Wiedziałem, że kiedyś się tego doczekamy. Pieszy ma mieć pierwszeństwo przed kierowcą. I to nie na chodniku. Na drodze. Czaicie to? Na drodze kuźwa. To tak jakby wybudować coś specjalnie dla kogoś, ale komuś innemu przyznać tam większe prawa. Dajmy na to założyć klub seniora, a młodzieży dać do niego zniżki. Nie no, głupi przykład, ale raczej nie głupszy niż ta ustawa.

Aby nie było, że zrzynam od kogoś to kliknijcie sobie w „Kolejny trafiony pomysł ustawodawców”. Ten sam temat, ale ja chciałem trochę inaczej go wymęczyć. Tak żeby nie zostało już z niego suchej nitki i nawet największy baran myślący, że przepis ochroni go od półtoratonowego żelastwa na kołach przyznał, że ustawa jest gupia.

Na wstępie zaznaczam również, że nie odnoszę się do argumentów typu, że jak kierowca będzie musiał się zatrzymać w chwili jak pieszy będzie się zbliżał do przejścia to powstaną wielkie korki i po mieście nie będzie dało się jeździć. Nie wiem czy tak będzie. Bardzo możliwe, ale nie wierzę w stuprocentową skuteczność przepisu, więc może by tak było, a może nie. Dzisiaj chcę tylko o bezpieczeństwie. Bo mówi się, że bezpieczeństwo jest najważniejsze i pieszego trzeba chronić, bo sam sobie nie da rady jak w niego coś dużego rąbnie. No to akurat prawda. Wyjaśnić chcę jeszcze, że nie ma czegoś takiego jak spór miedzy pieszymi, a kierowcami. Dlaczego? No kuźwa, jak dlaczego. Bo każdy kierowca jest też pieszym, proste chyba nie? Jak idę do zaparkowanego samochodu to jestem pieszym. Jak wychodzę z samochodu i idę gdzieś dalej to tak samo. Dlatego ten spór po prostu fizycznie nie może istnieć. Może być konflikt między młodszym, a starszym, kobietą i mężczyzną, ale nie miedzy pieszym, a kierowcą. Może być spór jedynie pomiędzy pieszym, który nie ma prawa jazdy i w życiu nie siedział za kółkiem i pieszym, który wie co to chodnik i jezdnia.

Zauważyłem, że wśród zwolenników teorii, że pieszy powinien mieć pierwszeństwo zanim jeszcze wejdzie na drogę panuje przekonanie, że takie zasady im w czymś pomogą. Bo będą mogli bez zastanowienia wleźć na drogę i tylko patrzeć jak wszyscy się kulturalnie zatrzymują, aby ustąpić im pierwszeństwa. Sytuacja idealna. Zero niebezpieczeństwa, bo pieszy przecież jest słabszy, więc trzeba mu pomóc. Kierowcy zwiększą czujność w ten sposób i nikt w nikogo nie uderzy. Bo przecież wszyscy się do tego zastosują. Wytłumaczę Wam coś. Co oznacza ten znak?

brand-580516_1920

Tak, jest to zakaz wjazdu, ale pytanie jest co taki zakaz oznacza? Pewnie, że nie można dalej wjechać samochodem, prawda? Właśnie w tym problem, że nie. Można dalej jechać samochodem z tą jednak różnicą, że jeśli dalej zobaczymy policję, to dostaniemy mandat. Są też inne opcje, na przykład znajdziemy się w głupiej sytuacji i ośmieszymy się, bo ktoś na przykład nagra nasz popis po czym wstawi na jutuba, albo możemy spowodować wypadek jeśli droga będzie ruchliwa. Nie mniej jednak wjechać się da. Wiecie co oznacza, że nie można jechać dalej samochodem? No na przykład mur betonowy. Wtedy dalej nie pojedziemy (choć pewnie są i tacy, co będą to kwestionować). Zakaz wjazdu oznacza, że nie wolno wjeżdżać dalej, ale nie że nie można. I co więcej, nie ma i nigdy nie będzie takiego przepisu, że czegoś nie można, bo to jest fizycznie niemożliwe. Przepisy mogą jedynie czegoś zabraniać, ale nie każdy się tego posłucha, bo tak już jest i tyle. Dlatego piesi nie mają co liczyć, że wszyscy się nagle zatrzymają. Bo jak ktoś się nie zatrzyma to co? To pieszy zginie nie kierowca. Dlatego pieszy powinien dbać o siebie, bo kierowca o niego nie zadba.

A dlaczego nie zadba? Bo tak już jest i tego się nie oszuka. W głowie człowieka jest zakodowane, że w pierwszej kolejności dba o siebie, potem o innych. I żaden przepis lub norma tego nie zmieni. Jeśli ja miałbym ratować siebie lub moich Kochanych Czytelników ( :) ) to uratuje siebie (choć poprawniej byłoby napisać, że ich, ale to bzdura). Zawsze, ale to zawsze najbezpieczniej jest wtedy, gdy każdy dba o siebie, bo zrobi absolutnie wszystko żeby siebie ocalić. Dlatego stwierdzenie jakie przeczytałem na jakimś fanpage takiej grupy pieszych domagających się większych praw, że „kierowca jako większy powinien dbać o pieszego” jest jedną z największych bredni. Zrozumcie to, że NIGDY kierowca nie zadba o Was tak jak Wy o siebie samych. A pieszy wbrew obiegowej opinii może o siebie zadbać. Wystarczy, że się rozejrzy, a nie wlezie na jezdnie gadając przez telefon.

Strach też jest dobry

Mówi się, że pieszy powinien czuć się na pasach bezpiecznie. Bo jak się czuje bezpiecznie to nic mu się nie stanie. Tak? A jak ja komuś powiem, ba nawet napiszę i złoże pod tym mój podpis, że na polu minowym jest bezpiecznie, to znaczy, że mu się nic nie stanie? Trzeba mieć własny rozum i ogarniać co się dzieje. Na przejściu dla pieszych może dojść do wypadku bez względu kto ma pierwszeństwo. Tam nie jest bezpiecznie i nie da się tego zagwarantować podpisem ministra na papierku z ustawą. Do póki samochody będą jeździć, to takie miejsce nigdy nie będzie tak bezpieczne jak miejsce, gdzie samochody nie jeżdżą. Dlatego pieszy powinien być świadomy niebezpieczeństwa i się go bać. Nie mam na myśli tutaj lęku i nie chcę powiedzieć, że pieszy powinien być wydygany jak ma przejść na drugą stronę jezdni, ale powinien wiedzieć, że jak sam o siebie nie zadba, a kierowca się pomyli, to on może zginąć. Taki strach jest pozytywny. To tak samo jak ból. Człowiek nie po to ma układ nerwowy żeby go łeb bolał jak rąbnie się w jakąś szafkę. Jest on po to, aby jak na przykład sportowiec się rozciąga po treningu to żeby sam sobie mięśni nie pozrywał. Jakby nie czuł bólu to nie wiedziałby kiedy przestać. I tutaj jest tak samo. Po to człowiek się czasami czegoś boi, żeby być bardziej ostrożnym. A na drodze powinien być ostrożny jak nigdzie indziej. A obecnie wie, że może iść to idzie. I nawet nie patrzy. Traktuje pasy jak chodnik, co jest dla niego niebezpieczne i zawsze będzie. Powinien pasy traktować jak drogę, po której ma pozwolenie na sprawne przejście.

To by miało sens, gdyby…

I tutaj to już słyszałem naprawdę ciekawe teorię. Pojawiały się pomysły, że wprowadzenie nowych przepisów miałoby sens, gdyby przed przejściem jasno zaznaczyć obszar, w którym piesi by czekali aż samochody się zatrzymują. Taka jakby poczekalnia. Pieszy wchodzi i wiadomo, że chce przejść na drugą stronę. Był też pomysł, że taka poczekalnia to powinna być budka coś jak przystanek. Chodzi o to żeby rozróżnić, że ten to chce iść dalej i nie ma zamiaru przechodzić, a ten to jednak by się przespacerował po pasach. Serio uważacie, że to by miało sens? Bawić się w jakieś linie, poczekalnie, kuźwa inne przystanki dla pieszych tylko po to, bo pieszy nie może odwrócić łba w lewo, w prawo i znowu w lewo? To prościej jest budować taką infrastrukturę niż się rozejrzeć jak człowiek? Ja pierdziele. #żelaznalogika lvl mln.

Bo na zachodzie…

Słyszałem też, że takie przepisy to jest krok ku normalności i tak powinno być od dawna. Na zachodzie tak jest już nie od dzisiaj, rozejrzyjmy się. A wiecie gdzie ja mam ten nasz cały europejski zachód? Popatrzcie co się dzieje w Europie. We Włoszech wybuchają liczne zamieszki z imigrantami, w Paryżu jak wyznawcy islamu wyszli na ulice to Francuzi we własnym kraju musieli chować się po domach i przeczekać aż tamci wywrócą wszystkie samochody do góry nogami, w Niemczech powstają regiony całkowicie opanowane przez imigrantów i ludzie boją się tam wchodzić, legalizacja związków chłop z chłopem, baba z babą. To jest ta normalność? Ja obecnie uważam całą Europe za taki mały grajdół, który się w ogóle nie rozwija i z postępem to bliżej nam do państw Afryki. Od wojny nasz postęp jest znikomy. Dowód? Jaki masz samochód? Europejski w większości, bo motoryzacja wystartowała jeszcze przed wojną. A na jakim urządzeniu czytasz ten wpis? Pochodzi z Europy? Dlatego nie uważam, aby wzorować się na zachodzie Europy, bo nigdy sobie na takie coś nie pozwolimy

Burj Khalifa

Nie wiem czy to prawda (bo nigdzie nie mogę tego znaleźć, ale jak macie sprawdzone info to czekam z niecierpliwością), ale w Japonii puszcza się pieszych dopiero gdy zbierze się ich co najmniej trójka. Wczoraj przeczytałem, że tam pieszy przeprasza, że przeszkadza i dziękuje za przejście. Nie włazi. Rozumie, że droga jest dla samochodów, a chodnik dla niego. A teraz gdzie Europa, a gdzie Japonia.

Moje stanowisko jest takie, że zwiększenie bezpieczeństwa na przejściach dla pieszych zapewni nadanie pierwszeństwa przejazdu samochodom. Wtedy pieszy musi się rozejrzeć, czyli dba o siebie. W ogóle nie rozumiem na dobrą sprawę tej całej dyskusji. Wprowadzamy ustawy, aby pieszy nie musiał się rozejrzeć? Mnie w szkole uczyli w lewo, w prawo, krok do przodu i znowu w lewo. Co w tym trudnego?

Wiem, że są osoby, które myślą, że jak pieszy nie będzie miał pierwszeństwa nawet jak już będzie na pasach, to zaraz ktoś go rozjedzie. Litości. Kiedyś miałem taka sytuację, że miałem zielone, a na pasach, na czerwonym dla pieszych szła kobieta z wózkiem (tutaj oczywiście wyrazy uznania dla tej pani). Przejechałem ją? Szkoda samochodu. Niedawno jak jeździłem Twizy zza dostawczaka wyszedł robotnik. Pewnie nie usłyszał, bo samochód na prąd. Rąbnąłem w niego? Poszedł dym z opon (bo nie ma ABS), taki że aż go poczułem w kabinie (bo szyb też nie ma), ale człowiek przeżył. A mogłem śmiało rąbnąć. Byłoby na niego.

Także nie wszystko da się załatwić ustawą i przepisem. Póki pasy będą namalowane na ulicy, a nie ulica na chodniku najbezpieczniej będzie się rozejrzeć i jak będzie pusto to przejść.