To będzie dla mnie traumatyczne wyznanie. Interesując się motoryzacją powinienem być zupełnie innym człowiekiem. Kimś, kto reprezentuje totalnie odmienne idee. Same słowa ekologia lub bycie zielonym powinny mnie obrażać. A mi się wydaje, że to właśnie ja od co najmniej kilku lat jestem ekologiem.

Takim cichym, ale jednak. Nie należę do żadnej organizacji wiążącej ludzi o podobnych mi poglądach, nie głosuję na partię Zielonych, nie przypinam się liną lub łańcuchem do drzewa, ale dbam o naszą atmosferę i przyrodę. Tak z ukrycia, bez żadnych oficjalnych działań. Po prostu nie afiszuję się z tym. Bo moim zdaniem to nie w tym rzecz. Przecież przyroda nie zyska na tym, że założę koszulkę z napisem Greenpeace. Ale za to zyska jak będę fair wobec niej.

A jestem. Bez dwóch zdań. I to nie dlatego, że mieszkam koło czegoś co nazywa się Park Natura 2000. To tylko nazwa. Nakładka na system, którą w każdej chwili można usunąć i dać nową. Na przykład zmienić jej tytuł na Wysypisko 3000. I co, coś się stało? Nic. Działania muszą sięgać głębiej, a moje takie właśnie są. Mianowicie chodzi o to, że jeżdżę 15 letnim samochodem. No, prawie 16 letnim, bo w czerwcu ma urodziny. Dokładnie ósmego. O Boże, ale ten czas szybko leci. Nie dawno jeszcze mówiłem, że mam 10-cio letnie auto, a teraz już 16-sto. Niedługo będzie pełnoletni, a potem ani się obejrzę i dwie dychy na karku.

Teoretycznie to nie mam się czym chwalić, bo co to jest 16 letni grat na podwórku. Euro 6 nawet nie spełnia, Euro 3 to chyba góra, ale sam pewien nie jestem. I nie obchodzi mnie to. Bo jak wspomniałem to tylko nakładka na system, którego nie da się oszukać. Jedyne na co nas stać to zmienianie mu nazw, żeby można było mówić o postępie. Taki sztuczny twór nam się zrobił.

A jak dbam o samochód to przecież dbam i o środowisko. Pielęgnuje je. To tak jakbym podlewał kwiaty. Choć tutaj sprawa wygląda właściwie na odwrót, bo mój samochód jest nieustannie podlewany przez naturę mimo, że mu to nie pomaga. Tylko pogrąża jego blachę i potęguję ogniska rudej. Ostatnio poszedłem dbać o nasze wspólne środowisko, ale nie z konewką i łopatą, tylko z drucianą szczotką osadzoną na wiertarce. I taki był tego efekt.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

W prawym nadkolu czy tam błotniku mam już dziurę na wylot. Zjawiska przyrodnicze zafundowały mi – zupełnie darmowo rzecz jasna – całkiem pokaźnych rozmiarów wlot powietrza. Wiem, że niektóre firmy tunerskie mają w swoich ofertach takie modyfikacje, a ja mam to wszystko bez ingerencji mechaników.

Mało tego. W zimę męczyłem się z wymianą amortyzatora, który mi pękł. Tak normalnie, na pół. Tłoczysko nie wytrzymało. Ale o tym wspomnę jeszcze kiedy indziej.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

A potem przyszedł czas na wymianę belki odpowiadającej za sztywność tyłu. Ta poprzednia się do niczego już nie nadawała i po wyjęciu wyglądała tak.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Ale to też doczeka się osobnego wpisu, więc teraz tylko wspominam.

I wiecie co? Ja tym dalej jeżdżę. Wymieniłem to czy tamto i przemierzam tym samochodem kolejne kilometry. Jaka to ulga dla naszej planty. Raz wykorzystane minerały Matki Ziemi użytkuję aż zużyją się do samego końca. Nie wyrzucam ich. Nie daję ich zezłomować. To oznaczałby koniec ich wykorzystywania, mimo że przecież się do czegoś nadają. Czyli nie trzeba pobierać nowych minerałów abym mógł się dalej przemieszczać. Wystarczają mi ciągle te same, a nowe można przeznaczyć na coś innego. Na prawdziwy rozwój. Albo niech odpoczywają i czekają na swój czas. Na moment, gdy jakiś inny ekolog podobny do mnie, weźmie się za nie i spożytkuje najbardziej efektywne. Nieodpowiedzialne byłoby przeznaczanie zasobów Ziemi w ręce osób, które zamierzają je po chwili zutylizować i brać się za kolejne dobra naturalne.

I tak sobie jeszcze pomyślałem, czy takim ludziom jak ja – dbających o środowisko – nie powinny przysługiwać jakieś dotacje rządowe czy unijne. Byłoby bardzo miło gdybyście wszyscy – chcąc nie chcąc – płacili mi za to czym jeżdżę. Naprawdę, na nikogo bym się nie obraził. Pewnie po kilku latach uzbierałbym pokaźną sumkę, która spokojnie wystarczyłaby na jakiegoś EcoBoosta lub elektryka.
Leaf

Co więcej, taką dotację można by nawet jakoś ładnie nazwać. Może Program Naprawy Środowiska? A zresztą to nie istotne. Przecież to tylko nakładka, liczy się kwota. A chyba wszyscy wiemy, że na środowisku nie można oszczędzać, prawda?