Najsampierw powiem, że to nie jest jeszcze test Renault Twizy, choć taki niebawem się pojawi. Teraz chcę się tylko podzielić pewnymi przemyśleniami do jakich doszedłem jeżdżąc tym samochodem od kilku dni.

A więc często dyskutuje się na temat przyszłości motoryzacji i tego w jaką stronę to wszystkie zmierza. Przez bardzo wiele lat ten temat praktycznie nie był poruszany bo wszystkie samochody działały identycznie. Silnik spalinowy, sprzęgło, skrzynia biegów, dalej był wał napędowy bądź nie, przekładnia główna z dyfrem, półosie przymocowane do kół i tyle. Jednak kilkanaście lat temu ktoś ponownie wynalazł hybrydy i od tego momentu rozpoczęły się dyskusję na temat tego, w którą stronę to wszystko idzie. Następnie ktoś inny po raz drugi odkrył jak działa silnik elektryczny i wsadził go do samochodu. W takim razie gdzie jest przyszłość?

Hybrydy to raczej tylko okres przejściowy. Projekt z założenia niedoskonały, który nigdy nie odniesie sukcesu. Ja na to patrzę trochę w ten sposób. Jeśli ktoś chce zbudować perpetuum mobile i jedyną pracą jaką wykonuje ku modernizacji swojego wynalazku jest powiedzmy lepsze smarowanie mechanizmów trących to wiadomo, że nic z tego nie będzie. Bo pomimo ciągłego zmniejszania tarcia, nie wyeliminuje go do zera, więc owszem przedłuża działanie tego mechanizmu, ale do nieskończoności nigdy w ten sposób nie dojdzie. I ten sam problem jest z hybrydami. To tylko pomysł przejściowy, dzięki któremu w pewnych okolicznościach (na ogół tylko w laboratorium) zmniejszymy zużycie paliwa, ale jednocześnie komplikujemy konstrukcje i nie eliminujemy przestarzałego silnika spalinowego.

Wiem, co teraz kurde o mnie myślicie. Sorry. Też bardzo lubię ogromne silniki spalinowe, które zajebiście brzmią, kopcą ogromną ilość paliwa i chodzą jak szwajcarski zegarek. Dlatego za najlepszą erę w motoryzacji cały czas uważam amerykańskie muscle cars, które konstrukcyjnie przypominają wóz drabiniasty. Ale lubię też popatrzyć w przód. Możecie mnie pobić, a nawet odlajkować z bookface’a a i tak powiem, że silnik spalinowy jest tragiczny i przestarzały. Lepiej działa jako kaloryfer niż jako coś co ma kręcić wałem korbowym. Serio. Ogarnijcie sobie to.

silnik2

Sprawność ze 30 procent, wał korbowy, korbowody, tłoki, sprężynki, zawory, paseczki, rozrząd skomplikowany jak cholera, świeca dająca iskrę, cały ten mechanizm zapłonu i jego sterowanie, układ dolotowy i wylotowy, co raz częściej turbosprężarka i obowiązkowo jakby tego było mało to trzeba rąbnąć skrzynie biegów, bo sam silnik jest na tyle ułomny, że nie pojedzie od zera do setki na jednym biegu (da się). Kto to słyszał żeby w XXI wieku w samochodzie sterczała wajcha, którą trzeba machać jak łopatą w parowozie tylko po to bo kończy się jedno przełożenie. Tak, są automaty, ale to jest jak z tymi hybrydami. To tylko minimalizuje czas zmiany przełożenia (czyniąc wszystko kilka razy bardziej skomplikowane – czyli jak hybrydy), a nie rozwiązuje problem niekorzystnego zjawiska. Widzicie jakie to wszystko prymitywne?

Wiedziałem, że tak jest i już od dawna zdawałem sobie z tego sprawę, ale dopiero teraz to zobaczyłem. Wcześniej jedynie miałem to w głowię, a teraz mam to przed oczami. W Twizy nie ma wydechu, rozrządu, skrzyni biegów ani mechanizmu zapłonu. Tam jest tylko silnik na prąd i akumulatory w podłodze. Wie ktoś z czego składa się taki silnik? Stojan, wirnik, magnesy i jak zapodamy mu trochę prądu to się kręci. Proste? Nie ma filtrów, nie trzeba wymieniać oleju w silniku, ani w skrzyni. Brakuje nawet tego białego kartonika zwiniętego w harmonijkę, czyli filtra powietrza. A co za tym idzie tam nie ma się co spieprzyć. Ba, nie ma nawet za wiele rzeczy do wymiany, nie trzeba też jakoś specjalnie o to dbać bo nie ma o co. Z tradycyjnych rzeczy to tam jest przekładnia kierownicza (to się raczej nie zużywa), hamulce (takie jak wszędzie tylko mniejsze, wiec co jakiś czas trzeba by wymienić tarcze i klocki) oraz zwykły, tradycyjny zawias, tyle że również trochę mniejszy bo całość waży 500 kilo. Więc chociaż w teorii powinno być wytrzymalsze, a przy okazji ma zdecydowanie lepsze parametry. Nie grzeje to się jak kuchnia kaflowa i ma zdecydowanie lepsze właściwości użytkowe. Moment obrotowy silnika elektrycznego jest prawie przez cały zakres prędkości obrotowej taki sam. Jak wtedy wygląda charakterystyka mocy w funkcji obrotów? Pamięta ktoś z fizyki? Jeśli moment jest stały, a obroty wzrastają, to moc będzie linią prostą. Będzie dostarczana proporcjonalnie do wzrostu obrotów, czyli najlepiej jak może być. Tak więc chyba widać, że do samochodu stworzony jest silnik elektryczny, a spalinowy trafił tam przez przypadek, a my się do niego za bardzo przyzwyczailiśmy. Jego miejsce jest gdzie indziej. Tam gdzie jest zimno i trzeba się rozgrzać sprawdzi się idealnie. A obecne prace nad tym reliktem to jak reanimacja dębu Bartek. Podpieranie gałęzi, zalewanie betonem i ch** wie co jeszcze. Tak samo tutaj. Te wszystkie kąty wyprzedzenia zapłonu, dwa wałki rozrządu, zmienne fazy, dwusprzęgłowe skrzynie to jest jak zabawa w bagnie. Bawimy się nie z tą konstrukcją co potrzeba.

Jestem daleki od stwierdzenia, że silnik elektryczny to przyszłość, bo przecież znany nam już jest od jakichś 200 lat. W kosiarkach lub piłach do drewna nie budzi poczucia „to jest nowość”, więc dlaczego ma tak być w samochodach? Do auta również już dawno został wsadzony. Tak dawno, że o tym zapomnieliśmy i takie coś jak Twizy uważamy za nowość. Mimo tego, że konstrukcyjnie mogłoby powstać ze 100 lat temu (tylko na innych bateriach i bez tego wyświetlacza przed kierą). Dlatego ciężko mi powiedzieć, czy wynalazek z przeszłości to nasza przyszłość. Zdaję sobie sprawę z trudności magazynowania energii elektrycznej i stosunkowo długiego czas ładowania. Słyszałem, że składowanie ogniw z akumulatorów wcale nie jest takie ekologicznie, ale przyznaje, że trochę mnie to grzeje w tym momencie. W tej chwili patrzę na to tylko konstrukcyjnie.

Mam jednak nieodparte wrażenie, że to wcale nie od inżynierów zależy rozwój motoryzacji tylko od tych najgorszych, czyli polityków. Przecież cena paliwa nie zależy od technologii tylko od władzy. W Dubaju cena litra wahy to jak kiedyś słyszałem 60 czy 70 groszy. Dlaczego u nas tak drogo? Wiadomo. Dlatego obecnie nikt nie pozwoli, aby upadły koncerny paliwowe, bo to potężnie uderzy w gospodarkę. A nawet jeśli tak się stanie, to pomyślcie sobie co rząd zrobi z cenami prądu, gdy nie będzie miał potężnych wpływów z akcyzy za paliwo. Obecnie naładowanie Twizy to jak liczyłem kosztuje ze 3 złote, więc jak jadę do znajomych i proszę o podładowanie żebym spokojnie wrócił do domu bez stresu, że zabraknie mi prądu to nie ma problemu. Jest tanio. Ale jeśli ceny pójdą ostro w górę bo znacznie spadnie sprzedaż paliwa to odbije się to na wszystkich i to podwójną czkawką. Z paliwa się codziennie nie korzysta, a z prądu tak. I to bez wyjątków przez każdego.

Tak więc przyszłość motoryzacji niestety leży tylko w rękach polityków i jeśli nawet jakiś inżynier wymyśli coś dobrego, to mimo jego szczerej chęci może to się obrócić przeciwko nam.