Już kilka lat temu zauważyłem pewną przypadłość odnośnie stron internetowych producentów samochodów. Chcę się czegoś dowiedzieć o danym modelu, więc wchodzę na stronę tego producenta, a tu ch**, dupa i kamieni kupa – jak to się mawia w wyższych sferach. Nic nie mogę znaleźć.

Wiem, że można z tego wysnuć wniosek, że jestem mało kumaty i myszka od komputera mnie parzy, no ale bez przesady. Fakt, informatykiem nie jestem, ale klikać umiem. A poza tym zawsze wydawało mi się, że obsługa czyjejś strony internetowej powinna być wręcz rozrywką, tak aby klient chciał na niej pozostać jak najdłużej i możliwie jak najwięcej kupić (zasada ta nie dotyczy stron placówek NFZ). Jednym słowem chodzi o to, aby strona była możliwie przyjazna i łatwa w obsłudze, aby każdy mógł sobie z nią poradzić i znaleźć na niej wszystkie możliwe informacje. KAŻDY! Nie tylko ten kto tworzył daną stronę, ale przeciętny obywatel, który chce sobie kupić samochód.

Przechodząc do meritum chcem powiedzieć, że wczoraj pobawiłem się w takiego małego Janusza klienta, który chciałby sprawdzić podstawowe dane o podstawowych modelach właśnie w internecie korzystając ze stron tak zwanych www. A więc założyłem kroksy na białe skarpetki, biały podkoszulek, a obok siebie położyłem paczkę fajek i zapalniczkę (choć nie pale) i po takim właśnie fachowym przygotowaniu zapomniałem ile kosztuje nowy samochód 10, 30, może 100 tysięcy i postanowiłem się tego dowiedzieć o kilku popularnych modelach. Zgrałem sobie na mój smartfon w postaci Nokii 6310i specjalną aplikację o treści „Stoper” i wziąłem się za robotę. Podzieliłem swoją pracę na dwa etapy. Pierwszy to znaleźć informacje o podstawowym silniku jak moc i pojemność oraz cenę samochodu w podstawce oczywiście właśnie z tym silnikiem. Drugi etap był zdecydowanie trudniejszy. Potrzebowałem znaleźć info ile ma do setki, o! Taka zachcianka. Wymagający klient jestem, nie?

Renault

Wielokrotnie dawałem już tutaj znaki, że podoba mi się nowe Twingo, więc nie muszę tłumaczyć jaki model sobie wybrałem. Na początku trochę się zdziwiłem, bo wchodząc na stronę renault.pl zamiast zobaczyć ofertę producenta widzicie wielki na cały ekran obrazek nowego Renault Kadżar. Z początku myślałem, że pomyliłem adresy i wszedłem na stronę dedykowaną temu modelowi, ale na szczęście moja spostrzegawczość przydała się do czegoś i wyłapałem w rogu przycisk „Pomiń”. No spoko niby, ale to wygląda trochę tak, jakby w tej chwili Renault nie miało żadnych innych modeli i za wszelką cenę chciało Ci wcisnąć Kadżara. Dalej było już z górki. Po wybraniu z menu rozwijanego pozycji z Twingo wystarczyło dalej kliknąć tylko „ceny i dane techniczne”, aby po chwili cieszyć się świeżutkim pedeefem i tymi danymi, które chciałem. Okejka. W dwie minuty zrobiłem wszystko.

renault

Mercedes-Benz

Teoretycznie nie powinienem tam wchodzić bo jeśli robię dzisiaj za Janusza to bardziej powinna mnie interesować raz tłuczona Astra F z krzywo pospawanym tłumikiem, ale co tam. Każdy może sobie popatrzyć czy mu kasy starczy, czy musi się wziąć za handel dragami. W tym wypadku postanowiłem wybrać sobie C Klasę. Nie za nisko, nie za wysoko. Tak akurat. I o ile cenę i wersję silnikową wersji podstawowej bez żadnych dodatków poznałem od razu o tyle czegoś droższego już się trochę naszukałem. Dokładnie trzy minuty szukałem ceny dla wersji z innym silnikiem. Ale w sumie nie ma na co narzekać, bo Mercedes przygotował coś czego chyba nigdzie indziej nie było. Porównywarkę.

porownywarka

Możecie wybrać sobie tutaj modele i porównać pod katem osiągów, wymiarów itd. Spoko sprawa, polecam.

BMW

Jeśli jesteśmy już w temacie aut klasy premium to wszedłem też na stronę BMW i chciałem poszukać tego samego o trójce. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to dość specyficzne rozmieszczenie strony na ekranie. Wiem, że może mam duży monitor bo ma chyba ze 24 cale i na wielu stronach mam po prostu białe boki, ale kuźwa nigdy aż tyle! Popatrzcie sobie sami jak to u mnie wygląda

bmw sc

Strona jest przytulona do lewej strony tak bardzo, że w połowie ekranu już się kończy. Nie wiem, czy to specjalny efekt, czy jakiś geniusz to tak zrobił bo inaczej nie umiał. Co ciekawe jak się przejdzie w konfigurator to jest normalnie. Ale dobra, zostawmy to bo wyjdę na czepialskiego estetę. Podstawowe dane jak cena i pojemność silnika łącznie z jego mocą poniżej minuty. Bardzo dobry wynik. Ale uwaga, bo teraz będzie dobre. Czasu przyspieszenia od zera do setki w ogóle nie znalazłem! Inne dane jak spalanie czy emisję CO2 proszę bardzo, ale sprint do setki? Gdzie tam. Jeśli chcecie, to poszukajcie sami. Po mojemu tam nie ma takich danych. Znalazłem tylko dla serii M, ale dla innych modeli niestety. Chyba producent uznał, że to mało istotna informacja.

bmw t

Skoda

Następnie podróż do Czech i postanowiłem sprawdzić ile mogę się dowiedzieć o Rapidzie. Po wejściu na ich stronę oczywiście od razu po oczach dostajemy sporą reklamą, ale to norma raczej. Choć tutaj ta reklama jakoś bardziej intensywnie się maluje. Na szczęście na górze jest pasek z wymienionymi wszystkimi modelami Skody i można sobie kliknąć w ten co nas interesuje. Niestety dalej już tak kolorowo nie jest, bo chcąc poznać nie tylko cenę, silnik i jego moc, ale też czas przyspieszania musiałem kliknąć w parę miejsc i za każdym razem robiłem to losowo. Czyli przycisk, w który klikałem nic mi nie mówił, ale jakoś suma summarum się udało. I to całkiem nieźle bo już w półtorej minuty poznałem wszystko co chciałem.

Skoda

Volvo

Śmiało mogę powiedzieć, że strona Volvo jest wyjątkowa. Przypomina ona bardziej bloga modowego lub jakiegoś innego lifestyle’owego. Eleganckie, duże obrazy, duże przyciski, ruszam myszką to obrazy same mi się zmieniają. Full wypas. Marka premium i strona premium. Wybrałem model V40, bo jeździłem kiedyś takim i jakoś dobrze zapisał mi się w pamięci. Jak nim jeździłem to znalazłem kilka mankamentów, ale wspomnienia są bardzo dobre. Nie wiem jak to działa, bo głównie wady się pamięta, a tutaj na odwrót.

Kliknąłem więc w Modele i wybrałem zaplanowane V40. Przeniosło mnie na podstronę nie mniej ładną jak strona główna i mogłem sobie trochę poskrolować. Niestety nie ma żadnych informacji oprócz standardowego piarowskiego bełkotu rodem z oświadczenia prasowego lub ulotki reklamowej. W każdym bądź razie niczego co na trzeźwo można przeczytać i co więcej zrozumieć. Następnie kliknąłem w zakładkę Cennik i ściągnął mi się pedeef liczący 36 stron! Z reguły jest to kilka stron od pięciu do dziesięciu, natomiast Volvo raczy nas znacznie dłuższą lekturą. Znalazłem oczywiście wszystko co chciałem. Czas przyspieszenia od zera do setki znajduje się na 34 stronie! I tak dobrze, że dotrwałem tak daleko, bo podejrzewam, że większość klientów po pierwszych dwóch stronach dałoby sobie spokój.

Następnie po przydługiej lekturze katalogu o V40 zauważyłem, że na stronie jest też zakładka Specyfikacje. Tam są pokrótce wymienione najważniejsze rzeczy, ale czasu do setki nie ma :( Ostatecznie cenę i wersję silnikową dobrałem po trochę ponad minucie, a na przewertowanie katalogu i znalezienie czasu przyspieszenia straciłem trzy i pół minuty.

volvo

Ford

Wybrałem sobie do sprawdzenie Fiestę, bo mi się tak podobało. I generalnie strona Forda jest dość prosta w obsłudze. Co ciekawe, nie ma wielkich reklam, nikt nam nie chce wcisnąć kredytu, tu chyba można kupić samochód. A więc do boju. Wybrałem z rozwijanego menu Fiestę, dalej Promocje i Ceny, pobrałem pedeefa i wszystko jasne. Poniżej minuty wiem ile kosztuje podstawka, jaki ma silnik i ile ma to coś koników pod maską. Niestety mam wrażenie, że jakbym spędził na tej stronie jeszcze tydzień to i tak nie uzyskałbym info ile ta mała Fiesta ma do setki. Jest oczywiście zakładka Osiągi i Wydajność, ale jedyne czego się z niej dowiemy to info o redukcji CO2 lub czegoś takiego.

Ford

Toyota

Na koniec zostawiłem sobie coś japońskiego. Niestety Toyota oprócz obecnej GT86 nie ma nic ciekawego, więc wybrałem Yariskę bo na tym zdawałem kiedyś prawko. Strona wita nas wielką reklamą swojego samochodu, ale nie ma problemu żeby znaleźć też inny model. Szybko kliknąłem w Yarisa i miałem do wyboru katalog 2015 i 2016. Po ściągnięciu natychmiast wiedziałem wszystko czego potrzebowałem. Zajęło mi to półtorej minuty. Nic dodać nic ująć. Mogę nawet zaryzykować, że tak właśnie powinny wyglądać inne strony, bo wszystko jest schludnie i na miejscu.

Toyota

Konkluzja

Zdaje sobie sprawę z tego, że mój test nie jest do końca miarodajny, ponieważ nie jestem tak naprawdę typowym Januszem i świat z samochodami nie jest mi obcy, więc można powiedzieć że mam poniekąd trochę doświadczenia w klikaniu na stronach producentów. Stąd już przed testem wiedziałem, że jeśli chce poznać osiągi samochodu to często najlepiej jest kliknąć w zakładkę „Cennik”, chyba że jest oddzielna zakładka „Osiągi”. Podejrzewam, że ktoś kto rzadko wchodzi na tego typu strony mógłby mieć problem.

Druga sprawa, to moim zdaniem strony producentów są zbyt udziwnione czego pokolenie 40+ nie lubi, bo nie może się w tym połapać. A przecież to głównie tacy ludzie pójdą do salonu, a nie dwudziestolatkowie, nie? W tych stronach często brakuje harmonii w takiej postaci, że nie wiadomo jak je czytać. Bo ani od góry do dołu, ani od lewej do prawej nie wychodzi. Panuje tutaj chaos, przez co klient może się pogubić. Owszem strony te są w jakimś stopniu logiczne i da się je opanować, ale dopiero po przyzwyczajeniu. Tylko należy pamiętać, że taka strona to nie Facebook, do którego można się przyzwyczaić bo się wchodzi codziennie, tylko miejsce, gdzie zagląda się rzadziej niż są wykonywane tam zmiany.

Ostatnim wnioskiem, który mi się nasunął to pewna zmiana w hierarchii wartości, co w sumie widać już od dawna. Kiedyś takie parametry jak prędkość maksymalna i moc maksymalna były parametrami przetargowymi. Dzisiaj na stronach głównych podawane jest spalanie i emisja CO2.

I takim to smutnym podsumowaniem chyba czas zakończyć ten test.