Znaczy w sumie to nie wiem czy to opowiadanie, czy jakaś tam historyjka. Po prostu coś napisałem i tyle. Nie wiem też czy ma jakiś sens i czy jest nawiązaniem do czegokolwiek Pisząc je nie miałem żadnej myśli przewodniej. Po prostu napisałem i teraz je publikuje.

Rok 1920. Motoryzacja zaczyna dopiero kiełkować. Samochody przypominają dyliżansy. Są czarne, eleganckie, mają szprychowe koła i prowadzone są przez kierowców w muszkach i kapeluszach. Przepisy drogowe prawie nie istnieją. Jest kilka luźnych reguł jak należy się zachowywać za kierownicą i nic więcej. Nie ma przymusowych pasów bezpieczeństwa (bo nie ma ich w ogóle), samochody nie muszą mieć homologacji – każdy jeździł czym mógł, nie istnieje coś takiego jak ograniczenie prędkości lub fotoradar. Policja za to była. Zatrzymywali kierowców którzy niebezpiecznie lub za szybko jechali. Pomiaru dokonywali na oko, bo z daleka widać wariata zagrażającego bezpieczeństwu innych.

1920 car

Rok 2015, stok narciarski – Jaworzyna Krynicka. Osprzęt narciarski ciągle ewoluuje, pojawiają się lepsze materiały. Narciarze jeżdżą w luźnych i kolorowych kombinezonach wykonanych z ocieplanego ortalionu. Przepisy narciarskie prawie nie istnieją. Jest kilka regulaminów wywieszonych przy wyciągach, ale stanowią one bardziej instrukcje właściwego zachowania na stoku niż zbiór praw podpisanych przez ministra. Nie ma przymusowej jazdy w kaskach (choć już istnieją), narty jak i deski snowboardowe nie muszą mieć homologacji – każdy jeździ na czym lubi i nikomu to nie przeszkadza. Narciarze nie mają prędkościomierzy, a na stokach nie widać znaków z dopuszczalną prędkością. Fotoradarami też nikt się nie przejmuje. Czasami można zauważyć patrol policji na stoku. Dbają o bezpieczeństwo, nikt się ich nie boi i nie zmienia swojego zachowania z uwagi na ich obecność. Łapią wariatów na nartach bez żadnej aparatury pomiarowej. Po prostu widzą czy ktoś stwarza zagrożenie.

ski

Rok 2015. Motoryzacja zmieniła się nie do poznania. Samochody choć wciąż opierają się w większości na podstawowej zasadzie działania silnika spalinowego jeżdżą zupełnie inaczej. Wygląd też się zmienił. Prowadzone są przez każdego, kto zdał państwowy egzamin i jest w stanie wylegitymować się kawałkiem plastiku świadczącym o jego umiejętnościach. Nie ma znaczenia jakie one są w rzeczywistości – liczy się zdany egzamin. Przepisy drogowe stanowią nie tylko zbiór reguł podpowiadający jak należy postępować w pewnych sytuacjach, a prawo którego złamanie jest surowo karane. Przepisy wymagają na producentach samochodów, aby maszyny w standardzie miały pasy bezpieczeństwa, poduszki powietrzne, systemy ABS i ESP oraz odpowiednie kształty zewnętrzne. Na samych kierowcach wymagane jest, aby jechali z wyznaczoną przez ministra, którego nawet nie było na danym odcinku prędkością. Nie ma możliwości, aby samemu zrobić pojazd, nauczyć się nim jeździć i ułatwiać sobie w ten sposób życie. Co więcej każdy pojazd dopuszczony do ruchu musi spełniać normy czystości spalin. Liczba patroli policyjnych ciągle się zwiększa, nie mówiąc już o fotoradarach. Na widok patrolu serca kierowców zaczynają bić szybciej i oni sami zaczynają zastanawiać się czy aby na pewno nie łamią żadnego przepisu. Czy jadą z odpowiednią prędkością i czy czynność którą wykonują nie jest zabroniona. Zdarzają się nawet przewinienia, które kwalifikują się na odebranie prawa jazdy. Niewielu wierzy we wpływ patroli na bezpieczeństwo. Ludzie sądzą, że fotoradary i patrole policji służą do utrzymania ciągłości budżetowej struktur państwowych. Funkcjonariusze w celu złapania ofiary używają drogiego sprzętu pomiarowego, gdyż ich zdaniem nawet jeden kilometr na godzinę więcej to świetna okazja, aby wlepić komuś mandat.

Starszy człowiek: Wie pan, że kiedyś tego wszystkiego nie było? Tych norm, fotoradarów, miliona przepisów. I jakoś się jeździło. Było kilka wypadków, ale teraz też są. Nigdy tego nie unikniemy. Wtedy było jakoś tak normalnie, znacznie prościej.
Młodszy człowiek: Ta, jasne. Jakby nie było tych przepisów, to każdy by jeździł jak chciał i czym chciał. Jeden po prawej stronie, drugi po lewej. Świateł by używali tylko wybrańcy, nie mówiąc już o pasach bezpieczeństwa. Tak być nie mogło, bo nic by nie było.

Rok 2050, stok narciarski – Jaworzyna Krynicka. Osprzęt narciarski ciągle się zmienia. Narty robią się coraz bardziej taliowane, a krawędzie ostrzejsze. Narciarze muszą jeździć w specjalnych skafandrach z homologacją. Obowiązkowy jest też kask i ochraniacze. Sam sprzęt również musi spełniać określone przez ministerstwa normy. Nic nie może być przypadkowe. Zanim wjedzie się na stok należy zapoznać się ze szczegółowym regulaminem, którego złamanie grozi konsekwencjami karnymi. Istnieją liczne ograniczenia prędkości oraz normy jakie musi spełniać każdy narciarz. Na stoku wydzielone są pasy, oddzielające osoby z różnym zaawansowaniem narciarskim. Ponadto na górze znajduje się zegar nadający odstępy między narciarzami, aby nikt na nikogo nie wpadł. Oczywiście karnetu nie można kupić bez pokazania ważnego ubezpieczenia. Na miejscu jest pełno policji wyłapującej ludzi do kontroli. Sprawdzają nie tylko prędkość, ale i właściwy ubiór, homologacje na sprzęt i ubezpieczenie. Funkcjonariusze znaleźli dodatkowy dochód. Wymagany jest też specjalny dokument uprawniający do zjeżdżania na nartach z góry.

Starszy człowiek: Wie pan, że kiedyś tego wszystkiego nie było? Tych regulacji i w ogóle tych wszystkich przepisów. I jakoś dało radę bez tego. Jak ktoś nie umiał, to uczył się jeździć gdzieś z boku. Tak żeby nie przeszkadzać tym co umieją. Wiadomo, czasami ktoś tam się mocniej przewrócił, ale teraz też to się zdarza. Nigdy tego nie unikniemy. Wtedy było jakoś tak normalniej, prościej. Chciałeś – jeździłeś, nie chciałeś – nie jeździłeś.
Młodszy człowiek: Ta, jasne. Przecież gdyby nie było właśnie tych regulacji, to jakby ludzie jeździli? Jeden z górki, drugi pod górkę. Kasków nikt by nie używał, bo po co. Tak być nie mogło, bo nic by nie było.

Koniec opowiadania. Nie ma zakończenia, puenty lub jawnego morału. Chyba każdy sam coś z tego wyciągnie dla siebie i mam nadzieję, że długo tego nie zapomni. Dziękuję.