami. A z czego one są? Eee, plastik. Myślałem, że może rzeczywiście dali coś wypełnionego powietrzem.

I niestety to się zgadza. Jak dowiedziałem się, że zamiast 2008 dostanę Cactusa to zajarałem się, podekscytowałem i napaliłem jak cholera. Jak go zobaczyłem, jeszcze bardziej. Bo cudak, dziwak, śmieszny wariat. A po tygodniu rozgryzłem całego i emocje opadły. Nie wiem czego zabrakło. Może silnika na powietrze, może wtrysku wody do bagażnika, basenu w kabinie, trakcji tramwajowej, no nie wiem. Czegoś tam na pewno nie było.

Jednak bardzo dobrze nadaje się do ściągania na siebie uwagi. Chcesz być zauważony, to olej S-klasę i wydłużoną siódemkę, a już na pewno odpuść sobie Audi. Rozważ Cactusa.