Dzisiaj tak dobrałem niusy do Podsumowania, aby nikt, kto uważa się za rozsądną osobę, a po godzinach pracy lubi oglądać powtórki z obrad sejmu nie doczytał do końca bo uzna, że to wszystko jest bez sensu.

I będzie miał racje. Bo raczej nikt kogo stać na taki wysiłek umysłowy, aby zdać na prawko nie będzie się upierał (nawet nie na trzeźwo), że takie wynalazki jak Camaro ZL1 z silnikiem o pojemności gara na zupę w stołówce szkolnej lub Toyota GT86, której inżynierowie specjalnie dali wąskie opony, aby przy byle podmuchu zamiatała tyłkiem po asfalcie, to auta mające jakiś sens. Takie które mogą się komuś do czegoś przydać i ten ktoś będzie miał z tego jakikolwiek pożytek. Jednak z drugiej strony właśnie takie samochody mają największy współczynnik #chceto i nie wiedzieć czemu, ale dziewczyny również biorą to pod uwagę zostawiając swój numer telefonu.

2017 Chevrolet Camaro ZL1

Dlatego właśnie zaczniemy od Chevroleta Camaro ZL1, który pojawi się niebawem. Ale niestety tylko w Ameryce, a do Europy znowu będzie trzeba go sprowadzać przez znajomych szwagra. Trochę to dziwne, że Chevrolet ma nas gdzieś, zwłaszcza gdy jego rywal czyli Ford zdecydował się na handlowanie na Starym Kontynencie Mustangiem będącym poniekąd konkurencją dla Camaro. Tak czy siak, stosując się do narodowej tradycji – warto wiedzieć co nas ominęło i albo się z tego śmiać mówiąc, że to badziewie, albo dostać tak wielkiego bólu dupy jak wielki i dziwny jest grill w tym właśnie Camaro.

2017-chevrolet-camaro-zl1

Tak więc ominie nas możliwość dojeżdżania doładowanego kompresorem silnika V8 o pojemności 6,2 litra, który wytwarza z siebie 640 koni i 860 z hakiem niotonometrów. A to nie wszystko, bo Chevrolet Camaro ZL1 będzie pierwszym samochodem w ofercie producenta z 10-biegowym automatem. Dziesięć kur**. Toż to prawie bezstopniówka będzie. I z tego co wiadomo na teraz to przełożenia mają być krótkie, a ostatnie zajebiście dłuuuugie żeby sprawić radość również ekologom. A to nie wszystko z nowinek technologicznych. Nowe Camaro ZL1 spędziło 100 godzin w tunelu aerodynamicznym. W sumie to nie mam pojęcia czy to dużo, bo nie wiem ile spędziło w takim samym tunelu choćby zwykłe Clio, ale jak tak się patrzy metodą porównań to 100 godzin wydaje się być całkiem sporo. Ja na przykład przez 100 godzin dałbym radę nauczyć się obierać ziemniaki zwykłym nożem albo rozwiązać krzyżówkę z gazety przy pomocy internetów. O tym, że 100 godzin w tunelu to sporo świadczy też fakt, że inżynierowie nie mieli już najwidoczniej co robić i zajęli się nawet głupią podłogą kształtując ją tak, żeby ograniczyć siłę podnoszącą samochód.

Takie smaczki technologiczne z pewnością są spoko i chętnie bym trochę z takimi bajerami poobcował, ale chyba nie do końca w Chevi Camaro. Wiem, że zabrzmiało to identycznie jakbym przedstawił się teraz, że jestem starym dziadem z wąsami i bębnem od piwa, dla którego prawdziwa motoryzacja to tylko ta stara, jeszcze z silnikami na gaźnik i oczywiście bez turbo, ale coś w tym chyba jest. Sami wiecie co.

toyota-gt86-2016

Drugim autem w dzisiejszym zestawieniu jest Toyota GT86, która już za niedługo pojawi się w wersji faceliftingowej. Dobra, pieprzyć facelifting, bo ten samochód jest zajebisty sam w sobie, bez znaczenia czy przed czy po jakiejś tam kuracji składającej się z nowych kierunkowskazów i kilku światełek LED. Jarałem się nim jak wchodził do sprzedaży i nadal się nim jaram i ciągnie mnie do niego jak kota do waleriany (chociaż nie jeździłem dziadem). Spodobała mi się w nim sama idea jego powstania. Wiecie hothatche są spoko, ale to jednak nie to. Wiem, że są szybkie i dzięki super mechanizmom różnicowym o właściwościach lepszych niż w grach na plejstejszyn, wcale nie płużą przodem, ale to nadal nie to. Bo hothatch powstawał na bazie czegoś co w wersji podstawowej ma trzy gary i felgi rozmiarem jak w skuterze. A GT86 powstała nie jako modyfikacja czegoś kiepskiego, tylko jako odrębny samochód, który nie spina się żeby zrobić setkę jak najszybciej. Dlatego Toyota stwierdziła, że silnika tykać nie będzie. Pod maskę wstawi boksera o mocy 200 KM i dwóch litrach pojemności. Choć nie oznacza to, że mechanika nie uległa zmianie. Wymienili amory i sprężyny, aby GT86 prowadziło się jeszcze sprawniej.

google_car_accident

Autonomiczny samochód Google się rozpieprzył. Wiem, że teraz powiecie „znowu?”, ale teraz chodzi o to, że zrobił to trochę inaczej. Do tej pory było tak, że to ktoś walił w Lexusa Google i była to jego wina, a teraz po raz pierwszy to pojazd Google rąbnął w autobus ze swojej własnej winy.

Sytuacja wyglądała tak. Pojazd Google leciał prawym pasem niczym kierowca nauki jazdy, a z lewej strony jechał autobus. Wtem pojazd Google na swoim pasie zauważył coś nieciekawego i postanowił to ominąć dając dyla w lewo. Zrobił tak, bo podobno kierowca autobusu minimalnie zwolnił, ale nie na tyle żeby ustąpić pierwszeństwa, a algorytm Google odczytał to właśnie w ten sposób i lekko zahaczył o autobus. Czyli klasyczna sytuacja, co nawet potwierdzają eksperci Google. Człowiek też często się myli w takich sytuacjach bo nigdy nie ma pewności, że kierowca obok go wpuszcza.

Zdaję sobie sprawę, że to nius bardziej „pudelkowy”, bo taka sytuacja była do przewidzenia nawet przez prezentera pogody, ale dobrze jest już zawczasu się zastanowić kto będzie odpowiadał w przypadku groźniejszych wypadków.