Dziś będzie trochę inaczej. Nietypowo, bo postanowiłem skupić się na takich samochodach, o ile można to tak nazwać, które nikogo nie interesują. Mówię Wam, nikogo. Nawet producenta i jego przedstawicieli w Polsce. Dlatego na koniec napiszę coś o Arrinerze, bo wszyscy są jej ciekawi, a niektórzy nawet nie dowierzają, że istnieje.

O jakie pojazdy mi chodzi? O te małe pierdzikółka dozwolone od lat 14. Tak wiem, macie to gdzieś, wolicie E36 LPG z rzędową szóstką, a nie jakieś małe badziewie, do którego nawet za dopłatą byście nie wsiedli. I to nie dlatego, że byście się nie zmieścili. Tak więc przeskrolujcie sobie na dół, tam będą fotki Arrinery i trochę tekstu, a ja sobie tutaj spokojnie naskrobie coś o tych wozidełkach dla gimbazy.
SONY DSC
Może zacznę od tego, czemu mnie te auta tak zainteresowały. Dodam też, że mam już ponad 18 lat i samochód tak zwany normalny, więc nie myślę żeby sobie kupić takie autko. Moje zainteresowanie wzięło się z tego, że jak wiadomo nasz przemysł motoryzacyjny w kategorii samochodów osobowych leży i jak to się mówi – robi pod siebie. Owszem, może i gdzieś tam w Polsce składa się jakieś samochody, a gdzieś indziej składa się układ kierowniczy do Beemek, ale w dalszym ciągu nie mamy konkurencji dla Peugeota 208 lub Skody Octavii. Jednym słowem nie ma się czym chwalić. I tutaj sobie pomyślałem, że może jakaś polska firma wzięłaby się za takie małe samochodziki. Na pewno prościej jest się wziąć za autka dla gimnazjalistów niż za dość dobrze dopracowane samochody osobowe. Poza tym oferta dla gimnazjalistów jest bardzo wąska. Doszukałem się tylko trzech marek. Najbardziej znany jest chyba Aixam, dalej są Chatnet i Ligier. Każdy z tych producentów ma od cholery modeli, ale różnią się głównie kolorem. Oznacza to, że konkurencja jest naprawdę mała i gdyby teraz wejść na rynek z takimi samochodzikami to jest większe prawdopodobieństwo osiągnięcia sukcesu niż stawanie ramie w ramię ze Skodą, Volkswagenem, Peugeotem, BMW, Citroenem… chyba wiecie ile tego jest.

Byłoby zajebiście, gdyby do tej trójki dołączył jakiś polski producent. Czujecie to? Coś by się ruszyło, byłby to wstęp do wejścia na rynek z osobówkami. Szczerze bym się cieszył. Nawet tak sobie pomyślałem, czy może któraś z tych marek robi te samochody u nas. Może jest jakiś polski inżynier w to zamieszany, który projektuje małe samochodziki. Nawet próbowałem się tego dowiedzieć od polskich przedstawicieli, ale nie byli zbyt wylewni. Zgodnie stwierdzili, że to co jest na ich stronach powinno mi wystarczyć. Czyli niewiele.
SONY DSC
SONY DSC
SONY DSC
A na jakim poziomie stoją te samochody? Szczerze mówiąc, gdybym zobaczył tak wykonany samochód osobowy to bym powiedział, że producent powinien spalić się ze wstydu. Badziewie i szajs. Nawet te plastiki jakoś dziwnie pachną. A w zasadzie śmierdzą. Ale spoko, nie jest źle. Mówię Wam. Od czegoś trzeba zacząć. Jeszcze kilka czy tam kilkanaście lat temu w ogóle się o takich pojazdach nie słyszało. Dla gimbazy to był rower. Potem skuter. To czemu nie samochód? No właśnie, a teraz i samochód. Trochę szajsowaty, ale auto to auto. Na głowę nie leci. Nie dziwie się, że producenci nie dali tam skóry i foteli z masażem. Kogo w gimnazjum to obchodzi? Liczy się moc i prędkość. A tę już reguluje sam minister. 45 km/h szybciej nie będzie.
SONY DSC

SONY DSC

Ale najciekawsza jest cena. Zgadniecie ile może kosztować coś co z daleka idzie pomylić z samochodem, a w rezultacie ma niewielkiego Diesla i trochę ponad 5 KM? Średnio około 10 tysięcy trzeba dać. Euro. Kumacie to? Dalibyście 40 tysięcy złotych za takie coś? Przypomnę, że testowane przeze mnie Mitsubishi SpaceStar mające 80 KM było kilka tysięcy tańsze. Nie wiem skąd taka cena, ale wyjaśnia ona popularność takich samochodów na drogach. Także tym bardziej powinna być to zachęta dla kogoś z Polski żeby wejść w ten interes.

 

SONY DSC

SONY DSC

Dobra, a teraz Arrinera. Największe show na tych targach i w ogóle w całej polskiej motoryzacji. Samochód widmo. Jedni mu kibicują inni się nabijają i mówią, że to lipa, fake i pic na wodę fotomontaż. A tu bach, do Poznania wpada prototyp supersamochodu. Jeżdżący! Przyznaje, sam w to niedowierzałem. Jak zobaczyłem samochód sam myślałem, że to tylko atrapa zwłaszcza, że już raz się połasili na taki trik.
SONY DSC
Podobno to co stało w Poznaniu to nie była wstępna wersja produkcyjna tylko egzemplarz wyścigowy. Tylko nie wiadomo do jakiej serii, w ogóle nic nie wiadomo. Innymi słowy trochę wyrzucenie pieniędzy w błoto, zwłaszcza że jak wiemy Arrinera nie narzeka na ich dużą ilość. Wręcz przeciwnie.
SONY DSC
Ponieważ jestem motoryzacyjnym patriotą (i nie tylko motoryzacyjnym!), bardzo kibicuje całemu projektowi. Ogromnie zależy mi na tym, aby ten samochód kiedyś powstał. Może być z amerykańskim silnikiem, przy współpracy z Lee Noble, ale żeby idea była polska. Żeby pracowała tam choć część polskich inżynierów. Naprawdę, strasznie mi na tym zależy.
SONY DSC
SONY DSC
Jednak mimo nieskończonego optymizmu dopatruje się w całej tej historii jednego poważnego problemu. Otóż o samym projekcie wstępnym polskiego supersamochodu usłyszałem dobre kilka lat temu. Sporo przed tym zanim Jacek Bałkan mu nawtykał. Pamiętam jakie były wtedy założenia, silnik od Corvette 6,2 litra, nadwozie miało przypominać Gallardo, do setki 3,3 chyba. Tyle pamiętam. I widzicie ten problem? Ten samochód jeszcze nie jeździ. Jeszcze nie można go kupić i nie wiadomo na czym stoi projekt. Efekt? Nawet jeśli ten samochód kiedykolwiek powstanie to w chwili produkcji będzie on zacofany. Mogą się z nas śmiać. Popatrzcie, Gallardo już nie robią, Corvette już dawno wyszła nowa, 3,3 do setki… Z supersamochodami nie można zwlekać bo się robią przestarzałe! Przecież gdyby dzisiaj powstała Arrinera oparta na samochodach, które wymieniłem to dobrze by o nas nie mówili. Wniosek jest z tego taki, że nie można robić samochodu przez 10 lat. Wiem, że to takie nie polskie zrobić coś szybko (patrz metro w Wawie, most w Wawie lub cokolwiek innego gdziekolwiek indziej), ale jeśli chcemy wyjść z jakimś produktem poza nasze granice to niestety trzeba ruszyć dupę i wziąć się za robotę, a nie za jeżdżenie po targach z dziwnym prototypem.

Tutaj znajdziesz część pierwszą relacji z Poznania, w której napisałem po co się tam jedzie i trochę o kopaniu piłki u Nissana.