Cały ten cyrk, który tutaj zaraz opiszę jest prawdziwy, ale ponieważ wydarzył się dość dawno, więc niestety nie wzbogacę go o własne zdjęcia. Też żałuję. Mianowicie rozchodzi się w skrócie o to, że mając lat naście postanowiłem sobie dorobić jeżdżąc z pizzą na skuterku.

Ponieważ nie jest to artykuł sponsorowany, więc nie będę podawał nazwy pizzerii, bo mieliby darmową reklamę. Powiem tylko, że jej nazwa zaczynała się na „tele” a kończyła… yyy wiadomo chyba jak. Nie będę też gadał o zarobkach, ani jak ta robota wygląda, bo to nie jest odpowiednie miejsce do tego, natomiast chciałem się skupić bardziej na tej części motoryzacyjnej. Bo co to był za skuter. Oj, ale on był…

Nazywał się Peugeot Ludix pierwszej generacji i wyglądał tak

1

Pewnie nie wiele Wam to mówi, bo odkąd macie prawko interesujecie się skuterami podobnie jak ja teraz, więc powiem na co trzeba zwrócić uwagę. Przyznaje, że gdy sam na niego wsiadłem, to też nie zauważyłem kilku spraw. Po pierwsze miałem nie mały problem z jego odpaleniem. Zwykły skuter odpala się tak, że wystarczy włożyć kluczyk do stacyjki, przekręcić go, następnie nacisnąć lewy hamulec i wcisnąć przycisk. Tutaj niestety nie było takiego wynalazku jak elektryczny rozrusznik, więc na próżno szukałem od niego przycisku. Trzeba poradzić sobie z kopa.

Dalsza niespodzianka spotkała mnie na pierwszym skrzyżowaniu. W skuterach włącza się kierunkowskaz kciukiem lewej ręki. Jest tam taki specjalny pstryczek przełączniczek, robimy klik i cycuś. Jednak Ludix nie jest wyposażony w kierunkowskazy co zresztą widać na fotce. Pewnie dopiero teraz to ogarnęliście, bo na to się nie zwraca aż takiej uwagi, ale to i tak lepiej teraz niż na skrzyżowaniu. Musiałem machać rękoma jak na motorze przed wojną.

Na szczególną wzmiankę zasługują też hamulce. Popatrzcie jeszcze raz na fotkę. Widać? Z przodu zamiast tarczy mamy elegancki bębenek. Również jak przed wojną. Z tyłu oczywiście to samo. Nie sądziłem, że ktoś jeszcze korzysta z tych hamulców z przodu, ale jak widać Peugeot obraził się na nowe rozwiązania. Skoro już mowa o hamulcach to popatrzcie sobie na klamki hamulcowe. Są z plastiku. Pamiętam jak kiedyś w rowerze miałem plastikowe i je wymieniłem na metalowe bo się wyginały. Rower waży z 15 kilo, a ten skuterek z 50, może 70. Nie wiem, ale kilka razy więcej. Więc chyba łatwo sobie wyobrazić jak to wszystko działało. Hamowanie trzeba było przewidzieć jedno skrzyżowanie wcześniej. O zablokowaniu koła nie było mowy. Idąc dalej podejrzewam, że konstruktor nie chciał daleko wybiegać przed szereg z zawieszeniem i zamontował je głównie w celach wizualnych. Było tak wyj***ne, że czułem nawet przyklejone do asfaltu gumy do żucia.

Z pozostałych rzeczy to ogarnijcie sobie to światełko z przodu. Służy one tylko temu, aby ktoś mógł zauważyć ten skuter na drodze. Natomiast jeśli jest ciemno, to w żadnym stopniu nie rozjaśnia nam tego co jest przed nami. Długich chyba w ogóle nie było. Mówiąc dalej o świeceniu, to dość interesująco jest podświetlana tarcza prędkościomierza. Jest tylko jedna lampka u góry, która podkreśla wartości między 40 a 60 km/h. Zresztą zupełnie niepotrzebnie, bo i tak wskazówka mi nie działała. Interesujące jest również to, że producent nie dał żadnej kontrolki stanu paliwa. Ani wskaźnika nie było, ani lampki rezerwy. Czyli jadąc dowiadywałem się, że nie mam wahy dopiero jak skuter tracił moc. Co zresztą jest dość ciekawe w tego typu pojazdach, ponieważ nie ma tam pompy paliwa, więc benzyna docierała do silnika metodą opadową. A wiadomo, jak skuter jedzie, to waha się w nim huśta do przodu, do tyłu. Czyli jak jest jej mało, to efekt jest taki. Jest moc, nie ma mocy, jest, nie ma. I to samo ze światłami. Świeci, przygasa. Normalnie tylko jakiegoś bita zapodać, umcy, umcy, ciuralla, ciuralla…

Także tego, wymieniłem chyba wszystkie wady tego modelu, a przynajmniej te największe. Nie będę się czepiał tego, że owiewki były porobione na trytytki, bo nie ma to najmniejszego sensu w zaistniałej sytuacji. Jednak to jeszcze nie koniec opowieści, bo podczas mojej owocnej kariery jako dostawca pizzy miałem zaszczyt przyglądać się rozwojowi floty skuterów. Tak, to za mojej kadencji sprowadzono tam nowy skuter. Jaki? Również Peugeot Ludix, ale kolejną generację. Poprawioną, ulepszoną, pozbawioną wad. Idealną pod każdym względem i wyglądającą tak

ludix2

Czym się różni od poprzednika? Zmiany są spore. Po pierwsze był nowy, więc w całkiem przyzwoitym stanie. Ale to przecież nie jest zasługa producenta. Tutaj mamy już elektryczny rozrusznik, kierunkowskaz zarówno lewy jak i prawy, lepsze światło z przodu, a nawet hamulce tarczowe. Serio się cieszyłem, bo te kilka rzeczy znacznie ułatwia jazdę. Niestety moja radość nie trwała długo, ponieważ po kilku dniach bezawaryjnej jazdy zeszło mi powietrze z tylnej opony. Oczywiście pojechałem na stację, podłączyłem kompresor, ale pomogło tylko na chwilę. Kilka kursów i znowu był flak. Próbowałem znowu dopompować, ale felga porżnęła dętkę (tak, producent dał jeszcze koła dętkowe) i powietrze uciekało szybciej niż kompresor je pompował. Niby błaha sprawa, bo wystarczy pojechać do wulkanizatora, ale szefowa zmiany powiedziała mi że jedyne co może dać to kluczyki do innego skutera.

Którą opcję byście wybrali? Jednak pozostałem przy nowym skuterze z dobrymi hamulcami i kierunkowskazami, ale bez powietrza z tyłu niż z rozpieprzonym na maksa złomem, który miał po prostu napompowane koła. Z początku trochę się bałem tym jechać, bo tyłem mi strasznie rzucało, a na ostrzejszych zakrętach czułem, że dotykam felgą o asfalt, więc nie przekraczałem 30 km/h. jednak potem przyzwyczaiłem się do tego, nauczyłem się nad tym panować i odkręcałem manetkę do oporu. Grzałem 52 km/h. I tutaj mam małą dygresję dla posiadaczy ścigaczy i innych Hayabus. Po jaką cholerę kupujecie takie motocykle, które pójdą 300 km/h, skoro takie samo ryzyko poczujecie jak spuścicie sobie z kół powietrze w zwykłym skuterze 50 ccm? Polecam.

Zapamiętałem jeszcze jedną ciekawą sytuację związaną z tym skuterem. Jak spadł deszcz, samoczynnie załączał się prawy kierunkowskaz. I nijak nie mogłem go wyłączyć. Jak wjeżdżałem na skrzyżowanie i chciałem jechać do przodu i migał mi prawy kierunek to po prostu zasłaniałem go ręką. Ci z przodu nic nie widzieli, a tych z tyłu miałem gdzieś. Ich to raczej nie obchodzi gdzie ja jadę. Natomiast jak chciałem skręcić w lewo, to wystawiałem lewą rękę w bok jak na rowerze. I teraz wyobraźcie sobie, że widzicie chłopaka z pizzą z włączonym prawym migaczem i wyciągniętą lewą ręką. Gdzie pojedzie? Ciekawe co na to przepisy, czy jest jakieś pierwszeństwo gestów kierowcy nad elektroniką.

Cała ta sytuacja miała miejsce już ładny kawałek czasu temu, ale jeszcze doskonale to wszystko pamiętam. Jedyne czego nie mogę sobie przypomnieć, to czy ten drugi Ludix miał kontrolkę rezerwy czy nie.