Wam to się pewnie wydaje, że to niezła fucha testować alkomaty. Można się napić, a wręcz trzeba, potem wystarczy dmuchnąć i po sprawie. Tak? Łojezu, ale ja bym chciał żeby tak było. Jak ja bym kurde chciał.

Prawda jest taka, że owszem napić to się trzeba i to najlepiej nie mało, ale potem oprócz dmuchania należy zapisać wszystkie pomiary. Nic trudnego? Na trzeźwo to może rzeczywiście prosta sprawa, ale jak już się przystąpi do testu, to sytuacja nieoczekiwanie nagle się komplikuje. Nie ułatwiają też producenci, którzy zamiast nazwać te alkomaty jakoś po ludzku wymyślili sobie nazwy typu DA-7000, AL-7000, AL-9000 i PRO X-5. Założę się o pół litra, że w trakcie testu szybko popieprzyłoby się Wam, który jest który, dlatego nadałem im nazwy zastępcze.

alkomaty2

Alkomaty

Zacznę z grubej rury, czyli od najdroższego alkomatu z sensorem elektrochemicznym Promiler AL-9000, którego roboczo nazwałem Niebieski. Bo jest niebieski. Kosztuje około złotych, czyli jakieś 260 piw z biedry. Jego niewątpliwą zaletą jest to, że producent dołącza do niego fajną walizeczkę, w której oprócz alkomatu i kilku ustników znajdzie się miejsce również na małpkę.

alkomaty3

Drugi niech będzie Promiler AL-7000, którego nazwałem Srebrny, bo jest srebrny. Wygląda tak samo jak Niebieski z tym, że nie jest niebieski, tylko srebrny. Jest też sporo tańszy, bo kosztuje około 240 złotych (96 piw) i ma sensor półprzewodnikowy, a nie elektrochemiczny. Tutaj niestety nie mamy żadnej walizki.

Kolejny alkomat to Alcofind PRO X-5, na którego mówiłem Czarny, bo jest koloru czarnego. Czarny jest już z innej parafii niż Niebieski i Srebrny, więc różnica jest nie tylko w kolorze. Ma sensor elektrochemiczny i kosztuje około 350 złotych, co daje nam ze 140 browarów.

I ostatni to Alcofind DA-7000 pseudo Wygięty. Tutaj jak widzicie musiałem złamać regułę w nazewnictwie z uwagi na to, że ten ma aż dwa kolory i jeszcze by się komuś pochrzaniło. W Wygiętym producent dał sensor półprzewodnikowy i życzy sobie za niego około 200 złotych (80 piwerek), więc zdecydowanie najmniej z całej stawki.

Sensor półprzewodnikowy, a elektrochemiczny

Nie będę wnikał w zasadę działania jednego i drugiego, bo sam jej do końca nie ogarniam, ale powiem jaka jest różnica z punktu widzenia użytkownika. Z tego co zauważyłem, to sensor półprzewodnikowy jest dużo bardziej podatny i możemy go łatwiej oszukać. Wystarczy umyć zęby, zjeść cukierka lub żuć gumę. Wtedy alkomat z takim sensorem po prostu głupieje i pokazuje dowolne wyniki. Niekoniecznie niższe. Mi raz pokazał dwa razy wyższy niż powinien. Natomiast w przypadku alkomatów elektrochemicznych nie ma takich problemów. Możemy żuć, palić, jeść alkomat pokaże nam prawidłowy wynik. Jedynie trzeba pamiętać żeby nie dmuchać zaraz po kolejce. Należy odczekać 15 minut. Stąd takie różnice w cenie alkomatów w zależności od sensora.

Test

Możecie sobie mówić o mnie co chcecie, ale do testu podszedłem profesjonalnie. Nie na sucho rzecz jasna. Wybrałem reprezentatywną grupę osób, reprezentatywne alkohole i… To już zostawię dla siebie, ale pokaże Wam wyniki

alkomaty4

Jak widać są pewne różnice i to nie tylko w cenie. Wygięty czasami pokazywał tyle co reszta, a czasami trochę mniej. Albo więcej. Co ciekawe gdy Niebieski pokazał mi 0,22 promila (nie mogę prowadzić), to Wygięty i Srebrny zgodnie uznali, że jestem całkowicie trzeźwy i mam 0,0. Czarny był po środku i wskazał 0,17 (też mogę prowadzić). Z kolei w innym przypadku, gdy u jednego z badanych Niebieski pokazał 0,49 promila, to Srebrny wskazał 0,44, Czarny 0,49 i Wygięty 0,47, czyli wszystkie prawie to samo.

Ekspert radzi

Po tym całym teście mogę Wam poradzić, że jeśli jesteście na jakiejś zakrapianej imprezie, chcecie wrócić samochodem i macie jakiś alkomat pod ręką, to ile by on nie kosztował przebadajcie się nim kilka razy. Jak widzicie, to nie jest tak, że każde urządzenie wskazuje to samo. Czyli jak wydmuchacie 0,19 promila na swoim alkomacie to nie znaczy, że urządzenie policyjne nie wskaże Wam 0,25 promila. Proponowałbym zrobić ze trzy pomiary w kilkunastominutowych odstępach i wyciągnąć jakąś średnią, medianę, odchylenie standardowe, dominantę lub co tam jeszcze umiecie, aby po prostu poczuć się pewniej. Odradzałbym też wsiadanie za kółko mając powyżej 0,15 promila z uwagi na błędy pomiaru.

W sprawie alkomatów półprzewodnikowych (tych tańszych) dodam, że nie są one złe, ale należy się lepiej przygotować do pomiaru. Najlepiej przed pomiarem zakończyć nie tylko picie alkoholu, ale i jedzenie, żucie gumy. Około 20 minut przed pomiarem. Wtedy jeśli alkomat kosztował ponad 80 piw, to raczej pokazał wynik bliski prawdy.

Ciekawostka

Jak w każdym uznanym poradniku musi być choć jeden akapit poświęcony ciekawostkom. A więc jest. Dotyczy on czegoś mało ciekawego, bo piwa bezalkoholowego. Już od dawna zastanawiałem się ile takich pseudopiw można wypić żeby móc prowadzić, bo jeśli bliżej przyjrzyjmy się butelce to one nie są tak do końca bezalkoholowe. Mają coś koło pół procenta, a na butelce czasami ostrzegają żeby tego też zbyt dużo nie pić przed jazdą, aby się broń Boże nie nawalić. I co? I nico właśnie. Po wypiciu kilku takich żaden alkomat nic nie wskazał. Znaczy w sensie, że wszystkie wskazały, że nic nie wykazują. No kuźwa, każdy 0,0 pokazał, rozumiemy się? Czyli możecie tego wlewać w siebie ile chcecie i jesteście czyści jak Wałęsa w szkolnych podręcznikach.

A na koniec mały test wideo.
Alkohol jest? Jest.
Alkomaty są? Są.
Siatka żulówka jest? Jest.
Puenta jest? Nie.