Wszyscy lubimy szybkie, sportowe samochody z kubełkowymi fotelami, twardymi jak beton zawiasami, mocnymi i głośnymi silnikami, które potrafią katapultować auto do setki w zaledwie kila sekund. Czasami mamy jednak trochę tego dosyć.

Założę się, że każdy z Was czasami to odczuwa. Nie dlatego, że jest słaby i trochę męczy go to wsiadanie do niskiego samochodu, w którym siedzi się na samej podłodze, a fotel jest tak twardy jak ława kościelna tylko dlatego, że sportowa jazda to nie jedyna przyjemność, którą można doświadczyć jadąc samochodem. Już kilka razy złapałem się na tym, że radość i uśmiech na twarzy zapewnia mi nie tylko przyspieszenie, ale i wszechstronność auta. Gdy jadę autem rodzinnym podoba mi się w nim to, że jestem przygotowany na każdą okazję. Trzeba zapakować się w kilka osób? Nie widzę problemu. A co jeśli te kilka osób weźmie ze sobą po walizce z ciuchami i zachce się wszystkim pojechać gdzieś dalej? Nie jest to przeszkodą. Wystarczy otworzyć bagażnik i wrzucić tam wszystkie tobołki.

Zgadza się, to co piszę nie jest zbyt odkrywcze, ale w moim samochodzie po prostu niewykonalne. Ostatnio przyszło mi ze znajomymi wyjechać na kilka dni. Mój samochód odpadł już na starcie. Załadowanie się do niego w cztery osoby owszem jest możliwe, ale z pewnością nie należy to do przyjemności. Trzeba złożyć fotele, przy wchodzeniu do środka wygiąć się w pałąk od wiadra, aby jakoś doczłapać się na swoją miejscówkę, a następnie gdy już wszyscy zajmą pozycję odpowiednio ustawić fotele z przodu tak, aby pasażerowie z tyłu byli w stanie położyć nogi dalej niż własne siedzenie. A i tak po tych wszystkich akrobacjach, wszyscy będą ściśnięci jak ogórki kiszone w słoiku. Co z bagażami? Dobre pytanie, tylko że mój samochód nie zna na nie odpowiedzi.

Być może teraz już rozumiecie dlaczego, gdy jak przyjechaliśmy do zarezerwowanego domku z ogromną sympatią popatrzyłem na Skodę Yeti. Normalnie nie zwróciłbym na nią uwagi. Skoda jak Skoda. Ani to nowe, ani żaden klasyk, designem zalatującym trochę od sprzętu AGD również nie powala, ale ma coś czego zazdrościłem w tamtym momencie jej posiadaczowi. Praktyczności. Wysoki prześwit, dużo miejsca nad głową, relingi na dachu, szerokie lusterka i plastikowe nakładki chroniące przed odpryskującymi kamieniami. Do tego funkcjonalne wnętrze i całkiem przyzwoity bagażnik. Zero szpanu i lansu, który jak będziemy sam na sam z samochodem nigdy nam się nie przyda. A ponadto Yeti idealnie komponowało się w towarzystwie pobliskiego jeziora, domków i przyczep kempingowych. Przyznaje, że wtedy taka Skoda dla rodziny zaczęła mi się podobać.

Miałem wtedy wrażenie, że gdybym wsiadł wtedy za jej kierownice przestałyby obchodzić mnie parametry, na które obecnie zwracam uwagę. Kupując bezpieczny samochód dla rodziny, który mógłbym pojechać gdzieś dalej kierowałbym się zupełnie czymś innym niż to jakiego ma kopa przy jakich obrotach, a już na pewno olałbym to czy dobrze prowadzi się w zakrętach przy dużych prędkościach. Prawdopodobnie nie zwróciłbym też większej uwagi na silnik. Zawsze wybieram benzynowe, bo ich praca jest dużo milsza dla ucha i zapewniają lepsze osiągi, ale w aucie dla rodziny na dłuższe przejażdżki nie obraziłbym się również na ekonomicznego Diesla. To co wziąłbym pod uwagę to wszystkie dodatki, które mogą poprawić funkcjonalność mojego samochodu. Zrezygnowałbym ze skóry w środku na rzecz praktycznej i trwałej tapicerki, którą można łatwo uprać. Dopłaciłbym na plastikowe nakładki na nadkola i progi, aby zabezpieczyć je lepiej przed kamieniami, chciałbym wszystkie praktyczne schowki, uchwyty, stoliczki i inne małe duperele pasujące do rodzinnej Skody. Kupiłbym również hak. Na wszelki wypadek, gdyby w zimę trzeba było kogoś wyciągnąć z zaspy lub w lato zaholować jakąś przyczepkę z łódką. Miałbym się za takiego dobrego wujka z brodą, który zawsze wszystko ma, wszystko umi i każdemu pomoże :) A gdybym był góralem, zainwestowałbym dodatkowo w napęd na cztery koła. Jednak mieszkam na równinie, więc zrezygnowałbym z tej uciechy.

Skoda

Aby dać dowód na to, że jeszcze nie dziadzieje dodam, że myśli o praktycznych samochodach w mojej głowie pojawiają się bardzo rzadko. Mówiąc ściślej przypominają mi się jedynie dwa takie motoryzacyjne zbłądzenia. Teraz i dawano dawno temu jak śmigałem sobie przez tydzień Peugeotem 3008 HYbrid. W dalszym ciągu jestem za głupimi, niskimi i totalnie niepraktycznymi samochodami, chociaż taka Skoda gdzieś w garażu, daleko, nad jeziorkiem…