Początkowo miałem o tym w ogóle nie pisać, bo uznałem że temat jest głupi. Dobra, nadal tak uważam, ale cały ten show przeobraził się w coś tak potwornie durnego, że wypada napisać parę słów.

Stosunek do tego mam taki

Domyślam się, że Niemcy mogą mieć trochę inne podejście, ale nie zmienia to faktu, że cała ta afera jest o kant dupy potłuc, a najgorsze jest to, że jej skutki odczują również zwykli kierowcy. Winny temu nie jest ani Volkswagen, ani ta cała afera, a już najmniej silniki Diesla. Odpowiedzialne są za to osoby, które myślą, że to co się działo w ostatnich dniach to coś poważnego. Coś co zapisze się w kartach motoryzacji i będą o tym uczyć w szkołach. Winę ponoszą ludzie, którzy myślą, że Volkswagen chciał nas zatruć.

Nie chciał. Postąpił nie fair, ale nie chciał nam nic zrobić. Należy mu się solidny kopniak, bo oszukiwał, a nikt tego nie lubi. Natomiast poza aspektem moralnym jakim jest oszustwo ta sprawa jest błaha. Bo co się tak na prawdę stało? Volkswagen oszukał oszukany test, który już sam w sobie jest głupotą. Przecież chyba nikt nie bierze na serio tych testów i nie myśli, że ich nawiązanie do rzeczywistości jest większe niż trzeciej części opowieści o Jedi. Zatem to farsa. Oszukali więc coś co jest fałszywe.

Jeśli jednak chcemy wymierzyć kopniaka Volkswagenowi należy to samo zrobić osobom odpowiedzialnym za laboratoryjne testy. Przecież oni też oszukują. Wymyślają test, który coś tam sprawdza, ale nijak ma się to do rzeczywistości. Nic więc dziwnego, że nikt nie bierze ich poważnie. Po co w tym uczestniczyć? Volkswagen wypisał się z tej głupoty jak dziecko z korektywy w przedszkolu. Szkoda jedynie, że nikomu o tym nie powiedział. Czyli jakby poszedł na wagary, albo schował się w kiblu.

Rozumiem, że teraz Volkswagen musi ponieść karę, że wywalili kilku prezesów i takie tam zagrywki pod publiczkę jednak nie rozumiem kilku następstw tej sztucznej afery. Po pierwsze tego, że oprócz kary finansowej producent musi wycofać te auta z obiegu. I co to zmieni? Ja jeżdżę 16 letnim samochodem, który z pewnością wyrzuca z rury wydechowej więcej syfu niż te 2.0 TDI, a mimo to jeżdżę legalnie. Wycofanie tych aut jest idiotyczną zagrywką jakiegoś bałwana, który topnieje przez globalne ocieplenie w jego głowie.

Jednak prawdziwy paraliż umysłowy odwiedził w ostatnim tygodniu władze Szwajcarii i Włoch. Stwierdzili, że najlepiej zadbają o swoich obywateli zakazując Volkswagenowi sprzedawać samochodów z silnikami Diesla, które nie przeszły idiotycznego testu. Tu już nie chodzi o Volkswagena, że na tym straci. Mam go w dupie. Mogli nie czitować. Dużo większym problemem jest ograniczenie własnego rynku odbierając swobodę kupna dowolnego samochodu swoim obywatelom. Tutaj znowu można przytoczyć paradoksalny przykład. Mogę pojechać do Szwajcarii lub Włoch swoim samochodem, następnie ożenić go handlarzowi, który popchnie towar dalej, a zabroniona jest dużo nowocześniejsza konstrukcja Volkswagena. Tracą na tym głównie zwykli ludzie, którzy chcą kupić samochód, a teraz mają znacznie mniejszy wybór ponieważ grupa Volkswagena ma znaczne udziały na rynku motoryzacyjnym. W zasadzie ciężko podjąć głupszą decyzję.

Wróćmy do początku. Volkswagen oszukał test, który nie sprawdza emisji szkodliwych gazów w warunkach drogowych tylko laboratoryjnych. Konsekwencją tego czynu jest wycofanie z obiegu aut, które w laboratorium emitują za dużo tlenków azotu oraz uszczuplenie rynku w Szwajcarii i Włoszech. To nie jest kara dla Volkswagena. To jest ograniczenie praw kupujących.

Druga sprawa. Często jest tak, że wykopując jakąś pierdołę zasypujemy coś istotnego, tak aby inni nie zwrócili na to uwagi, a zajęli się wykopanym bzdetem. Dokładnie w tym samym czasie koncern Fiat Chrysler Automobiles prawdopodobnie zafałszował statystyki śmiertelności oraz urazów poniesionych w swoich samochodach. I o tym praktycznie cisza. Ważniejsze jest to, że Volkswagen śmiał oszukać tak istotny dla naszego życia test, który ciężko jest nawet interpretować. Wywnioskować można z tego, że życie ludzkie jest mniej ważne niż norma.