Co ja Wam poradzę, że lubię takie dziwolągi. Ciągnie mnie do nich bardziej niż do sportowych bryk widniejących na Waszych monitorach i luksusowych limuzyn, których wypierają się nasi posłowie w zeznaniach majątkowych.

fanpage1

Założę się, że nikt z Was wcześniej nie jeździł czymś co ma trzy koła, z czego jeszcze dwa są z przodu, więc zasiądźcie wygodnie w fotelach, otwórzcie piwo i przeczytajcie opinię kogoś kto jeździł na czymś takim, czyli się zna. Znaczy mnie.

Chodzi się trochę po mieście, więc wiem co i jak, mianowicie zauważyłem, że dla wielu osób niezrozumiała jest konstrukcja Tricity. Nie chodzi już nawet o to, że ma trzy koła, tylko o fakt, że aż dwie trzecie wszystkich kół (czyli 2, słownie: dwa) zamontowane zostały z przodu, przez co skuter wygląda trochę jakby narodził się w miejscu, gdzie wariują czujniki Geigera. Większość tych ludzi mówi, że trzy koła są spoko, ale dwa muszą być z tyłu! A tak jak jest teraz to bez sensu, bo kto to słyszał, aby jedno koło napędzało dwa. Chyba lepiej jakby dwa napędzały jedno, nie?

A no właśnie okazuje się, że nie. Pozwólcie, że jako osoba doświadczona w jeździe trzykołowcem wyjaśnię Wam co nieco. Tylko odłóżcie te piwerka, gdzieś bezpiecznie, aby nie rozlać. Mianowicie rozchodzi się o to, że jakby zamontować te dwa koła z tyłu i chcieć je napędzać, to miedzy tymi kołami trzeba by zamontować jakiś mechanizm różnicowy. I półosie. I przeguby. A na to wszystko raz, że po prostu nie ma miejsca, bo koła są tak blisko siebie, jak fotel blisko kierownicy w aucie przeciętnego emeryta, a dwa, montaż tych wszystkich elementów byłby tak drogi jak kredyt we frankach. Więc jedyną opcją, aby uszczęśliwić osoby, które wolałyby mieć dwa koła z tyłu to napędzanie koła przedniego hyhy. To by była dopiero jazda, skuter w FWD.

_DSC4778p

Mam nadzieję, że wyjaśniłem się jasno, więc lecę dalej. Kolejnej części osób (przyznaje, że zanim się przejechałem, to sam zaliczałem się do tej grupy), przy których lansowałem się jeżdżąc Tricity wydawało się, że skoro skuter ma trzy koła, to będzie sam stał. Bez podnóżka i stópki. Nie jest tak. Skuter niepodparty poleci jak grecka gospodarka, a o to dlaczego

SONY DSC

I tutaj znowu (pomimo wrodzonej skromności) zmuszony jestem pochwalić się moją wiedzą i doświadczeniem nabytym w niespełna tydzień. Otóż widelec, do którego mocowane są koła nie jest zrobiony na sztywno, tylko opiera się na przegubach, wiec nie ma mowy, aby podczas jazdy te koła podpierały nas. Taka ciekawostka.

Więc po jaką cholerę one tam są? Po raz kolejny z pomocą przychodzi moje doświadczenie i obeznanie, które stanowi istotny punkt w moim CV. Zanim się karnąłem byłem tak zielony jak przeciętny wyborca w miniony weekend i na chłopski rozum wychodziło mi, że te dwa koła służą po to, aby szybciej naginać w zakręcie i pochylać się na boczek tak kozacko jak robią to przebrani za power rangers zawodnicy MotoGP. Jednak to też nie. Znaczy, może do tego też się nada taki skuter, ale jednak w tym momencie moje doświadczenie nie jest aż takie duże, abym umiał to samodzielnie zweryfikować. Udało mi się jednak obczaić, że taki wymyślny dwukołowy zawias świetnie spisuje się na dołach. Działa to tak, że jedno koło wpada w dół, a drugie automatycznie idzie do góry (jak przy zależnym zawiasie w samochodzie), a mocowanie ramy skutera jest między kołami, czyli w punkcie, który się nie porusza góra dół. Coś jak w huśtawce. Gdy jedna część idzie do góry, to druga idzie do dołu, a środek cały czas jest w tym samym miejscu. I to właśnie do tego środka przymocowana jest buda.

_DSC4780p

Gdyby ktoś trzeźwy mi to opowiedział i na końcu stwierdził, że takie rozwiązanie działa w praktyce wyciągnąłbym do niego pomocną dłoń i pomógł szukać specjalisty. To brzmi czysto teoretycznie i istnieje duże prawdopodobieństwo, że w rzeczywistości będzie równie pewne jak prognoza pogody.

A jednak coś w tym jest. Miejscami nawet więcej niż przypuszczałbym. Na przykład gdy raz chciałem dla próby zjechać tym żelastwem z krawężnika, to układ zadziałał wręcz podręcznikowo i jeśli chodzi o przód, to prawie w ogóle nie poczułem wstrząsu. Odczułem tylko zmianę wysokości i to wszystko. Muszę Wam powiedzieć, że jest to nieco zaskakujące uczucie. Podświadomie głowa nastawia się na rąbnięcie koła o asfalt, a tu mięciutko i płynnie. Takie trochę oszukanie własnych odruchów. Niezła zabawa. Złapałem się nawet na tym, że jak jechałem po nierównościach to specjalnie wjeżdżałem w największe doły, aby poczuć, że nic nie czuć. Oprócz krawężników Yamaha Tricity świetnie sprawdza się na takich osiedlowych, wiejskich dojazdówkach co ludzie na nie wywalają gruz i stare obuwie, a na koniec przysypują ziemią z castoramy po czym rosną na tym dzikie kępki trawy. W takim środowisku dwa koła sprawują się idealnie.

_DSC4799p

Trochę gorzej sprawa wygląda jak jedziemy trochę szybciej, czyli ponad te 30-40 km/h po dziurawej asfaltowej drodze. Wtedy do tamtej przytoczonej przeze mnie jako eksperta teorii wkradają się zakłócenia i układ nie radzi sobie już tak fajnie jak przy mniejszych prędkościach. Czyli drgania i wstrząsy tak czy siak przenoszą się i nie mamy już tego uczucia „odizolowania” od nierówności. Nadal jest trochę lepiej niż w standardowym dwukołowcu, ale to już nie to samo o czym mówi teoria, więc niestety znowu lajf is brutal.

A na koniec zostawiam Was z krótkim filmem z testem Yamahy Tricity.

Pe eS. Spiker zaczyna gadać dopiero po jakiejś minucie, więc musicie uzbroić się w cierpliwość.

#doświadczenie