Taki upał, że pisać się nie chce, a Wam z kolei czytać. Ani nawet lajkować, dawać łapek, okejek, komciów, obsów, szerów i co tam jeszcze bookface nam ciekawego w ofercie. Dlatego postanowiłem zapodać na dziś jakiś łatwy temat, niczym z podstawówki, tak aby nie trzeba było się za bardzo zmóżdżać, bo wiem, że Wam się nie chce. I mi w sumie też.

Jednak gdyby ktoś naprawdę chciał przeczytać o czymś poważnym i przekonać się jaki mam zryty beret to w niedalekiej przeszłości popełniłem wpisy „Dlaczego pasy bezpieczeństwa nie powinny być obowiązkowe” i coś bardziej na czasie, czyli „Dlaczego pieszy nie powinien mieć pierwszeństwa”.

A teraz już do rzeczy, bo od kilku tygodni chodzi za mną taka piękna myśl. #Mianowicie chciałbym odbyć taką wakacyjną podróż, ale nie taką jak to się teraz odbywa, że wrzuca się graty do jakiegoś nowoczesnego kombiaka z wyposażeniem na fullu i pocina 190 km/h bezpłatną autostradą. Wróóóóć. Nie 190 km/h, tylko 10 km/h z uwagi na korki jakich żaden inny kraj by się nie powstydził. Marzy mi się taka podróż w starym stylu. Taka jaką mieli przyjemność odbywać nasi dziadkowie i babciowie, znaczy babcie jak wylosowali kupon na turnus wczasowy od szefa z zakładu pracy. Bez pośpiechu, z wolną od stresu głową i w specjalnie naszykowanej od zeszłego lata koszuli na guziki i czapce z daszkiem z logo nawozu, który można było kupić w pegieerze. Obowiązkowo krótkie spodnie i zamiast nowych walizek na kółeczkach zapakowałbym się w takie foliowe siaty jakie Paździoch tarmosi na bazar. Śmieszne to teraz, ale tak się kiedyś jeździło. I nie brało się ze sobą wszystkich bambetli, które mogą się nam przydać gdyby coś tam, tylko brało się ze sobą co roku ten sam zestaw wakacyjny spisany długopisem na zżółkniętej i wymiętolonej kartce. Ach, ale mi się marzy taka stara wakacyjna podróż.

Samochód

Do samochodu wtedy też się inaczej podchodziło. Dziś jest mocno przedmiotowo. Po pierwsze jest w czym wybierać, a po drugie jest dużo łatwiej kupić, więc nie przywiązujemy się tak. Wrzucamy graty do ogromnych bagażników, kłapiemy klapą, siadamy za kółko i już. A potem narzekamy między sobą, że jednemu zimno, drugiemu gorąco, bo temperatura w kabinie zależy tylko od ustawienia pokrętła, więc łatwo się nam na nią skarżyć. To samo z muzyką. Za cicho, za głośno, nie ten rodzaj. Każdy ma pendrive z własną i liczy na to, że to jego playlista zostanie wysłuchana. A mi się marzy przez ostatnie tygodnie jazda czymś starszym. Tak z lat 70-tych lub 80-tych. Abym przed wyjazdem musiał poświęcić trochę czasu na przygotowanie samochodu tak jak to się kiedyś robiło. Choćby tylko sprawdzić powietrze w oponach, umyć światła, sprawdzić wszystkie żarówki i olej. Nie dla pewności, tylko dla klimatu, który bym w ten czas zrobił. Taka mała tradycyjna celebracja święta jakim jest wakacyjna podróż samochodem.

Z chęcią olałbym też te wszystkie bajery samochodowe. Złącza AUX, nawigacje, dotykowe wyświetlacze z możliwością dostępu do internetu i zestawy głośnomówiące. Chciałbym, aby samochód pozostał samochodem, którego zadaniem będzie dowieźć załogę na miejsce. A owa załoga nie narzekałaby na brak czegokolwiek, ponieważ cieszyłaby się, że jedzie. Tak jak kiedyś, auto było uznawane za środek transportu, a nie jako centrum multimedialne z możliwością przemieszczania się. I co ciekawe pomimo coraz większej ilości funkcji dostępnych w samochodzie więcej narzekamy na brak czegoś niż kiedyś. Nie potrafimy się zamknąć na chwile, ugryźć się w język i pomyśleć, że to przecież samochód. I tak fajnie, że jedzie.

Droga

O i to jest to co mi doskwiera najbardziej w tym wyobrażeniu wakacyjnej podróży. Dzisiaj wybieramy drogę z jednego kryterium. Byle szybciej. Idealna to taka, gdzie bez obaw o bezpieczeństwo i mandaty będziemy mogli pruć blisko 200 km/h i mijać bezwiednie kolejne miejscowości. Liczy się tylko czas przejazdu. Jak najkrócej. Mi jednak chodzi po głowie inna trasa. Bardzo chętnie przejechałbym się zwykłą, jednopasmową drogą przez lasy i małe miejscowości z niewielkimi prędkościami. Chętnie bym jechał nie przekraczając 80-90 km/h. W spokoju, bez obawy o fotoradary (bo w mojej utopii nie ma takiego urządzenia) i z włączoną audycją „Lato z radiem”. No dobra, bez tego ostatniego, ale wszystko inne się zgadza :) Byłoby też bardzo miło nie spotkać żadnej ciężarówki przed sobą.

Myślę, że taka podróż wbrew pozorom zmęczyłaby mnie o wiele mniej niż obecne, pomimo znacznego postępu w dziedzinie komfortu jazdy. Dziś mamy wygodniejsze fotele, lepsze radia, dużo więcej możliwości rozrywki w samochodzie, ale dużo bardziej liczymy się z upływającym czasem. I sama myśl o kolejnych straconych minutach za ciężarówką lub na postoju powoduje u nas wewnętrzne zakłopotanie, z którym żaden system wymyślany przez inżynierów sobie nie poradzi. Zrobimy wszystko i za wszelką cenę byle zyskać dodatkowe minuty. Zrezygnujemy z postoju, a ładny widok za szybą chętnie zastąpimy widokiem prędkościomierza wskazującego dużą liczbę. Sama podróż nie jest w żaden sposób celebrowana, a została zamieniona wyłącznie na zwykłe przemieszczenie się z jednego miejsca w drugie. Podczas wyjazdu wakacyjnego nie odgrywa żadnej roli poza zmianą miejsca.

A przecież wielu z nas chyba lubi jeździć.

wakacyjna podróż