Jak powstał marketing? Gdy kończą się pomysły na nowe produkty lub usługi, albo nikt nie jest w stanie wymyśleć nowej technologii, a hajs się musi zgadzać, to zaczyna się tworzyć różne dziwne rzeczy, a potem wmawiać ludziom, że to jest niezbędne. Taka jest moja definicja marketingu. Pewnie jest jakaś lepsza gdzieś w książce, ale uważam, że ta moja też jest niczego sobie.

I odnoszę wrażenie, że ten przeze mnie rozumiany marketing staje się coraz mocniejszy i ma większy zakres. Wystarczy popatrzeć na studentów. Co studiujesz? Zarządzanie i marketing, albo marketing i jakiś tam kołczing, cokolwiek to oznacza. Na efekty takich działań nie musimy długo czekać bo już je widać. Już kilka lat temu spotkałem się z tezą, że to nie inżynier projektuje samochód tylko dział marketingu. A konstruktor to jakby tylko wykonawca. Marketingowiec mówi „słuchaj, dałbyś radę zrobić taki myk, że człowiek macha nogą pod zderzakiem, a bagażnik sam się otwiera?” Dla inżyniera to oczywiście nie jest żaden problem, bo nie trzeba tutaj nic wymyślać. Używa ciągle tego samego co już jest, tylko montuje w różnych miejscach, a dział marketingu już wie co z tym zrobić. Firmuje rozwiązanie jako nowe i niespotykane, kręci ładną reklamę żeby ludzie o tym gadali. Większość się nie zna i rzeczywiście myśli, że to jakaś nowa technologia, a do jej wytworzenia potrzebny był lot statku kosmicznego na inną galaktykę. A konstruktorzy się z tego śmieją. Serio. Bo wymyślenie takiego gadżetu trwa chwilę, wdrożenie pewnie trochę dłużej, ale to ze względu na różne dziwne regulacje, a potem już tylko produkcja. I są piniądze w portfelu.

Generalnie nie miałbym nic przeciwko temu bo jak jest klient, który ma pieniądze i chce za coś zapłacić, to czemu mu tego nie sprzedać, nie? Tylko baran by nie zrobił interesu. Jednak tutaj pojawia się jeszcze kolejny aspekt, czyli wymuszona potrzeba klienta przez rynek tak, aby klient poczuł, że coś potrzebuje, a tak naprawdę tego nie potrzebuje. Rozumiecie? Ciężko, co. Chodzi o to, że ktoś wymyśla nowy produkt, dajmy na to pilot do zdalnego włączania i wyłączanie świateł w naszym samochodzie. Nikt tego nie chce, bo na co to komu? Tyle czasu żył bez tego, że i teraz da radę i bardzo żałować nie będzie. I w tym momencie wchodzi do akcji dział marketingu, czyli osoby odpowiedzialne za to żeby klient zaczął czegoś chcieć. Wmawiają, że życie bez takiego pilocika to troszkę wioska i tylko lamerzy go nie mają. Albo, że taki pilot to zupełnie inny styl życia, na który stać tylko nielicznych. No i kupuje, bo przecież nie chce być lamerem.

I taka sytuacja ma jak najbardziej miejsce również w motoryzacji. Popatrzcie ile teraz jest bzdetów w samochodach, których nawet nie jesteśmy w stanie ogarnąć. Kiedyś w samochodach były rzeczy w większości tylko te potrzebne, a wręcz niezbędne do podróżowania. Koła, kierownica, silnik, prosty zawias i coś żeby dało się usiąść. Potem siedziska wyglądające jak krzesełka turystyczne zostały zastąpione normalnymi fotelami, w środku zamiast blachy pojawiały się i inne elementy. Z dalszym rozwojem techniki pojawiły się automatycznie włączane światełka w podsufitce, mocniejsze i bardziej wydajne silniki, sprawniejsze hamulce, dalej przyszedł czas na klime i radio. I im dalej w przód tym widzimy mniejszy rozwój techniki, a większe działania marketingowe. Mamy fotele z wmontowanymi silniczkami elektrycznymi, bezkluczykowe odpalanie silnika, światła, które chwile świecą po wyłączeniu silnika i pewnie cała masa innych rzeczy, o których nawet nie wiem. Mówię poważnie, gdy czasami przesiadam się do nowoczesnego samochodu, to nie zawsze ogarniam wszystkie przyciski. A nawet jak ogarniam to ich zupełnie nie używam. Tylko sprawdzam czy działa i już więcej nie dotykam. I podejrzewam, że nie jestem sam w tej sytuacji. Po prostu w dzisiejszych samochodach jest pełno funkcji zupełnie bezużytecznych.

black box

I tym sposobem docieramy do nowej usługi/możliwości/stylu życia od Porsche, czyli do Porsche Black Box Experience. Już Wam mówię, a nawet pokazuje co to jest ten Black Box. Film instruktażowy poproszę

Myślę, że już wszystko wiecie i nie ma co wyjaśniać :) Jednak jakby ktoś nie zrozumiał, to Porsche uruchamia taką usługę, która ich klientom pozwala dokładniej poczuć samochód. A pewnie zapytacie jak to robią? Wsadzają takiego klienta jednego z drugim do samochodu, dają im się przejechać po wyznaczonej trasie i ten Black Box monitoruje ich zachowanie. Sprawdzają puls, tętno, coś tam jeszcze. Normalnie trochę jak w szpitalu, ale obsługa milsza. I potem robią wizualizacje kierowcy jak już zbiorą te wszystkie dane. Wiedzą kiedy się najbardziej baliście, jakie momenty trasy podobały się Wam najbardziej lub w jakim punkcie trasy była największa ekscytacja. Ciekaw jestem co by pokazał taki Black Box w warszawskim korku w godzinach pracy koło rozkopanej ulicy i z wyprzedzającym buspasem autobusem.

A jakby tego było mało to jak otrzymacie już takie wskazania z Black Boxa od jednego z dealerów Porsche, to możecie się nimi pochwalić przed znajomymi o podobnych zainteresowaniach lub ogólnie udostępnić swoje wyniki na stronie Porsche.

Otwierają się przed nami nowe możliwości.