Zauważyłem, że na listach producentów samochodowych ciągle pojawiają się nowe pozycje. Zaczęło się od klimy, potem był ABS, centralny zamek i coś tam jeszcze. Potem znacznie tego wszystkiego przybyło, więc postanowiłem zrobić listę pięciu rzeczy, których nie potrzebuje mieć w samochodzie.

Według mnie czasy, w których opcjonalne wyposażenie rzeczywiście było warte odhaczenia już dawno minęły. Chodzi mi o moment, w którym tylko nieliczne samochody miały klimatyzacje, automat był w jednym samochodzie na dzielni, a z trzyliterowych akronimów znany był tylko ABS. Wtedy też zaczęły pojawiać się poduszki powietrzne dla kierowcy i czasem dla pasażera.

I mniej więcej od tego momentu w moich oczach wszystkie inne gadżety przestały mieć sens. Po prostu uważam, że klima w połączeniu z elektrycznymi szybami, lusterkami oraz dobrze zaprojektowanym wnętrzem to wszystko co mi jest potrzebne do wygodnej jazdy samochodem. Oczywiście nowe bajery też podnoszą komfort, ale są też takie które robią to na siłę. Robią to, bo nam wmówiono, że to robią. I dzisiaj będzie właśnie o tym. A więc do działa.

#1. Odpalanie z guziora

Z numerkiem pierwszym dałem coś co staje się standardem nawet w zwykłych samochodach, czyli odpalanie samochodu z przycisku i brak kluczyka. Tak naprawdę jedyna zaleta tego rozwiązania jaka do mnie przemawia to fakt, że podczas wypadku kluczyk nie wbija się nam w kolano. Czemu? Bo go nie ma, hyhyhy. A z badań wynika, że kolano woli spotkać się z plastikowym przyciskiem niż metalowym kluczykiem. No cóż, jest to możliwe.

Natomiast nie bardzo łapię idee wygody tego rozwiązania. I tak taki kluczyk trzeba ze sobą nosić, więc balast się nie zmniejsza. Używa się go tak samo jak zwykłego, tyle że po wejściu do samochodu nie ma go gdzie położyć i wala się po kabinie. Ma to trochę więcej sensu, gdy samochód jest inteligentny przez co sam wyczuwa obecność takiego kluczyka i otwiera się gdy jesteśmy blisko. Wtedy można mieć ten kluczyk nawet w d… kieszeni i jeśli mamy jedne spodnie na całe życie to zapomnieć o jego istnieniu. Jednak jak dotąd nie miałem takiej potrzeby i tradycyjne rozwiązanie jest mi zupełnie wystarczające, więc nie wydałbym pieniędzy na ten patent.

star stop

#2. Pstrykany rękaw

To rozwiązanie już bardziej rozumiem i chyba mogę powiedzieć, że jest to naturalny etap rozwoju normalnego hebla. Ciężko sobie wyobrażać, aby do końca istnienia samochodów między fotelami sterczała trzydziestocentymetrowa wajcha połączona z jakimiś linkami. Co więcej czasami elektroniczny rękaw sam się zaciąga jak samochód zaczyna się staczać. W zwykłym by się tak nie dało.

Jednak w tym problem, że moja głowa nie bardzo to rozumie i woli tradycyjne rozwiązanie. Mechaniczne. I wcale nie chodzi tutaj o to, że w weekend jadę pod hipermarket i zaciągam rękaw wieczorem na parkingu jak cieć nie widzi. Po prostu wolę dźwignie i tyle. Nie przeszkadza mi ona, więc nie wydałbym pieniędzy tylko po to żeby zastąpiono ją pstryczkiem jak do światła w łazience. No i tym tradycyjnym można wyhamować w razie awarii nożnego, a elektrycznym jakby mniej.

handbrake

#3. Kamerka cofania

Wynalazek jak najbardziej zrozumiały, ale wbrew pozorom nie jest aż tak bardzo przydatny jak to mówią. Przynajmniej mi się nigdy specjalnie nie przydał. Powód jest taki. Ta kamerka widzi tylko to co jest centralnie za nami, a na boki zupełnie nic. Problem jest taki, że samochód jadąc do tyłu w zakręcie nie porusza jakby w jednej linii. Jest to bryła sztywna, ale koła tylne sobie, a przednie sobie. O, taki przypadek dziwny. W praktyce oznacza to tyle, że manewrując na parkingu i wykonując milion obrotów kierownicą, patrząc tylko w ekranik kamerki można w coś rąbnąć tak samo łatwo jakbyśmy założyli sobie wiadro na głowę. Błahostka. Można też spokojnie przytrzeć tylny zderzak w bocznej części. Możliwości jest naprawdę wiele. Taka kamerka pomaga tylko w jednym przypadku. Tym najprostszym, czyli jak jedziemy do tyłu i nie ruszamy kierownicą. Tylko cofamy i patrzymy, czy już wjechaliśmy w kogoś, czy jeszcze nam trochę do tego brakuje. Jednak jeśli mamy hatchbacka z prawie pionową szybą z tyłu, to spokojnie przy odrobinie wprawy można zaparkować na centymetry. Dlatego na to też bym się nie skusił, chyba że w jakimś wielkim sedanie lub supersamochodzie bez tylnej szyby.

14748932994_5cb37efca8_k

#4. Wskaźnik niezapiętych pasów

Ten wynalazek wkurza mnie najbardziej. I nie ma to nic wspólnego z tym, co uważam, że pasy bezpieczeństwa nie powinny być obowiązkowe, tylko po prostu według mnie producent instalując takie oznaczenia ma mnie za idiotę. Chyba wiem kiedy mam zapięte pasy i nie potrzebuje do tego specjalnego powiadomienia, prawda? Nawet w przypadku pasażerów, nie uważam że problemem jest odwrócenie głowy przed ruszeniem i sprawdzenie tego doświadczalnie. To już jest skrajny debilizm i całkowity brak szacunku do klienta. Skoro producent uważa mnie za idiotę, który nie wie czy ma zapięte pasy i montuje mu kontrolkę w tym celu, to może ja nie powinienem mieć prawa jazdy? Ponadto system ten nie jest bez skazy. Zdarzało mi się, że wystarczało coś położyć z tyłu i już komunikował mi, że powinienem zapiąć pasy tym kilku torbom.

pasy

#5. Automatycznie włączane wycieraczki

To mnie już mniej denerwuje niż kontrolka od pasów, ale działa na tej samej zasadzie. Mam wrażenie, że osoba montująca ma mnie za kogoś bardzo ograniczonego. W tym wypadku takiego, co nie bardzo radzi sobie z rozróżnianiem pogody i na wszelki wypadek zapodał mi automacik w wycieraczkach, żeby same się w razie czego włączyły. Super, dziękuję bardzo. Z całym szacunkiem, ale wiem kiedy pada, a kiedy nie i co więcej nie jestem aż tak leniwy, aby pstryknięcie manetką u kierownicy mnie nadwyrężało. Domyślam się, że pewnie znajdzie się ktoś, komu się tego nie chce robić, albo nie umie, więc zaznaczy taką opcję, ale ja podziękuję.

Rain Rain Go Away

Nie wiem natomiast jednego. Czym są spowodowane moje preferencje. Jeśli miałbym wybierać to o wiele bardziej wolałbym wydać pieniądze na dobre materiały wykończeniowe jak mięciutki plastik, skóra i obowiązkowo drewno niż na te wszystkie pierdoły, które wymieniłem wyżej. Ale nie chciałbym przy tym rezygnować z klimy, centralnego zamka i elektrycznych szyb. Przecież te wygody też można odrzucić i powiedzieć, że otwieranie drzwi z kluczyka to żaden problem, a klikanie z pilota jest pedalskie mało męskie. Albo, że szyby na korbkę są spoko, bo się raczej nie popsują.

Jednak w moim odczuciu właśnie te dodatki są istotne i niezbędne. I chyba ten stan rzeczy bierze się z tego w którym momencie dojrzewania motoryzacji się urodziłem. Gdybym był starszy nie rozumiałbym idei centralnego zamka, jakbym był młodszy nie kupiłbym auta bez nawigacji i bezkluczykowego odpalania silnika.