Targi we Frankfurcie się skończyły, o nowych premierach ani widu, ani słychu, no nie ma o czym pisać. Na szczęście z pomocą przychodzi Volkswagen. Nie spodziewałem się po nich takiego show, bo jest to marka powiedzmy mało przebojowa, a tu proszę. Cicha woda brzegi rwie. Nawet w popularnych i jedynych właściwych mediach wspominają o Volkswagenowskich Dieslach.

Zaczęło się od tego, że w Ameryce ktoś z agencji dbającej o nasze środowisko zauważył, że Diesle od Volkswagena, a konkretnie motor 2.0 TDI kopci więcej niż ustawa przewiduje. A wszystko to za sprawą cwaniackiego oprogramowania od VW, które podobno samo wykrywa kiedy jest test, a kiedy nie. I wtedy gdy go wykryje, przełącza się coś tam w komputerku i z rury wydechowej zamiast tlenków azotów wydostają się zielone liście i banany. Oczywiście tylko te zatwierdzone banany. Następnie jednak gdy przychodziło co do czego, czyli samochód kończył test i szedł pojeździć wszystko się zmieniało i te zatwierdzone banany, o których wspominałem zamieniały się na takie, które według pewnych organizacji są beee.

No i oczywiście wielka afera, wszyscy dyrektorzy, szefowie, prezesowie i inni führerzy z Volkswagena zamieszani lub nie w aferę bananową polecieli ze stołka. I ja to rozumiem. Czasami jest tak, że nie da się zrobić odpowiedniego filtra i palcem pokazać: ty wylatujesz, bo jesteś umoczony, a ty chciałeś dobrze, ale nie wyszło, więc pozwolimy ci zostać. Nie ma tak. Jak jest duża afera to wszyscy choćby potencjalnie powiązani ze sprawą muszą odejść. Z tą jednak różnicą, że jednym się podziękuje i sami zejdą ze stanowiska bo zrozumieją o co biega, a innych trzeba będzie siłą wywalić.

Zrozumiałe jest dla mnie też to, że jakaś tam organizacja rządowa lub nie dosrała Volkswagenowi karę. Ba, i to jaką! Podobno z portfela mają wywalić na stół aż 18 miliardów dolców. Dla porównania podam, że Volkswagen w ciągu roku zarabia trochę ponad 12 miliardów, więc kara jest wręcz zajebiście wysoka. Tak jak byście mięli oddać komuś hajs za około piętnaście waszych wypłat. Ale to też rozumiem. Zawsze oszuści i kapusie muszą dostać po dupie. Tego się nigdy nie tolerowało. Jednak nie rozumiem tego, że oprócz tej kary VW ma wycofać z obiegu samochody powiązane z tą sprawą, a jest ich prawie pół miliona. No załóżmy nawet, że stać ich na to i wycofają te auta. I co dalej? Nagle będzie lepiej na naszej planecie? Jeśli karzą zezłomować te auta to niby to jest ochrona planety? Nie wierze żeby te silniki były aż tak szkodliwe, że lepiej jest wycofać auto z obiegu, nie wiadomo co z nim zrobić i wyprodukować w te miejsce nowy samochód spełniający już jakąś tam głupią normę.

Mercedes Electric drive

Idziemy dalej. Ale tylko o krok i to też wcale nie takie duży. Podobno Mercedes wpadł na pomysł, aby totalnie zrezygnować z silników Diesla i zastąpić je elektrykami i uwaga… hybrydami. Czujecie jak to blisko leży obok tego co pisałem wyżej? Hmmm, ciekawe kto mógł podpier****ć VW. A nie, czekajcie. Koniec z teoriami. Przecież napisałem, że organizacja dbająca o naszą planetę. Wątpliwości rozwiane.

A tak na marginesie, to ktoś musi mieć na pieńku z tymi Dieslami. Pamiętam jak jakieś może z pół roku temu chodziła informacja, że we Francji ma być zakaz produkowania tych silników, albo jakieś mega podatki na to, coś takiego. Teraz ktoś podrzucił Volkswagenowi kłodę pod nogi odnośnie silników na ropę, a Merol grzecznie mówi, że sam z nich zrezygnuje. I co będzie robił w zamian? Hybrydy. Coś co nie ma sensu już od podstaw. Dlaczego? Bo nie ma czegoś takiego jak perpetuum mobile. Każdemu przeniesieniu energii towarzyszą pewne straty. Jeśli mamy energię w paliwie to nielogiczne jest przetwarzanie jej na jakąś inną energię, a dopiero ją przenosić na koła licząc, że będzie jej choć trochę więcej niż było na początku. Gdyby tak było, to musiałoby gdzieś w tym całym łańcuchu przenoszenia energii istnieć jakieś konkretne miejsce multiplikujące ją. Podobnie rzecz się miała w przekładni Żbikowskiego, której nadludzkie działanie zdaje się obaliłem. A jeśli ktoś wątpi w słuszność tego co napisałem, to niech zrobi taką przekładnie i połączy w dowolny sposób wejście mechanizmu z wyjściem. Jeśli rzeczywiście multiplikacja energii byłaby możliwa to taki mechanizm chodziłby w nieskończoność, a nawet by przyspieszał. Z hybrydami jest identycznie. Jeśli ktoś myśli, że to działa to niech podłączy silnik spalinowy do elektrycznego (jak jest obecnie w hybrydach), a potem znowu ten elektryczny do spalinowego :) Teoretycznie sposób na darmową i nieograniczoną energię. Wniosek jest tego taki, że jeśli już mamy energię w jakiejś postaci to możliwie szybko wysyłamy ją na koła, z możliwie małą ilością przetworników, tak aby straty były minimalne.

2011_Rolls-Royce_102EX_Concept_02

Rolls-Royce kombinuje żeby zrobić samochód na prąd. No i co z tego? Chyba każdy nad tym kombinuje w chwili obecnej. Tak, ale o ile inni producenci jak Nissan lub Renault mogą pozwolić sobie na samochód bez wielu wygód z uwagi na oszczędność energii w elektryku, o tyle Rolls już jakby mniej. W zwykłym elektryku jest problem ze wspomaganiem kierownicy, hamulców nie mówiąc już o klimie lub nagrzewaniu. Te wszystkie dobrodziejstwa znacznie skracają zasięg. A w Rolls-Royce chyba nikt nie zrezygnowałby z kilku uciech, dodatkowych ekranów, dobrego audio i całej masy elektrycznych dodatków, dlatego jeśli Rolls myśli o elektryku na poważnie, to musi porządnie wziąć się do roboty.