O Matko, ale nudny temat sobie na dzisiaj wybrałem. Nie wiek jak Wy, ale ja mam tak, że jak widzę gdzieś w tytule, albo w ogóle gdzieś gdziekolwiek zespół słów „jazda na suwak”, to mam odruch wymiotny. No w sensie, że zwróciłbym pokarm. Znaczy kuźwa no, jak Wam to inaczej powiedzieć. Rzygałbym. Dlatego też przygotowałem się do tego wpisu i jestem na czczo, a Wam proponuje zaopatrzyć się w jakąś miednicę przed dalszą lekturą jeśli macie podobne odruchy. Na wszelki wypadek.

Tak obrzydliwie nudzi mnie ten temat, ponieważ jest on wałkowany na każdym kroku. W internetach, w telewizji, w gazetach, przez księdza na ambonie, a pewnie nawet przez panie sklepowe w szkolnych sklepikach, ponieważ jak nie mogą nic sprzedawać to w ten sposób próbują zaciekawić młodzież. Ja nie mówię, że to źle, że gadają o tym tu i tam na okrągło, ale nudne to jest niesamowicie. Żeby lepiej Wam to zobrazować, to sytuacja wygląda następująco:
mem suwak suwak-demot

jazda_na_suwak_znak

A efekt tego jest w skrócie taki


Na tej podstawie uważam, że można mieć sporo wątpliwości co do tego, że wszyscy ludzie to homo sapiens.

Mi jednak nie dane jest tłumaczyć tym ludziom jak działa jazda na suwak, bo chyba jest to niewykonalne, natomiast chciałem skupić się teraz na wadach takiej jazdy. Albo, czy w ogóle jazda na suwak ma jakieś wady? Według wielu instruktorów nie ma

a przecież czymś muszą kierować się panowie szeryfowie blokujący dwa pasy. Na filmiku wyżej widać, że każdy jakoś tam koślawo, ale jednak argumentuje swoją decyzję. Nie wierzę w to, aby oni robili to bo tak. Coś nimi musi kierować.

Słyszałem kiedyś taką teorię, że przecież jazda na suwak nie może działać, ponieważ jakie to ma znaczenie na ilu pasach stoi się przed zwężeniem, skoro zwężenie jest określonej przepustowości i to ono decyduje o tym ile samochodów przejeżdża. Przecież jeśli mamy takie wąskie gardło o szerokości na jeden samochód, to jaka jest różnica, czy przed nim samochody stoją na jednym pasie, czy kurdę na dziesięciu? To tak jakby zlewać wodę z baniaka o określonej szerokości otworu. Jakie znaczenie ma wtedy sama szerokość baniaka? Żadne. Liczy się tylko szerokość otworu, a przez analogie można dorozumieć się tego, że nie ma znaczenia czy samochody stoją na jednym czy na dwóch pasach, skoro dalej czynny jest tylko jeden.

To złe myślenie i całkowicie błędna analogia. Czemu? A no żeby to zrozumieć to już trza się zanurzyć w odmęty fizyki tam skomplikowanej, co to jej nawet nauczyciele w szkole nie rozumio. Nawiązanie ruchu drogowego do wody wylewającej się z naczynia jest całkowicie błędne, ponieważ woda to tak zwany ośrodek ciągły, w którym jedna cząsteczka dotyka drugiej i jakoś tam na nią oddziałuje, a ruch uliczny to ośrodek nieciągły, czyli każda cząsteczka (w tym wypadku samochód) jedzie sobie jak chce. Chodzi więc o to, że zasady działania w jednej i drugiej sytuacji są od siebie całkowicie różne i nie ma co stawiać ich koło siebie. To tak jakby porównać wodospad, do robotnika, który szufluje łopatą węgiel. Niby i tu i tu ciało zmienia swoje położenie, ale zupełnie inaczej. Aby ta analogia była słuszna to pojazdy w korku musiałby być jakoś ze sobą połączone. I to nie wiotkim sznurkiem tylko jakąś sprężyną, albo nie wiem. Taśmą? Trytytką?

Różnica ta jest tym bardziej widoczna im bardziej zróżnicowani są kierowcy i ich pojazdy. Wiadomo, że Pan Janusz w Astrze LPG przyspieszy wolniej niż nastolatek wiozący dziewczynę w pożyczonym od ojca samochodzie. A jeszcze inaczej przyspieszy dbająca o właściwy makijaż kobieta, która dodatkowo pisze smsa do kilku facetów na raz i bardziej zależy jej na tym, aby nie pomylić kochanków niż na płynnej jeździe. A jeszcze zupełnie odmiennie rusza autobus lub ciężarówka. To wszystko powoduje, że dla dobra ogółu lepiej jest się wepchać przed taką osobę, która albo zaspała ruszenie, ale z przyczyn fizycznych nie może ruszyć szybciej niż my bo jedzie ciężarówką. Wpychając się wykorzystujemy tylko wolne miejsce, które inaczej byłoby niewykorzystane.

Drugim argumentem przemawiającym za jazdą na suwak jest cena gruntu w mieście. Jeśli ktoś jedzie i blokuje jeden pas jak kretyn, a przed nim jest kilkaset metrów niewykorzystanej przestrzeni, to znaczy, że wcześniej opłacony grunt nie zarabia na siebie. Nie po to ktoś buduje drogę żeby potem po niej nie jeździć. Często używamy tego argumentu jak widzimy rozkopaną od roku ulicę, którą urząd miasta blokuje myśląc, że nie ma strat. Straty są, bo nie można jechać. Tutaj jest identycznie, ale pretensje możemy mieć już tylko do samych siebie.

A jakie są inne argumenty za nie stosowaniem jazdy na suwak? Czy jest ktoś, kto nie ma z tego korzyści? Nie ma tak, że wszystkim to wychodzi na dobre. Dla tych, co stoją na pasie, który się nie kończy oczywistą stratą jest wpuszczanie tych drugich. Co oni zyskują wpuszczając? Chyba tylko samochód przed sobą. Dla nich najlepszą opcją by było, gdyby nikt z ich pasa nie wpuścił nikogo stojącego obok. W ten sposób zmniejsza się dla nich korek dokładnie o taką ilość samochodów, która wjedzie na sąsiedni pas i nikt ich nie wpuści. Te samochody są po prostu wyeliminowane z ruchu. Tak więc jeśli jesteś burakiem to nie wpuszczaj nikogo i módl się, aby nikt przed Tobą też tego nie zrobił. Wtedy dojedziesz szybciej :)