Zawsze uważałem, że mam szczęście. I nadal tak uważam. Nigdy nie złamałem ręki (sobie), nie kupiłem lipy z promocji i nigdy w życiu nie dostałem mandatu. Żadnego. Ani za jazdę w autobusie bez biletu, ani za złe parkowanie, ani za prędkość. Siłą rzeczy mam też czyste konto punktowe. Ale teraz stało się

I mnie pech dopadł. Zawsze starałem się jeździć w miarę ostrożnie, uważać. Żeby nie zniszczyć samochodu, nie otrzeć, nie puknąć. I do tej pory całkiem nieźle mi się to udawało. Od początku posiadania prawka nie zarysowałem nawet ani jednego samochodu. Owszem zdarzało mi się o coś tam zaczepić, ale rys nie było. Wzór.

Jednak wczoraj, gdy hasałem sobie po okolicy testowym Leonem tak się jakoś wydarzyło, tak się nie fajnie stało, że przytuliłem się z ciężarówką. Marki MAN. Na stacji benzynowej. I to takiej, na której nie tankowałem. Zajechałem coś tam w telefonie pobrzdękać. Jak się pewnie domyślacie, prędkość wielka nie była, to i strat wielkich też nie. Jedynie takie

IMG_20160126_125847m

Sami przyznacie, że jak na spotkanie z ciężarówką to dobrze się skończyło.

Opis zdarzenia

A było to tak, że ciężarówka i ja jechaliśmy mniej więcej jednakowo i równolegle (choć pod skosem) do wyjazdu ze stacji. Spoko, nie ścigaliśmy się. Prędkość była normalna. W pewnym momencie ciężarówka zaczęła zjeżdżać bardziej w lewo, więc dla mnie zrobiło się więcej miejsca. Skorzystałem. Niestety ciężarówka robiła ten swój „narzut” czy jak to się nazywa, w sensie, że gość chciał pojechać szerszym łukiem bo takim kafarem nie wykręci w miejscu. Bez kierunku, więc śmiało mogłem sądzić, że włączył go w drugą stronę i pojedzie w przeciwną mańkę. I gdy ja stałem już na wyjeździe ze stacji, najechał na mnie. Lekko. Nie bolało. Trąbiłem, bo chwile wcześniej wiedziałem co się szykuje, ale niestety kierowca ciężarówki nie usłyszał.

Potem bliżej zapoznałem się z kierowcą ciężarówki – młody, sympatyczny chłopak zarabia wożąc jakieś tam graty na budowę – i żaden z nas nie czuł się do końca winny, ani do końca bez winy. Każdy coś na sumieniu miał i ciężko było stwierdzić, kto ma więcej. Ja rozumiałem jego uzasadnienie, a on moje. Gadaliśmy tak z dobre dwie godziny i nikt nie zarzucał drugiemu winy. W końcu jednak musieliśmy coś ustalić, więc stanęło na tym, że trzeba zadzwonić po policję, bo inaczej to nawet Trybunał Konstytucyjny by nam nie pomógł.

Policja bardzo szybko orzekła winę kierowcy ciężarówki, bo w sumie w chwili zdarzenia to ja stałem, a ona zaczęła się do mnie przytulać, więc ciężko żebym to ja był sprawcą jak byłem nieruchomy, ale tak jakoś…

Wnioski

Wiecie, jako bloger chciałbym być dobrym kierowcą. Umieć kręcić bączki w RWD, latać bokiem nie tylko na śniegu, być szybki i umieć przewidywać reakcje innych. Tak, żeby nie pakować się w niechciane kłopoty. W tym celu nawet czytam książkę Bena Collinsa. Na razie mi się to udawało, ale nie powiem o sobie żebym był jakimś zajebistym kierowcą. Raczej dobrze jeżdżę, ale pracować zdecydowanie jest nad czym.

I tym razem mam do siebie trochę pretensji, bo dało się tego uniknąć. I nie chodzi o to, że mogłem wtedy siedzieć w domu i z utęsknieniem czekać na ostatni program Lisa w publicznej, tylko po prostu mogłem się nie pakować w okolice tej ciężarówki. Kurde, mogłem ją po prostu olać. Poczekać aż pojedzie sobie w pizdu i wyjechać z tej stacji bez jej eskorty. Zapomnieć o niej. Nie zbawiłoby mnie to i nic by się nie stało. Wiem, że niby policja bez dwóch zdań orzekła winę kierowcy ciężarówki, bo teoretycznie ja żadnego przepisu nie złamałem i mogłem zrobić co zrobiłem, ale trochę nie daje mi to spokoju, bo mogłem to jakby przewidzieć i jakby uniknąć. Jakby.

Wniosek numer dwa

Wszyscy wiemy, że Polska biurokracją stoi i na wszystko trzeba mieć zaświadczenie, pozwolenie, skierowanie, kartkę, trzeba się zarejestrować i najlepiej opłacić podatek jeszcze zanim się zarobi. Nawet leku bez kartki kupić nie wolno.

Na policję, na numer 112 zadzwoniłem pierwszy raz w życiu. To jaka ta baba nie ogarnięta to przechodzi ludzkie pojęcie. Nie wiem jakie muszą być warunki wstąpienia do służby, ale prawdopodobnie z testów sprawdzających zasoby intelektualne zrezygnowano. Po pierwsze dzwoniąc na 112 dzwoni się chyba (takie odniosłem wrażenie) do jakiejś głównej centrali do babki, która nie ogarnia terenu z którego ja dzwonie. I trzeba jej tłumaczyć jak krowie na rowie gdzie się jest, bo ona nie jest stąd i nie zna ulic. Dlatego trzeba powiedzieć bardzo dokładny adres. Jak do nawigacji. Czyli jakby stało się coś poważnego na zadupiu gdzie ciężko jest ustalić adres, to nie macie po co tam dzwonić. Bo odbierze babka, która ma przed sobą google maps i jak jej powiecie, że ktoś do was strzela przy mostku koło cmentarza w jakiejś wsi, to ona za pomocą googla nie dowie się gdzie to jest. Po drugie ile ja ten adres musiałem powtarzać… Jakby to było coś poważnego, to serio nie ma sensu do nich dzwonić.

Druga sprawa to jak już policjanci określili sprawce i przystąpili do formalności. Właśnie, kur*a. Formalności. Sprawa była prosta. Nikt się nie kłócił. Mandat został przyjęty, wyjaśnień nie było. Ja poszedłem do Seata, ten drugi do ciężarówki, a policjanci do radiowozu. I siedzieli tam. Pisali. Pisali. Pisali. Kur*a. Ile można opisywać coś tak prostego? Panowie byli bardzo mili i ogólnie spoko, więc nie sądzę, aby grali na zwłokę. Zresztą cały czas obserwowałem ich w lusterku i rzeczywiście ciągle coś pisali, wypełniali. Zdecydowanie więcej czasu zajęło im wypisywanie czegoś tam o czym my jako osoby biorące udział w zdarzeniu nawet nie wiedzieliśmy niż dochodzenie do tego kto jest sprawcą. To bardzo dobrze pokazuje jak bardzo pop***dolone mają procedury. Jak dziennie dochodzi do iluś tam interwencji, to większość czasu zajmuje wypełnianie jakiegoś protokołu. Gdyby ukrócić to, jeden patrol mógłby obskoczyć więcej interwencji. Byłby bardziej wydajny. Do obsługi danego terenu wystarczyłaby mniejsza ilość patroli, bo jeden załatwiałby sprawę znacznie szybciej. Można stwierdzić, że praca policjantów działających w terenie sprowadza się do wypełniania papierków tylko nie przy biurku w przeciwieństwie do pracownika biurowego, a w radiowozie.

Kurcze, szkoda mi tego Leona.

Test pojawi się niebawem.