O samej przekładni Żbikowskiego dowiedziałem się już kilka miesięcy temu podczas zwykłego przeglądania jutjuba. Nie powiem, zmóżdżyłem się trochę wtedy. Jednak kolejną dawką inspiracji do pochylenia się nad tym wynalazkiem był Bebok, który na bookface wywołał dyskusję takim filmikiem.

Sytuacja typowa. Co jakiś czas pojawia się ktoś mówiąc „Nie mam żadnego wykształcenia technicznego, ale zdaje się, że odkryłem coś co łamie dotychczasowe prawa fizyki”. Coś w rodzaju naukowego „Nie do wiary”.

Pewnie nie obejrzeliście do końca filmu, bo jest za długi i woleliście przewijać do początku, aby posłuchać MacGyver’a, więc streszczę trochę. W prostych słowach rozchodzi się o to, że jakiś gość wymyślił przekładnie o sprawności większej niż 100 procent. Ale jak to? Niemożliwe. A jednak. Wzięli młotki, klapcęgi i w warsztacie zmajstrowali takie coś.

przekladnia

Gdzieś w necie wyczytałem, że ma sprawność chwilową nawet do 148 procent. Jak to interpretować? A no tak, że macie samochód z silnikiem o mocy 100 KM, a na kołach macie 148 KM. Dobre? Ja nawet już wpadłem na pomysł jak zrobić, żeby było jeszcze lepiej. Dajemy mały silnik i montujemy kilka takich przekładni połączonych szeregowo i możemy palić gumę dużym samochodem mając w nim zaledwie silnik od kosiarki.

Do tej pory nikomu się to nie udało, aby zrobić urządzenie mechaniczne (lub jakiekolwiek inne), które na wałku wejściowym miało jakąś moc, a na wyjściowym ta moc była większa. Jeśli urządzenie działa bez strat, co również nie jest możliwe, to moc wyjściowa jest taka sama jak wejściowa. W praktyce jest mniejsza niż wejściowa. Jeśli macie w samochodzie silnik o mocy 100 KM, to na kołach macie 100 KM razy sprawności: sprzęgła, skrzyni biegów, przekładni głównej i co tam jeszcze macie u siebie. A w przekładni Żbikowskiego na odwrót.

Czy to jest prawda? Nie. Znaczy moim zdaniem nie. Do przeprowadzenia dowodu posłużyłem się wzorami z podstawówki czy tam gimnazjum. Założyłem sobie znaną prędkość kątową koła pierwszego i trzeciego oraz to, że są one równe, przyjąłem znane promienie toczne (zaznaczam, że toczne, a nie te, które w prosty sposób zmierzymy suwmiarką), liczby zębów każdego koła i moc dostarczaną na koło pierwsze. Korzystając z prostych wzorów nie trudno jest policzyć co się dzieje na kole drugim. Ktoś zgadnie jaka wyszła moc? Taka sama jak na kole pierwszym, co raczej nikogo nie dziwi (nie zakładałem żadnych strat).

To jak mam policzone koło drugie to teraz trzeba obliczyć moc na kole trzecim. Ale czekaj, czekaj. Koło 2 nie styka się z kołem 3! Zobaczcie sobie, że przecież koło 3 można przyczepić gdziekolwiek do tej przekładni i nadal to będzie ta sama przekładnia. Tak więc trzeba zauważyć, że istotną rzeczą w tym wynalazku jest ten dziwny łańcuch. Policzyłem więc i jego moc, ale z innego wzoru (ale też z gimby). Zgadnie ktoś co mi wyszło jak zacząłem liczyć moc łańcucha napiętego na dwóch kolach o takich samych mocach? No nie może być, moc wyszła taka sama. Tutaj jednak warto się zatrzymać przy konstrukcji tego łańcucha. Jest on sam w sobie pewnego rodzaju przekładnią między swoim uzębieniem zewnętrznym, a wewnętrznym. Nie mniej jednak jak mamy już moc tego łańcucha, która notabene jest identyczna jak moc poprzednich kół, to chyba nie muszę wyjaśniać jaka jest moc koła trzeciego, które odbiera moc od tego łańcucha w prosty sposób. Ząbek po ząbku. Tak więc moce tych wszystkich kół i łańcucha są takie same, a tutaj przedstawiam dowodzik, który nagryzmoliłem.

Przekladnia Zbikowskiego

Prawda, że ciekawe? Można też się zastanawiać, czy w takim razie koło 1 i koło 3 nie mają przypadkiem takich samych promieni? No na pierwszy rzut oka widać, że nie. Ale zaraz, zaraz. A ten gruby łańcuch nie zmienia rzeczywistego promienia? Wydaje mi się, że tak, dlatego na początku napisałem, że liczę na promieniach TOCZNYCH, czyli łącznie z łańcuchem. Przyjrzyjmy się tym kołom jeszcze raz.

przekladnia promienie

Zdjęcie niestety nie jest idealnie na wprost wynalazku i jeszcze jest lekko pod skosem, ale chyba wiadomo o co mi chodzi. Promienie TOCZNE kół 1 i 3 jeśli nie są takie same to bardzo bliskie sobie. Na tyle bliskie, że przy kręceniu ręką kilku obrotów nie ma znaczenia ich różnica. Ten trik z małym kołem a grubym łańcuchem to taka bardziej wizualna sztuczka.

Wyniki pomiarów

No dobra, a pomiary? Jeśli ktoś doczekał do końca filmiku to pan Marek Terelak prezentuje również nie tylko suchą teorię, ale również podpiera to wszystko praktyką. Niestety nie mam laboratorium w domu, więc tego nie sprawdziłem, ale oglądając filmik nie do końca rozumiem te pomiary. Nie jest jasno pokazane co na czym wiesza i co jest zablokowane. Ponadto pomiarami można manipulować (nie tylko w tej dziedzinie). Nie jestem przekonany, ale badanie wygląda chyba następująco. Wiesza coś o znanej masie na znanym ramieniu na jednym kole i sprawdza moment na drugim. To teraz wyobraźcie sobie takie cóś. Na tym kole co wiesza ciężarek jest gigantyczny opór w łożysku. Taki, że może powiesić z jednaj strony worek kartofli, a z drugiej wystarczy jedynie medalik z pierwszej komunii i przekładnia znajduje się w równowadze. Czemu? Bo moment pochodzący od worka kartofli jest przejmowany przez opór w łożysku. Trzeba by go policzyć i następnie odjąć od tej całej zabawy.

Jednak pomimo takiego zakończenia sprawy z przekładnią Żbikowskiego jestem bardzo pozytywnie nastawiony do ludzi zajmujących się takimi rzeczami. Ruszyli się, pomyśleli, zrobili coś co mogło mieć sens. Mam ogromy szacunek do osób, które nie wierzą we wszystko na słowo tylko sami sprawdzają. Łatwo jest powiedzieć, że perpetuum mobile nie istnieje, bo w szkole tak mówili i dać sobie spokój. A dlaczego nie istnieje? Bo nie i tyle. A może jednak istnieje? Jak się nie umie czegoś prosto udowodnić to znaczy, że się tego nie rozumie. Chyba Einstein to powiedział. Może ktoś kiedyś wymyśli coś co łamie obecne zasady fizyki. Przecież jej podstawowe prawa nie są wyryte na niezniszczalnych skałach. Jeśli ktoś coś wykombinuje wbrew znanym nam dzisiaj regułom, to trzeba będzie te reguły zmienić. Przyznać się, że przez tyle lat żyliśmy w błędzie. Dawniej myślano, że Ziemia jest płaska i wyśmiewano osoby podważające te tezę. Dzisiaj wyśmiewając przekładnie Żbikowskiego nie zagłębiając się w jej analizę robimy to samo. Co więcej jeśli mam strzelać kto ma większe szanse na obalenie obecnych zasad to większe szanse daję „nieukom”. Osoby z kierunkowym wykształceniem myślą bardzo podobnie. Ich wiedza opiera się na tych samych książkach. Nie wymyślą nic nowego. Tylko ktoś kto ma gdzieś te książki i sam kombinuje jest w stanie trochę zamieszać w tym wszystkim.

Jedyne co mnie zastanawia, to że jeśli wierzyć autorowi filmu, to żadna wyższa uczelnia jasno nie wykazała błędu, a doskonalenie całej przekładni trwało kilka lat. Przecież na pewno ktoś, kto się na tym zna policzyłby wszystko w 10 minut.

Jeśli zna ktoś podobne wynalazki, które sprzeciwiają się podstawowym zasadom rzeczywistości to bardzo proszę o podesłanie. Chętnie pomyślę i zastanowię się nad działaniem tych maszyn, tak dla sportu i własnej satysfakcji :) Oprócz przekładni Żbikowskiego z takich wynalazków znam jeszcze legendarny zderzak Łągiewki.

Jeśli kogoś szerzej taka tematyka interesuje, to polecam wpisy „Jak dodawać moce w hybrydach” i czym różni się przyspieszenie od czasu przyspieszenia, czyli „Efekt wziuuu”.

Uwaga. Wpis ten nie ma charakteru naukowego, a jedynie stanowi moje luźne przemyślenia.