Wolisz podróżować tramwajem, autobusem, metrem (opcja tylko dla mieszkańców stolicy lub słoików), czy samochodem? Własnym, od niczego niezależnym samochodem. No jacha, że autem, ale… Na pewno?

Transport publiczny jest o wiele tańszy. Nawet po obecności HGW w Warszawie przejazd z jednego jej końca na drugi mniej nas kosztuje gdy skorzystamy z autobusu lub tramwaju niż jazda nawet najmniejszym samochodem z ekonomicznym Dieslem pod maską. Często środki komunikacji są też szybsze niż stanie w korku we własnym aucie w centrum miasta. Zwłaszcza metro. Ponadto, coraz więcej środków komunikacji miejskiej jest z roku na rok w lepszym stanie za sprawą jej wymiany na nowsze modele. Chyba wszystkie obecnie produkowane pojazdy do użytku publicznego mają klimę, czego brakuje w samochodach dziesięcioletnich i starszych. A jeśli jesteś studentem lub uczniem to już w ogóle super sprawa. Śmigasz transportem publicznym za pół darmo i śmiejesz się z faktu, że inni za Ciebie płacą choć wcale tego nie chcą. Samochód przy tym zestawieniu wygląda bardzo kiepsko. Nie spotkałem się jeszcze, aby którakolwiek stacja paliw miała zniżkę na legitkę szkolną lub studencką. Emeryci też nie mają lepiej. W ostatnich czasach wykształciło się też piękne zjawisko „buspasa”, dzięki któremu jeden pas jezdni leży odłogiem i czeka aż jakiś chętny autobus przejedzie się po nim, a reszta użytkowników przyjrzy się tej przejażdżce z narastającego korku. Kolejny plus dla komunikacji i zarazem minus dla samochodu.

Dalej staniesz murem za o wiele droższym samochodem? Na pewno, na pewno?

Jeśli tak, to znaczy, że jesteś człowiekiem. Niekoniecznie od razu jakimś tam petrolhedem, ale po prostu zwykłym człowiekiem. Takim ludzkim z normalnymi, zdrowymi odruchami. Dlaczego? Bo normalny i zdrowy człowiek chce być niezależny. Nie w miarę niezależny lub niezależny w pewnym sensie tylko tak zajebiście niezależny jak tylko się da. I dla normalnego człowieka jest to cecha o wiele ważniejsza niż zniżka w autobusie lub oddzielny pas ruchu. We własnym samochodzie mogę jechać tam gdzie mi się podoba, a nie po z góry wyznaczonej trasie. To tak jak zwiedzanie z najlepszymi znajomymi lub z wycieczką szkolną. Chcę w prawo to jadę w prawą, chcę do przodu to jadę prosto. Niezależność. Tego nie zapewni żadna linia metra lub tramwaju.

ar124578499251451

Dawniej było to oczywiste. Rodziny marzyły o własnym samochodzie żeby wreszcie pojechać tam gdzie chcą. O dużym aucie dla wszystkich. Następnie w miarę upowszechnienia posiadania samochodu jego rola się zmieniła. Część ludzi zapragnęła mieć samochód osobisty, nie dla całej rodziny. Czemu? Niezależność. Aby jechać wedle własnego uznania, a nie uznania całej rodziny. Dwa lub więcej samochodów w rodzinie stało się normą, a nie udziwnieniem.

Następnie doszło do czegoś w rodzaju społecznego prania mózgów. Ktoś puścił plotkę, że normalny człowiek zamiast niezależności potrzebuje autobusu i metra. Powiedziano nam, że własne auto wcale nie jest nam potrzebne, za to nie przeżyjemy bez karty miejskiej i dofinansowań na rzecz transportu publicznego. Zmieniono nasze marzenia. Wmówiono nam, że rozmyślanie o samochodzie już nie jest takie fajne, bo autobus lepszy. I wcale nie najgorsze w tym wszystkim jest to, że ktoś zaczął nam to jawnie wmawiać. To normalne, zawsze się ktoś taki znajdzie. O wiele gorsze jest to, że dużo osób w to uwierzyło i zaczęło się stosować. Wyzbyli się marzeń i niezależności oraz zrezygnowali z własnych udogodnień, bo autobus. Bo metro ma aż sześć wagoników. Co więcej na tym ta fala się nie zatrzymała. Te osoby zaczęły zupełnie bezinteresownie rozpowszechniać te pomysły i wciągać w to kolejne osoby, które marzyły o samochodzie a w rezultacie stwierdziły, że karta miejska im wystarczy a nawet jest lepsza.

Przecież dzisiaj gdybym na głos powiedział, że wolę jeździć samochodem, bo mogę dojechać dokładnie tam gdzie chcę, jest dużo wygodniejszy bo mogę zabrać co chcę, a jak mi się to coś nie przyda to zostawić w bagażniku, to wyjdę na samoluba niedbającego o środowisko, który wozi powietrze i przyczynia się do tworzenia korków ulicznych. Natomiast jeśli przyznałbym się, że stać mnie na samochód, ale z wyboru dojeżdżam tam gdzie muszę jakimś środkiem komunikacji miejskiej, bo dzięki temu dbam o zmniejszenie ruchu ulicznego, a przy okazji oszczędzam pieniądze to niewykluczone, że zyskałbym rozgłos w całym kraju i moja postawa byłaby głośno propagowana. Oczywiście nie mam nic do jazdy transportem miejskim, ale o wiele lepszy jest samochód.

Jeśli ktoś uważa, że transport publiczny rzeczywiście wygrywa z niezależnością samochodu, to niech przypomni sobie o czym kiedyś marzył. Czy na pewno był to tani bilet na autobus?

Jeśli tak, to ewolucja człowieka najwyraźniej zatoczyła koło.