Czasami dzieją się takie rzeczy, że nawet nie próbuję ich ogarnąć. Bo zwyczajnie nie dałbym rady. Zwłaszcza, że po prostu nie kręcą mnie elektroniczne nowinki i te wszystkie urządzenia za które przeciętny gimnazjalista byłby w stanie w tajemnicy przed rodzicami sprzedać swoją lewą nerkę na czarnym rynku.

A dowodem na ten fakt rzeczy niech będzie to, że smartfona nauczyłem się obsługiwać dopiero kilka miesięcy temu. Wcześniej miałem klasyka. Nokię 6310i i było mi z nią całkiem nieźle. Mam nadzieję, że jej również, choć nigdy mi tego nie mówiła (ale ja jej też nie, wiec mamy 1:1).

the-challenge

Jednak teraz zobaczyłem coś co całkowicie zryło mi banie. Bo podobno jest to oparte na faktach. I to jeszcze autentycznych w mordę jeża. Mianowicie Castrol w swojej serii „Testy Tytanu” zorganizował taki mini wyścig. Nie całą serię, ale taki jednorazowy czelendż, w którym to ścigał się Ben Collins szerzej znany jako były Stig z Top Gear lub kaskader Bonda z Mattem Powersem – kierowcą Formuły Drift. I dotąd luz – wszystko po staremu, czyli rozumiem. Jest dwóch kierowców i trzeba sprawdzić, który z nich jest lepszy i szybszy. A więc dali dwie takie same fury, padło na Mustangi z pięciolitrową V-ósemką, więc lepiej być nie może. I dopiero odtąd przestaje rozumieć. Bo sęk tkwi w tym, że wyścig był wirtualny, ale z użyciem prawdziwych samochodów.

ale-jak-to-mozliwe-pl-ffffff

A no tak to, zobaczcie sobie

Dali im takie śmieszne kaski (na początku myślałem, że odpaliłem zwiastun tych nowych Star Warsów), które generowały kierowcom przed oczyma wirtualny tor. W rzeczywistości jednak kierowcy nie jeździli koło siebie, tylko w zupełnie innych miejscach. Czuli się jak w grze komputerowej lub plejstejszynowej, bo otaczała ich cyfrowa grafika, a samochód prowadzili w normalnej rzeczywistości (tej gdzie nie działają kody). Może dla Was to norma i codziennie po robocie lub szkole tniecie w coś takiego na podwórku przed blokiem, ale ja spotykam się z tym pierwszy raz i nie ukrywam – jest to interesujące.

Poza tym skłania również do refleksji na temat tego jak daleko posunęli się projektanci gier komputerowych i jak daleko ten przemysł już sięga skoro opłacało się wyjść zza biurek tym wszystkim informatykom w kraciastych, flanelowych koszulach, którzy swoją okolicę znają wyłącznie z google maps. Kilka lat temu zdziwiłem się jak na żywca (nie chodzi o to piwo, choć byłoby pięknie gdyby tak było) zobaczyłem na targach motoryzacyjnych stanowisko do gier samochodowych składające się z pneumatycznych wysięgników telepiących fotelem z kierowcą, a nawet monitorami, a to wszystko po to, aby ten mógł poczuć się jak w prawdziwym samochodzie. A teraz to co zrobił Castrol jest chyba kolejnym krokiem.

Wpadłem też na pomysł, że to cudo techniki od Castrola mogłoby się świetnie sprawdzić w polskich warunkach. Chyba nikomu nie muszę udowadniać, że nasz kraj cierpi na zdecydowany brak dobrych torów wyścigowych. Tak na dobrą sprawę mamy tylko ten w Poznaniu, którego przyszłość jest mocno niepewna z uwagi na ludzi, którzy stawiając chałupę tuż przy prostej startowej zdziwili się, że bywa głośniej niż w Puszczy Białowieskiej. A dzięki temu śmiesznemu kaskowi zamiast budować profesjonalny tor wystarczyłby zwykły plac z dobrą nawierzchnią. Widzicie jakie to proste? Każdy zakładałby sobie coś takiego na głowę i miałby wrażenie, że ujeżdża swój samochód na północnej pętli Zielonego Piekła. Albo belgijskiego SPA. Jest tylko jeden warunek. Wszyscy znajdujący się na jednym placu musieliby mieć wgrany jeden tor…

Wymyśliłem już nawet pierwszego apdejta do wynalazku od Castrola. Oprócz generowania toru dobrze by było, gdyby jeszcze można było wybrać samochód przed jazdą. Wiecie, nie każdego stać na nowego Mustanga z ponad 400 konnym silnikiem. Warto też pomyśleć nad potencjalnymi klientami jeżdżącymi Astrą Classic w gazie, której ruda zeżarła progi i dobiera się do nadkoli.

oculus drift

PS. Idą święta, więc pomyślałem, że pewnie niektórych może zainteresować jak nazywa się ten kask, aby złożyć na niego zamówienie w tegorocznym liście do Świętego Mikołaja. Wynalazek zwie się Oculus Rift, ale nie jestem przekonany czy znajdziecie go w pierwszej lepszej gazetce promocyjnej z najbliższego hipermarketu.

Artykuł sponsorowany przez firmę Castrol.