To o czym dzisiaj będzie może nosić znamiona wykupienia mojej osoby przez Hyundaia, ponieważ detektywem być nie trzeba, aby kapnąć się, że ostatnio dość często wspominam o tej marce. O, nawet teraz podlinkuje do mojego testu Hyundaia i20 Coupe, który zakończył się pozytywnym wynikiem.

Przyczyna jest jednak inna niż piniądze (wiem, że każdy tak mówi i to nie działa, ale nic innego nie przychodzi mi w piątek do głowy). Powodem jest natomiast to, że brakuje innych ciekawych premier i poza Volvo S90 Hyundai, znaczy Genesis całkowicie zdominował wszystkie motoryzacyjne newsy.

Dlatego dzisiaj znowu lecimy z Genesisem G90, bo wystartował on już oficjalnie. I to jak kurde! Przyznaje, że jak rzadko kiedy tym razem jestem mega zajebiście zaskoczony. Wiedziałem, że Hyundai z nową marką wali prosto w premium, ale szczerze mówiąc traktowałem to trochę z przymrużeniem oka. A wygląda na to, że Hyundai nie robił zbyt wielu przymiarek do tego segmentu, nie czaił się jak Volvo, tylko po prostu wszedł. Jak do kibla.

g90 3

Wiem, że jeszcze za wcześniej żeby to oceniać, ale Genesis G90 na fotkach prezentuje się naprawdę luksusowo. Zarówno z zewnątrz, gdzie sylwetka wskazuje na prawdziwie grubą rybę jak i wewnątrz

g90 4

Zdaje sobie sprawę, że te fotki wyglądają tak jakby przed wywołaniem ktoś kliszę pomacał lepiącymi się od czipsów paluchami, ale umywam ręce od odpowiedzialności.

Serio nie spodziewałem się, że ten Genesis będzie aż taki gruby. Jeśli jakość wykonania tego samochodu jest odwrotnie proporcjonalna do jakości tych zdjęć, to Klasa S i Seria 7 nie będą osamotnione na rynku.

Citroen-E-Mehari-01

Kilka miesięcy temu pisałem, że Citroen zrobił Cactusa bez dachu i powiedział, że takimi wozami jeżdżą serferzy. Projekt zacny, ale nikt nie myślał, że to wejdzie do produkcji. A jednak. Sam w to nie wierzę, ale przynajmniej na dzień dzisiejszy Francuzi chcą handlować czymś takim

Citroen-E-Mehari-04

Wiem, że nie wygląda najlepiej, ale mówię Wam, że zrobi robotę na ulicy. Jakbyście tym wyjechali to każda panna Wasza. Wygląda na to, że E-MEHARI, czyli ten Cactus bez dachu dach jednak będzie miał, ale jakiś prowizoryczny i składany za to nie będzie miał szyb. A wnętrze będzie odporne na zabrudzenia (jak w Twizy).

Ponadto E-MEHARI będzie napędzany silnikiem elektrycznym, więc lecą nam kolejne punkty do zajebistości i szeroko pojętego lansu. Zasięg to 200 km, czyli w praktyce przy normalnej jeździe pewnie ze sto kilometrów da się zrobić bez podłączania do gniazdka. Produkcja E-MEHARI rozpocznie się w przyszłym roku, więc już niedługo auto będzie można se pójść i kupić.

zz01

Władze Australii (czyli tam gdzie się chodzi do góry nogami i są kangury) wpadły na pomysł, że skończą tą trwającą od lat farsę producentów samochodowych i zamiast laboratoryjnych testów emisji i zużycia paliwa zrobią normalne. Czyli z lokalnym panem Matthew’em za kierownicą po lokalnych drogach. I dopiero ta wartość zostanie wpisana do samochodowego katalogu. Taka decyzja argumentowana jest Aferą Volkswagena i oczywiście dobrem klientów, aby nie czuli się oszukani, a często wręcz wydymani faktem, że fura katalogowo spala 6 litrów, a na drodze przy oszczędnej jeździe ciężko zejść poniżej ośmiu.

Rozumiem taką troskę o klienta, ale nie do końca uważam, że jest on potrzebna. Wiem, że dane katalogowego spalania są irytujące i mogą wywołać u niektórych ból dupy i nijak mają się do rzeczywistości i to co proponuje Australia wydaje się być spoko i teoretycznie jest to krok w dobrą stronę, ale…

No właśnie, bo mi tak do końca dane katalogowe nie przeszkadzają i rozumiem ich sens. Po prostu wystarczy je trochę inaczej interpretować. Mniej dosłownie. Coś jak z wierszem i przedwyborczymi obietnicami. Te dane nadają się idealnie do porównywania, bo są pobierane w warunkach laboratoryjnych. Czyli jak mamy dwa samochody z pięciolitrowymi, podwójnie doładowanymi V-ósemkami i według katalogu jedna z nich bierze 4 l/100 km, a druga o pół litra (wiem, że przed weekendem może to się inaczej kojarzyć) więcej, to nie należy tego rozumieć tak, że te silniki wezmą nam tyle podczas jazdy, tylko że z dużym prawdopodobieństwem ten pierwszy będzie trochę oszczędniejszy. Tylko tyle.

Natomiast gdy takie testy zaczną odbywać się na normalnych drogach, to dane mogą okazać się nieporównywalne, bo będą zależeć od tego, czy za kierownicą jechał pan Matthew, czy może pan Luke lub Liam. Oraz od tego jaka była pogoda i od natężenia ruchu lub dobranej trasy. W rezultacie otrzymamy coś co ciężko będzie poddać interpretacji.