Zostawmy heheszki na boku, bo elektryki coraz częściej zaczynają się pojawiać w ofertach producentów, więc coś czuję, że trzeba je zacząć brać na poważnie.

Dlatego aby pozostać w poważnym nastroju proponuję najpierw obejrzeć sobie ten filmik, który jest wstępem do mojej kariery muzycznej.


Może zacznę od tego, że jeżdżąc Renault ZOE przez tydzień starałem nabrać jak najwięcej eko-nawyków, aby jak najlepiej wczuć się w rolę jego potencjalnego posiadacza. Dlatego najpierw zaopatrzyłem się w modnego green baga, którego zresztą mogliście wyłapać już na filmie, bo bardzo dobrze nosi się w takiej torbie piwko.
renault zoe
Następnie zainteresowałem się odnawialnymi źródłami energii, aby być bardziej eko. Bo wiecie. Jazda elektrykiem przy założeniu, że prąd powstaje w wyniku spalania paliwa jest bez sensu. To tak jakby nie zabijać samemu zwierząt na pokarm, tylko kupować już zabite na świątecznej promocji w lidlu. Dlatego ja stawiłem czoło wyzwaniu i znalazłem całkiem sporych rozmiarów panel słoneczny, z którego ładowałem ZOE.
renault zoe
Zaznaczę tylko, że stał w szczerym polu, z dala od cywilizacji, co oznacza że może mieć on wiele wspólnego z dotacjami unijnymi. I żeby potwierdzić to, że faktycznie było to zadupie popatrzcie sobie co wskazywała nawigacja w trakcie pstrykania fotek.
renault zoe
A skoro jesteśmy już przy nawigacji to zatrzymajmy się tutaj na chwilę. Uwaga, uwaga, zadanie na spostrzegawczość będzie, wiec przyjrzyjcie się dobrze.
renault zoe
Wiecie już o co chodzi?

Kto też w tych czasach robi klawiaturę ABCD zamiast QWERTY? No kto? Przecież współcześni ludzie mają w genach ułożenie klawiszy QWERTY! Rodzą się z tym. Ja jak spróbowałem wpisać coś przy takim rozmieszczeniu klawiszy, to czułem się jak dziecko, które pierwszy raz usiadło przed kompem lub profesor uczelni wyższej, który każdego przycisku szuka z osobna.

Wcześniej wspomniałem także o ładowaniu Renault ZOE, wiec opowiem trochę jak to się robi. Ogólnie bardzo prosto. Mamy dwa kable. Jeden do ładowania samochodu z normalnego gniazdka domowego i drugi do ładowania szybkiego ze specjalnej stacji. Wystarczy włożyć kabel pod znaczek
renault zoe
I włożyć drugą końcówkę do gniazdka jak dla zwykłego odkurzacza.
renault zoe
Ładowanie z szybkiej stacji jest równie proste, tyle że mamy inną końcówkę, ale jeśli jesteśmy na tyle zdolni intelektualnie, że bez pomocy osób trzecich umiemy otworzyć ptasie mleczko, to również i to zadanie powinniśmy zakończyć sukcesem.
renault zoe
Wiem co Wam teraz chodzi po głowie. Czy ktoś tego kabla nie zaj***e? Nie na handel. Tak po prostu. Żeby zrobić komuś psikusa lub dla fanu. Coś jak ciągnięcie dziewczyn (tych ładnych) w podstawówce za włosy. Na szczęście ktoś w Renault cechuje się tym samym poczuciem humoru co my :) więc przewidział sprawę i sytuacja wygląda tak, że ten kabel zwalnia się specjalnym przyciskiem w pilocie. Czyli jak się ładuje i nie mamy kluczyków to kabel mocno siedzi i nie da się go w prosty sposób wyciągnąć. Nie sprawdzałem natomiast jak mocno, bo w Renaulcie powiedzieli mi żeby tak nie robić, ale z tego co się zorientowałem to pierwszy lepszy nawalony żul tego nie wyrwie.

A jeśli jesteśmy już przy samym kablu, to z jednej strony jest on fajny pod tym względem, że jest dość długi. Na pewno dłuższy niż w Twizy (tam narzekałem, że jest za krótki) i wydaje się być „akurat”. Natomiast trochę lipy jest z jego umiejscowieniem
renault zoe
Nie ma żadnego schowka pod tytułem „na kabel”. W rezultacie wozi się je jak kartofle w bagażniku co nie wygląda estetycznie. Jest natomiast torba na kabel (ta srebrna z prawej), ale prędzej zacząłbym oglądać publiczną telewizję niż za każdym razem tarmosił ten kabel do torby. Dobrą sprawą byłoby jeszcze pomalowanie tych kabli na różne kolory, aby można je było łatwiej rozplątać.
A teraz przechodzimy do rzeczy najważniejszej jaką jest wygląd. Na pewno nie muszę nikomu tłumaczyć, że wiele osób które zdecyduje się na kupienie elektryka zrobi to dla szpanu. Tak było z hybrydowym Priusem, więc są podstawy by sądzić, że podobny los może czekać i elektryki. Zwłaszcza na początku. Dlatego elektryk musi mieć takie małe smaczki stylistyczne, które podkreślałyby jego elektryczność. I tutaj takim małym smaczkiem jest choćby skromny napis na drzwiach
renault zoe
Oprócz tego mamy kilka przyjemnych, niebieskich dodatków jak znaczek z przodu, z tyłu oraz napis
renault zoe
Takie niebieskie wstawki sugerujące nam, że to coś jest na prąd mamy jeszcze w światłach
renault zoe
I tych tylnych też
renault zoe
Musicie przyznać, że ta tylna lampa zdecydowanie robi robotę. Wygląda przezajebiście. Coś jak te żyjątka, które wałęsają się po dnie oceanów, a potem trafiają na talerze naszych polityków. Piękna sprawa.

Wystrój wnętrza również nie da nam zapomnieć, że to elektryk. Patrzcie sami. Rysunek kabelków na fotelu
renault zoe
I to samo na suficie. Takie jakby własne mobilne planetarium.
renault zoe
W ogóle mam wrażenie, że Renault ma taką lekkość w projektowaniu małych samochodów pod względem stylistycznym. Zaczęło się od obecnego Clio i jeszcze nie skończyło.

Są jednak małe zgrzyty ja te klamki
renault zoe
Bo choć wyglądają fajnie i nowocześnie, wpisują się w obecne klamkowe trendy to zupełnie nie leżą w dłoni. Przed otworzeniem drzwi trzeba się jakoś tak nienaturalnie wygiąć, pomyśleć jak to działa. Nie jest to do końca intuicyjne. Ale to bzdet, kto by do tyłu właził. Mimo, że miejsca jest całkiem całkiem jak na takie autko
renault zoe
Ogólnie wnętrze jest zajebiste. ZA-JE-BI-STE. Widział ktoś kiedyś coś takiego w kompakcie segmentu B?
renault zoe
renault zoe
Z takimi klameczkami?
renault zoe
Z taką gałą?
renault zoe
Z takimi nawiewami?
renault zoe
Z takimi korbkami?
renault zoe
Wiem, że to nie są jakieś luksusowe detale, o których zwykłemu śmiertelnikowi, który ma kredyt we frankach nawet by się nie śniło, ale właśnie o to chodzi. Są to zwykłe elementy, ale poprzez dobranie odpowiednich kolorów i linii robią zaskakująco dobre wrażenie. Japończycy na ten przykład machnęliby wszystko na czarno. I na szaro.

No to przejdźmy teraz do użytkowania, co jest poniekąd trochę piętą achillesową tego samochodu z powodów przytoczonych w filmie. Jeździ się tym samochodem całkiem przyjemnie, bo raz że jest cichy, a dwa to wnętrze jest super wygodne. Mięciutkie fotele, zawieszenie baaaaardzo sprężyste. Czuć jak samochód pochyla się przy starcie i hamowaniu oraz kołysze na zakrętach jak ciężarówka zapchana europaletami, ale wciąż jest miło i przyjemnie. Po porostu trzeba jeździć bez szaleństw. Jest na tyle wygodnie, że chętnie pojechałoby się nim w dalszą trasę.

I nie mam nawet pretensji do tego samochodu, że dalej to nim nigdzie nie dojedziemy, bo choć producent obiecuje zasięg chyba koło 200 km, to realnie możemy zrobić nim ponad stówę (producent wyraźnie mówi, że im zimniej tym krótszy zasięg). Sto kilometrów to też jest spoko. Do codziennych zadań pasuje idealnie.

Gdyby nie to cholerne ładowanie. Trwa 16 godzin. Szesnaście kur*a. Ładuje się on przeraźliwie wręcz wolno. Na tyle wolno, że jak wpadniecie do kogoś na piwo lub dwa, to nawet nie opłaca się go pytać czy podaruje nam trochę prądu, bo w czasie którym zrobimy te dwa piwerka nasz samochód zyska raptem z pięć kilometrów zasięgu. Co więcej 16 godzin to więcej niż śpimy (chyba, że ktoś mocno identyfikuje się ze swoim kotem), więc niewykluczone, że chcąc jeździć takim autem dzień w dzień rano nie będziemy mieli pełnego zasięgu. Dlatego ładowanie trzeba przewidywać z duuużym wyprzedzeniem. W zasadzie najlepiej wpisać to sobie w codzienny harmonogram, a to nie brzmi zbyt dobrze:/

A tak wszystko inne jest jak najbardziej w porządku. Myślę, że elektryczne Renault ZOE nie jest w niczym gorsze od zwykłego samochodu. Nic mu nie brakuje, więc nie ma się czego bać :)

 

PS. Po zakończonej jeździe zawsze wyświetla się ile zdobyliśmy listków

renault zoe

Szkoda tylko, że nie ma opcji chwalenia się tym wynikiem na fejsie

renault zoe