Nadszedł ten czas, że i do mnie się dobrali. Do tej pory chwaliłem się, że jestem tak porządnym obywatelem, że nigdy w życiu nie dostałem żadnego mandatu. Nie ważne jakiego. Ani za prędkość mnie nie łapali, ani kanar w autobusie mnie jeszcze nie capnął. Jestem więc wzorem. Znaczy byłem.

Bo w zeszłą środę, gdy podszedłem do samochodu to za wycieraczką, w eleganckiej koszulce z papierniczego znalazłem taką karteczkę

wezwanie

Wezwanie do uiszczenia opłaty za nieprawidłowe parkowanie. Aby było śmieszniej to jak widzicie nie chodzi o parkowanie na przystanku w centrum miasta, tylko o parking Parkuj i Jedź. Tak! Wlepili mi mandat, że źle stałem na parkingu.

Nie chcę się tłumaczyć, bo podobno tylko winni to robią, ale postanowiłem, że opiszę Wam całą sytuację możliwie obiektywnie, abyście sami stwierdzili czy porządny ze mnie obywatel czy cwaniak. Czy warto się ze mną napić, czy nie. A więc od początku. Postanowiłem, że skorzystam z tego dobrodziejstwa wybudowanego za nasze wspólne pieniądze i zaparkuje samochód na terenie Parkuj i Jedź. Robiłem to już wielokrotnie więc wiem, że jak już nie ma miejsc, to przed wjazdem na parking jest to napisane i szlaban się nie otwiera. Mi się otworzył. Zwiedziłem cały parking i niestety wolnego miejsca nie znalazłem. Natomiast już niejednokrotnie widziałem na tych parkingach, że samochody ustawiają się obok zajętych miejsc. Nie na środku drogi, ale obok po prostu. Tak żeby nikomu nie przeszkadzać. Tym razem i ja chciałem zrobić coś takiego. W końcu jak jedziecie pod stary blok wybudowany jeszcze w epoce Gierka lub innego towarzysza Sekretarza, to co prawda miejsca są namalowane białą farbą na ośmiokątnych, betonowych płytkach, ale po ich zajęciu ludzie stają obok tak żeby nikogo nie zastawić i jest to chyba w porządku zachowanie. W końcu to parking, wiec służy do parkowania. Podobnie zrobiłem tutaj, stanąłem poza liniami, ale nie zastawiając nikogo, nie zajmując kilku miejsc jednocześnie i nie zajmowałem miejsca dla niepełnosprawnych. Niestety fotki nie pyknąłem, więc musicie mi uwierzyć.

Jeśli teraz myślicie sobie, że mandat mi się należy bo może nikomu tam nie wadziłem, ale jednak złamałem regulamin to luz, jestem podobnego zdania choć sądzę, że w tym wypadku upomnienie by wystarczyło, bo moje wykroczenie do niebezpiecznych nie należało. Jednak bardziej jak tak kara boli mnie brak szacunku i wręcz jawna pazerność i chamstwo.

Papierek z wezwaniem do zapłaty miałem wetknięty za wycieraczkę. Nie wiem kto go włożył i nikt mnie nie pytał o to czy się zgadzam i czy przyjmuję taką karę. Dlatego też poszukałem w internetach (sam fakt, że na wezwaniu nie ma kontaktu też raczej do przejawów kultury nie należy) jak się skontaktować z nimi w celu potwierdzenia autentyczności wezwania. Wiecie, taki świstek każdy może wydrukować. Nie wiem czy zauważyliście, ale na wezwaniu widnieje pieczątka i podpis „operatora urządzeń”, co samo w sobie brzmi trochę groteskowo (kurna, jak rasowy dziennikarz z Wyborczej zabrzmiało). Po tym jak udało mi się znaleźć adres e-mail do tych ludzi przeczytałem też, że można do nich składać wnioski o odwołanie (np. jeśli samochód stał za długo na ich parkingu bo się zepsuł), ale co ciekawe na odpowiedź o odwołaniu czeka się aż do 30 dni podczas gdy czas na zapłatę wynosi jedynie 14. Ponadto zgłoszenie odwołania wcale nie wydłuża terminu wpłacania. Czaicie? Czyli spokojnie mogą odpisać po powiedzmy 20 dniach, że odwołania nie przyjmują i jeszcze według tego co napisali, mogą dopieprzyć odsetki. A to wszystko zgodnie z przepisami.

Druga sprawa jest taka, że jak zacząłem przeglądać jakieś tam prawne fora ludzi interesujących się dziurami prawnymi w naszym kodeksie, to dowiedziałem się, że podobno takie wezwanie włożone za wycieraczką, to są o kant dupy roztrzaść, bo na mandacie (teraz nie mylić z wezwaniem) muszą być dane osoby, na którą taki mandat jest wystawiany i jej podpis, że akceptuje karę za swoje wykroczenie. Tutaj takich rzeczy nie ma, a wezwanie jest wystawione na samochód. Natomiast podobno mogliby wystawić mi mandat jeśli znaliby moje dane i mięliby pewność, że to ja popełniłem wykroczenie. Domyślacie się co będzie dalej?

Czytając podpunkty, które należy spełnić, aby napisać odwołanie do wezwania jest napisane, że aby to zrobić należy podać właśnie swoje dane łącznie z adresem oraz podpowiedzieć im, do którego numeru wezwania mają je przypisać. A gdy już je otrzymają, to pełną gębą będą mogli nas załatwić, bo niejako przyznajemy się do winy i do tego że otrzymaliśmy ich wezwanie. Wyobrażacie sobie jakimi to grubymi nićmi jest szyte? Popatrzcie też na to z drugiej strony. Aby wystawić wezwanie potrzebują jedynie marki i numeru rejestracyjnego pojazdu, a żeby odwołać się do tego trzeba się przed nimi wylegitymować i podać pełen pakiet danych potrzebnych do wystawienia mandatu.

Następnie za radą Beboka, który polecił mi stronę Anuluj-Mandat przeczytałem, że kartka z wezwaniem włożona za wycieraczkę jest mniej więcej tyle samo ważna co kartka z gołą panią w tym samym miejscu. Doświadczenie z prawem do tej pory mam małe, więc postanowiłem skorzystać za pośrednictwem tej strony z pomocy prawnika w tej sytuacji i przyznam, że jestem ciekawy co z tego wyniknie. Jeśli takie wezwanie to tylko straszak, to wyrzucę je do kosza, a Anuluj Mandat będzie miało u mnie darmowy wpis o swojej usłudze i kolejnego zadowolonego klienta.

Na koniec chcę wyraźnie zaznaczyć, że nie chodzi mi o cwaniackie wymiganie się od zapłaty, tylko denerwuje mnie kompletny brak szacunku przez specjalne uformowanie swojego regulaminu w taki sposób, aby nabrać na to jak najwięcej osób. Nie uważam, aby takie postępowanie było w porządku.

Jeśli macie jakieś doświadczenia w takich sprawach, komuś przytrafiło się to samo albo coś podobnego i zapłacił lub nie, to chętnie czekam na opowieści z takich historii :)