A jak, wojna kierowca-rowerzysta nadal trwa niczym konflikt na Ukrainie i nie wiadomo kiedy się skończy. I czy w ogóle się skończy. Jedni mają pretensje do drugich, ale z moich obserwacji wynika, że to właśnie rowerzyści mają większy ból dupy. I to nie od siodełka.

Napisałem już jakiś czas temu jeden wpis o jeździe na rowerze, w którym wyraźnie zaznaczyłem, że jazda na nim nie jest mi obca. Lubię to i czasami wybieram się na rowerze tu czy tam, więc mam doświadczenie jeśli mowa o tym jak zachowują się kierowcy samochodów. Co więcej takim kierowcą sam jestem, więc znam zagadnienie od obu stron. Taka to Ci dopiero historia.

Na rowerze jeżdżę już od dawna i w zasadzie od zawsze nie rozumiałem skąd bierze się w rowerzystach ten wkurw na kierowców samochodów. Z początku olałem temat myśląc, że to tylko takie plotki i prowincjonalne pieprzenie jak to, że warszawiak ze ślązakiem się nigdy nie dogada, co w rzeczywistości nie jest prawdą. Przy kielichu zawszę. Następnie jednak otarło mi się o uszy coś takiego jak „masa krytyczna”. Możecie wierzyć lub nie, ale z początku w ogóle nie skojarzyłem tego z rowerzystami! Dopiero musiałem wpisać sobie w google te frazę i wyskoczyło mi takie cóś.

Warszawska_Masa_Krytyczna_lipiec06(1)

Nawet definicja na Wiki jest. Byłem taki niedoinformowany, że aż głupio się przyznać. Teraz już na szczęście wiem co i jak, obeznałem się w pojęciach, ale nadal jednego nie ogarniam. O co im ku**a chodzi? Czy ta masa krytyczna to jest jakaś manifestacja przeciwko czemuś jak parada równości, czy może blokują ulice miast żeby sobie zbiorowe popedałować. Nie do końca rozumiem też wkurw rowerzystów na kierowców samochodów. Ja, gdy wychodzę przejechać się na rowerze nie zauważam przejawów agresji ze strony kierowców w stosunku do mnie jako rowerzysty. Po mojemu to traktują mnie tak jak powinni. Owszem, zdarza się, że ktoś zajedzie mi drogę lub wyprzedzi nie tak jak powinien, ale jak jadę samochodem, to również się to czasami zdarza. Prawdopodobnie bierze się to z tego jakie mamy oczekiwania względem kierowców. Podejrzewam, że większość rowerzystów, którzy nie mają nawet prawka, albo jest ono gdzieś głęboko zakitrane w szufladzie uważa, że kierowca widząc rowerzystę powinien zwolnić do jego prędkości i wlec się za nim tak długo aż rozejdą im się drogi. No w ostateczności jeśli w zasięgu wzroku nie będzie żadnych pojazdów to samochód może wyprzedzić rower zachowując bezpieczną odległość równą rozpiętości skrzydeł Dreamlinera. Przecież na drodze wszyscy są sobie równi, a rowerzysta w świetle prawa to taki sam user drogi jak samochód. I to jest właśnie ten problem. Ja wsiadając na rower wiem, że jestem tym gorszym i uważam, że nie ma w tym nic złego i nie ma się czego wstydzić, żadna hańba. Przecież to chyba gołym okiem widać, że ja jako rowerzysta jestem wolniejszy i gorzej przyspieszam niż nawet najwolniejszy samochód na drodze. Właśnie dlatego jestem gorszy, jestem zawalidrogą i inni chcą mnie wyprzedzić żeby jechać szybciej skoro mają takie możliwości. Chyba to nie jest nic dziwnego. Jednak jak się okazuje dla wielu osób pewnie bredzę jak potłuczony. Mnie w odróżnieniu od innych nie przeszkadza jak auto wyprzedza mnie na podwójnej ciągłej jeśli ja jadę te 30 km/h i zajmuje 1/4 pasa. To chyba normalne, że trzeba takiego delikwenta wyprzedzić. A to, że po ciągłej nie wolno to już nie jest wina ani rowerzystów, ani kierowców tylko jakiegoś typa w garniaku z ministerstwa. Powiem nawet więcej. Ten przepis wyraźnie wpływa na niekorzyść rowerzystów, ponieważ podwójna ciągła nie oznacza zakazu wyprzedzania, tylko po prostu nie wolno na nią najechać. Rezultat jest tego taki, że jak ktoś mocno tego przestrzega to zmieści się miedzy ciągłą, a rowerzystą, ale będzie to mniej bezpieczne dla rowerzysty niż jakby samochód połową swojej szerokości wyjechał na sąsiedni pas.

Dzieje się tak z uwagi na dużą ilość przepisów i rosnącą liczbę przywilejów dla rowerzystów. Zwłaszcza tych najgłupszych. A z przepisami i przywilejami jest już tak, że jak zostaną komuś przydzielone i nawet byłyby one najgłupsze na świecie i zupełnie nielogiczne, to znajdzie się jakiś konfident, który będzie chciał je egzekwować. Jeśli byłby przepis, że rowerzystę można wyprzedzać mimo podwójnej ciągłej to myślę, że żadnemu by to zbytnio nie przeszkadzało. Natomiast gdy jest jak jest, to prędzej czy później znajdzie się właśnie taki konfident, który choćby na złość nagra jak wyprzedza go kierowca najeżdżając na ciągłą i uprzejmie doniesie gdzie trzeba. Oczywiście pewne jest też to, że swoim zachowaniem pociągnie za sobą następne osoby. Dawniej było tak, że rowerem można było jeździć i po ulicy i po chodniku. Nikomu to nie przeszkadzało. A teraz spróbuj wjechać rowerem na chodnik. Zaraz znajdzie się jakiś uprzejmy pieszy, który z niepohamowanej miłości do bliźniego swego doniesie, że tak nie wolno choć jemu to nie przeszkadza. Jadąc ścieżką rowerową nie puścisz pieszego i czeka Cię to samo. Podobnie jest zresztą z pieszymi. Dawniej nie wchodziło się pod koła samochodu, aby nie ucierpieć na zdrowiu. Teraz został sformułowany odpowiedni przepis pozwalający na to i nie trzeba było długo czekać na kilku poprawnych i ułożonych furiatów, którzy pociągnęli za sobą resztę chcących egzekwować niekorzystny dla siebie samych przepis.

Niedawno będąc w bloku czekając na windę zacząłem czytać z nudów regulamin wywieszony na ścianie i rzucił mi się w oczy jeden punkt. Chodziło w nim o to, że głośnych napraw (no ogólnie o hałasowanie chodzi) można dokonywać tylko w godzinach 10-18. Pierwsze co przyszło mi do głowy to konfident-donosiciel, który tylko czeka z zegarkiem w ręku o 18.01 aż sąsiad ponownie uruchomi wiertarkę. Zapewniam, że takich ludzi nie brakuje. I niestety nie da się ich zlikwidować. Można zrobić za to coś innego. Zlikwidować podstawę prawną na mocy, której mogliby donosić. Przecież gdyby tego przepisu w ogóle nie było Pan Konfident nie miałby jak skarżyć. Mógłby za to pójść do tego sąsiada z browarem i pogadać jak facet z facetem, aby ten odłożył już tę wiertarkę czy tam młot i usiadł sobie przed telewizorem. I co ciekawsze mógłby to zrobić o dowolnej porze. Nawet o 16 jeśli miałby ku temu powody. Natomiast w chwili obecnej gdyby tamten miał rzeczywiście istotny powód i poprosił sąsiada o ciszę to prawdopodobnie uzyskałby odpowiedź, że jeszcze dwie godziny wolno mu napie***lać i gówno mu zrobią. Do tego właśnie prowadzą przepisy. Do braku zrozumienia drugiego człowieka oraz do dowodzenia swojej tezy na mocny choćby najgłupszego przepisu.

Dlatego wracając do rowerzystów wydaje mi się, że nadawanie im kolejnych przywilejów i przepisów z nimi związanych tylko zaostrzy sytuację między nimi a kierowcami. Ja nie korzystam z tych przywilejów, wsiadam na rower i jadę tak żeby minimalnie utrudnić ruch innym i nie czuję niczyjej złośliwości. Jako rowerzysta nie domagam się już żadnych praw, ani przywilejów.