Nie wiem jak to jest z Wami (bo to ja zawsze gadam, piszę, wstawiam coś na bookface, a Wy w większości tylko siedzicie sobie wygodnie na fotelu obrotowym przed biurkiem i czytacie moją prozę), ale cenie sobie to co polskie. Nawet ostatnio mogliście u mnie wygrać w konkursie wycieraczki pochodzące właśnie od polskiego producenta.

Tak czy siak, dawniej jak byłem dzieckiem nie przywiązywałem takiej uwagi do narodowości pewnych rzeczy. Było mi wszystko jedno, czy dajmy na to długopis który gryzę z nudów na lekcji historii z babką, która ma zeza rozbieżnego to jest produkcji francuskiej, chińskiej czy może pochodzi z dawnych czasów i gdzieś na jego boku znajduje się wyryte ZSRR i dla dekoracji kilka narzędzi robotniczych oraz gwiazdek. Grunt aby pisał, reszta się nie liczy.

Taka obojętność pewnie była spowodowana tym, że po prostu polski produkt to niezwykła rzadkość. Raryrasik znaczy się. Czyli nawet jakbym chciał to i tak bym nie miał czegoś polskiego. A specjalnie też nie chciałem, bo żeby chcieć to musiałbym chociaż wiedzieć, że coś takiego istnieje. Kółko się zmyka.

No i dobra, ale co to ma się do motoryzacji, samochodów i spotów pod Lidlem ze skąpo ubranymi hostessami? Z tym ostatnim to niestety nie wiele, ale chciałem tak delikatnie nawiązać do rodzimej motoryzacji. Sami wiecie jak to wygląda. Za komuny mięliśmy jeszcze FSO, które było w stanie poskładać kilka polskich samochodów na zagranicznych licencjach, ale pojazdy te były lekko mówiąc mało konkurencyjne z zachodnimi i po jakimś czasie cała fabryka poszła psu w du*ę. Obecnie polski przemysł motoryzacyjny jakiś jest, ale bardzo ograniczony. Znaczy jeśli wpiszecie w google, to znajdziecie kilka firm robiących podzespoły, ale wśród tych marek mało będzie takich, które są od początku do końca polskie. Albo chociaż są oddziałem większego producenta, ale zajmują się czymś więcej jak dystrybucją.

Taka sytuacja doprowadziła do tego, że chyba jeszcze nigdy w życiu nie usłyszałem od kupującego samochód, że zdecydował się na ten konkretny model, bo właśnie w tym są jakieś polskie części. Teraz przebierając w ofertach producentów samochodowych robimy to w większości bezuczuciowo (pomijam fanbojów jakichś tam marek, bo oni w większości zaspakajają rynek wtórny jeżdżąc wypierdzianymi bawarkami, Civicami na glebie lub Golfami z systemem car audio z ustawionym na stałe equalizerem na umcy umcy). Nasze serducho schowane gdzieś pod chińskim podkoszulkiem nie bije mocniej do auta z naszej ziemi, bo go po prostu nie znajdzie, a dla większości klientów jest obojętne czy kupią Peugeota czy Forda.

Niemalże całkowicie odpada też sentyment związany z tym, że kupujemy samochód danej marki tylko dlatego, że szwagier tam pracuje. Albo kolega. Lub kolega szwagra, czy też szwagier kolegi. Dlatego przy obecnej, niezbyt dobrej dla nas pozycji w świecie śmierdzących smarem nakrętek i powyginanych kluczy płaskich powinniśmy cieszyć się ze wszystkiego co nasze. Choćby z najmniejszych rzeczy jak jakieś łożyska, wentyle lub skręcane kołpaki.

A teraz przyszedł nam kolejny powód do dumy. Tomasz Ossoliński zaprojektował wnętrze do Skody Superb.

 

A to już rzecz nie byle jaka. Wyobraźcie sobie, że to Was ktoś prosi o taki projekt. Gdyby mnie ktoś to zlecił to poczułbym niesamowitą dumę, ale miałbym też duży problem, bo prawdopodobnie jedyne co udałoby mi się zaprojektować to kształt kierownicy. Nie mniej jednak według mnie to ważna rzecz, że ktoś z Polski wziął się za ten projekt. Jest to jedna z niewielu rzeczy polskiego pochodzenia w obecnej motoryzacji. Wiem, że to nie projekt całego samochodu, jego podwozia lub napędu, ale wnętrze to też dużo. Osobiście do kabiny przekładam dużą wagę, bo to z niej najbardziej korzystam. A więc Skoda z polskim wnętrzem to już coś.

Druga sprawa to taka, że cholernie imponują mi osoby, co umieją zrobić coś manualnie. Wziąć kartkę, namazać na niej kredkami bambino coś takiego

Skan-5

Następnie zrobisz fiku miku, szacher macher i wychodzi takie coś

picture5

Czyli zupełnie przyzwoity fotel. POLSKI FOTEL. Kurde, ale się tym jaram. Tym, że tam jest wreszcie coś naszego. Takiego zupełnie naszego. Nie jesteśmy żadnym podwykonawcą, nie robimy tego na czyjejś licencji tylko to oni zgłosili się do Polaka, dali mi kredki i powiedzieli, aby narysował.

Z mojego punktu widzenia, całkiem interesujący wydaje się też być proces powstawania takiego fotela lub całego wnętrza. Już nie raz widziałem tego typu rysunki patentowe, czy wstępne szkice i zawsze zastanawiałem się jak z takiego bazgroła może wyjść coś na tyle ciekawego, że ludzie będą chcieli to kupić. Przecież ten szkic wygląda tak, jakby zrobił go odurzony miętą sześciolatek w zerówce pierwszej klasie podstawówki. To tak jak ja powiedziałbym, że „asrgfbhg sdrgase fdsthhya aerf” to fragment mojego szkicu do następnego wpisu (nawiasem mówiąc to jeśli o mnie chodzi to jest to nawet całkiem prawdopodobne).

Nieważne, to nie pierwszy raz gdy nie rozumiem artysty, ale mega kręci mnie fakt, że Polak kreślił wnętrze do Superba.