Udało się! Nie zaspałem, a wziąłem się w garść, więc moja relacja ze spotkania z Benem Collinsem w Empiku jest chyba najpierwsza w internetach. No, nie liczę oczywiście tych z onetu czy wirtualnej, bo oni mają gotowe relacje jeszcze przed wydarzeniem.

Od razu zaznaczam, że jest to RELACJA z całego wydarzenia, które miało miejsce w Empiku w wawie, a nie cytowanie tego co ex-Stig mówił. Albo tego o co go pytano, bo ja nie jestem jakimś motopudelkiem tylko porządnym, szanującym się blogerem piszącym pod krawatem lub muszką.

No to lecimy. Pewnie wiecie jak to jest z takimi wydarzeniami. Umówione na konkretną godzinę, a zaczyna się o niekonkretnej. Z reguły późniejszej. Tutaj na szczęście nie było tak źle i nie czekało się jak na fajrant w robocie, ale i tak trochę czasu każdy miał dla siebie i nie do końca było wiadomo co ze sobą zrobić. Mogliby dać jakieś tancerki lub chociaż fajny film puścić żeby było na co się pogapić. Bo mówię Wam, że nie było na czym się skupić, dlatego zacząłem rozglądać się po sali (nie mogłem wstać żeby mi dobrej miejscówki nie zgarnęli). I zaciekawił mnie sposób łączenia krzeseł
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Na trytytki:D Swoją drogą ciekawe po jaką cholerę je w ogóle łączyli ze sobą. Żeby nie zaje**li?

Aaa, sorry. Zająłem się krzesłami związanymi trytytkami, a nie napisałem co to w ogóle za okazja i kim jest ten typ, z którym było spotkanie. No więc Ben Collins to kierowca wyścigowy, który przez chyba osiem lat chodził w białym kombinezonie i w kasku podając się za Stiga z Top Gear. Potem mu się znudziło i złożył wymówienie w robocie. Normalka. Nie powiem, zyskał tym trochę na popularności dlatego napisał książkę. Potem kolejną. I właśnie z tą drugą książką „Jak prowadzić” związany jest ten występ w Empiku.

Uff, teraz już chyba wszystko jasne.

No i wszedł! Ben Collins to ten po środku, po lewej na zdjęciu i po prawej dla Bena jest tłumacz, a po prawej, czyli lewej dla Bena stoi wodzirej.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Spotkanie przebiegało w ten sposób, że kilka pierwszych pytań do Bena zadał wodzirej, aby wprowadzić wszystkich w dobry klimat, a potem oddał mikrofon publiczności, co było zdecydowanie dobrym posunięciem ze strony organizatorów. Oczywiście zdarzali się tacy, co zadawali takie pytania, na które ciężko jest udzielić odpowiedzi, ale nie jest to przecież wina organizatorów. Najgłupsze było chyba „Czy nie nudzi ci się jeździć do roboty ciągle tą samą drogą?”. No wyobraźcie sobie. Napisaliście książkę, latacie do różnych krajów na spotkania premierowe i dostajecie takie pytanie na jednym z nich. I co tu ku**a odpowiedzieć?

No właśnie. Na szczęście takich pytań było bardzo mało, a Ben Collins to nie jest jakiś przymulony dziennikarz z telewizji publicznej i potrafi wszystko obrócić w żart. Gość ma po prostu poczucie humoru. Nawet na pytanie z sali czym jeździ na co dzień odpowiedział, że teraz VW Transporterem. W sumie to większość jego odpowiedzi tak wyglądała. Było to może nawet trochę wkurzające, bo ludzie pytali serio chcąc się czegoś dowiedzieć, a on wszystko obracał w żart. Ale przynajmniej śmiesznie było.

Skłoniło mnie to nawet do pewnej refleksji i tutaj uwaga bo dygresja będzie. Pierwszy raz zaobserwowałem to zjawisko na pierwszej edycji Top Gear Live u nas. Wtedy doszło do mnie, że między naszymi, polskimi prezenterami, a brytyjskimi z Top Gear jest ogromna przepaść. Wiem, Ameryki nie odkryłem, ale ta różnica jest widzialna gołym okiem. Nasi prowadzili show wspomagając się czytaniem z kartki, a goście po prostu weszli na stadion i zrobili co trzeba. Tym razem było bardzo podobnie. Osobą nakręcającą spotkanie i dbającą o jego przebieg nie był wcale ten wodzirej, tylko Ben Collins. Sytuacja wyglądała w pewnych momentach trochę komicznie co zresztą dało się zauważyć po publiczności. Collins był gościem, czyli powinien siedzieć na krześle i brać raczej bierny udział w wydarzeniu, które przygotowali organizatorzy. Natomiast tutaj za wszystko w rezultacie robił Ben. Był wodzirejem, gościem i nie rzadko również tłumaczem. Dobrze, że jeszcze krzeseł i wody nie musiał organizować. Ciekawe co on sobie o nas pomyślał po spotkaniu, które tylko dzięki jego charyzmie trzymało się kupy.

I nie wydaje mi się, aby polskim chłopakom brakowało luzu. Polska chyba słynie z poczucia humoru, natomiast nasi prezenterzy słyną z tego, że ktoś z ich rodziny również robi w mediach i dzięki niemu przytulili posadę. W rezultacie pracują tam ludzie z przypadku w kontekście ich umiejętności na dane stanowisko.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Jak już jechać to po całości. Pewne zastrzeżenia mam też do samego tłumacza. Bo choć gość wydaje się spoko i ma śmieszną bródkę, to nie zna się na samochodach. Znaczy wie, że Ferrari to jest szybkie i czerwone, a Corsa to coś małego, ale miał wyraźne problemy z powtórzeniem nazw bardziej egzotycznych samochodów. Jak padło pytanie o umiejętności prowadzenia samochodu przez Kena Blocka, to nie umiał powtórzyć o kogo chodzi. Na szczęście Collins po kilku razach zrozumiał te pytanie po polsku i odpowiedział.

Kurczę, napisałem tak jakby tam było do dupy. Nie było! Może dobór osób prowadzących mógłby być lepszy, ale poza tym nie ma na co narzekać. Ben Collins to naprawdę ciekawa osoba i trochę dziwie się jak mógł wytrzymać w kasku i bez odzywania się tyle czasu. Uważam, że spokojnie mógłby być prezenterem jakiegoś show, bo ma na to branie. Tylko nie w zestawieniu z tymi ćwokami z Automaniaka :)

Na koniec oczywiście autografy, selfie i krótkie dialogi z byłym Stigiem. Na szczęście udało mi się dość szybko uporać z tą kolejką.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

I na koniec to co udało mi się zapamiętać.
Pytający: Czy utrzymujesz nadal jakieś relacje z Clarksonem i innymi prowadzącymi? Szykujecie coś?
Ben Collins: Clarksona nie widziałem od 2010 roku, ale czasami korespondujemy ze sobą. Na chwilę obecną mogę zdradzić, że może jeszcze jakiś film razem zrobimy.
P: Czy dostałeś kiedyś mandat z fotoradaru? Jeśli tak, to jaka to prędkość była?
BC: Dostałem, ale nie pamiętam jaka to była prędkość. W Anglii jest o tyle fajnie, że nie ma dużo fotoradarów, ale za to w niedalekiej Walii jest ich całe mnóstwo. W zasadzie przekraczając most już na nas czekają. Raz miałem jeszcze taką sytuację, że podczas kręcenia filmu jechałem po autostradzie Bugatti Veyronem. Oczywiście była zgoda i eskorta policji, więc wszystko odbywało się legalnie. Powiedzieli, że mogę cisnąć ile potrafię, więc tak zrobiłem. Okazało się potem, że chyba z 50 fotoradarów mnie złapało, ale oczywiście wszystko zostało anulowane.
P: Jaki samochód którym jeździłeś sprawił Ci najwięcej przyjemności?
BC: Yyyy, Maluch. Na drugim miejscu jest Ferrari 458 Italia. I to dlatego, że jest bardzo podobna do Malucha. Jest mała, ciasna, ma silnik za plecami. Podobne samochody.
P: Twoim zdaniem, który z Ferrari LaFerrari, McLaren P1 lub Porsche 918 jest najlepszy?
BC: Niestety nie jeździłem żadnym, ale pewnie brałbym Ferrari. Lubię ich samochody.
P: Najgorszy moment z bycia Stigiem?
BC: Jak widziałem gdy Clarkson, Hammond i May się przebiera w kombinezon wyścigowy.
P: Czy brakuje Ci bycia Stigiem? Tęsknisz za tym?
BC: Byłem nim długo, więc już mi wystarczy. Najbardziej brakuje mi tego, że teraz co tydzień nie jeżdżę po torze jakimś sportowym samochodem.
P: Kim jest nowy Stig?
BC: Nowym Stigiem jest uhmuhm (kaszleć zaczął)
P: Czy wierzysz w nowy Top Gear?
BC: Myślę, że ciekawie będzie zobaczyć dwa nowe show motoryzacyjne. Jedne na telewizji Amazon z Clarksonem, Mayem i Hammondem i drugie na BBC.
P: Jak Pan ocenia limity prędkości maksymalnych na drogach? Z tego co wiem, to w Wielkiej Brytanii są jeszcze bardziej restrykcyjne niż u nas.
BC: Zgadza się, tutaj macie lepiej. Wypadki drogowe wcale nie zależą od prędkości. W Ameryce niedawno podnieśli ograniczenia i liczba wypadków wcale nie wzrosła wbrew temu co mówiły pewne grupy społeczne. Jest też tak, że jak się jedzie zbyt wolno, to człowiek się bardziej męczy i zasypia. Tak się zdarza jak u nas jest teraz ograniczenie w niektórych obszarach do 30 km/h. Spać się chce.
P: Co sądzisz o wyścigach ulicznych? U nas jest tylko jeden profesjonalny tor w całym kraju i nie każdego stać żeby pojechać tam na cały dzień, wynająć go i sobie pojeździć. Tylko proszę powiedz to co uważasz, bez poprawności politycznej.
BC: Z pewnością nie jest to zbyt bezpieczne, bo zawsze może ktoś wyjść na drogę. Ponadto wyścig uliczny musi być krótki. Od świateł do świateł, na niedużym obszarze, który obejmiemy wzrokiem. Mnie to zupełnie nie kreci. Wole dłuższe wyścigi dlatego wybrałbym gokarty. Tam doskonale widać kto jest lepszym kierowcą.
P: Co Pan sądzi o polskich kierowcach?
BC: Są całkiem nieźli. Plasuję ich między nami a włoskimi kierowcami. Oni są najlepsi. Rzadko stosują się do przepisów, jeżdżą jak chcą, a wypadków nie powodują. Do tego powinniśmy dążyć.