Po ostatniej wizycie mojego samochodu na kanale stwierdziłem, że jego dni są policzone i powoli (choć bardzo stanowczo) zaczyna odkładać łyżkę. Podczas próby odkręcenia wózka zawieszenia raz, że jedna z jego śrub się po prostu ułamała pod lekkim naporem klucza, a dwa to gdy już udało mi się wykręcić drugą śrubę to ruda zaczęła mi się sypać na nogi jak Masa na kolegów spod trzepaka. No i ten widok zardzewiałej podłużnicy.

Od tego momentu – po pobycie na kanale – znacznie zmieniłem swój styl jazdy, gdyż po prostu wiem na czym siedzę. I zdaje sobie sprawę, że niedługo mój fotel może zamiast na stalowej prowadnicy – znaleźć się dwadzieścia centymetrów niżej. Lub jak zbyt mocno wcisnę sprzęgło to noga wpadnie mi do przegrody silnikowej. Albo auto złamie się na pół i jedyne po czym będzie można sparować jego części do tablice rejestracyjne (w sumie dopiero teraz zdałem sobie sprawę po co zakłada się je z dwóch stron pojazdu).

Dlatego teraz jeżdżę znacznie ostrożniej i wolniej. Na emeryta, prawym pasem. Rzadko przekraczam sześćdziesiątkę. A żeby Wam to lepiej zobrazować to dodam, że gdy ostatnio zauważyłem partol policji, to zamiast nerwowo zacisnąć heble to przyspieszyłem o 10 km/h żeby nie wzbudzać podejrzeń. A wcale nie jest łatwo mi się tak wlec, ponieważ mechanicznie samochód mam bardzo dobry. Silnik choć minimalnie się poci i trochę kapie z uszczelki miski olejowej jest w bardzo dobrej kondycji. Nie brakuje mu mocy, a auto lekkie, więc moc trochę ponad 100 KM w zupełności wystarcza do dynamicznej jazdy. Zawias jest bez zarzutu, nic w nim nie trzeszczy po wjechaniu w dziurę.

Wiem, że mógłbym zainwestować w odrobinę papieru ściernego i szpraja z farbą zamiast w czteropak na weekend żeby trochę odpicować samochód i potem pogonić go na oeliksie. Poszedłby, bo dobrze jeździ i nie dobiegają z jego wnętrza żadne tragiczne dźwięki podobne do tych jak w radiu leci pod siadło. Jednak nie czułbym się dobrze wciskając komuś samochód, który ma naruszoną konstrukcje i prawdopodobnie mógłby się sprasować już po niewielkiej stłuczce. Zwłaszcza, że nie jest to samochód, który mógłby kupić Pan Kazio w gumofilcach jako pojazd roboczy do przemieszczania się w okolicach swojego pola z leczniczą konopiom zarejestrowanego w Urzędzie Pól Rolnych i Ogródków Działkowych jako uprawa kukurydzy na własny użytek. Ze względu na lekko sportowy styl mojego samochodu stawiałbym bardziej, że poszedłby w ręce jakiegoś Sebixa, który w zeszłą środę zdał egzamin teoretyczny wewnętrzny na prawko i będzie to jego pierwsza fura, na którą wreszcie będzie mógł wyrwać Ankę z bloku obok. A ponieważ silnik jest całkiem sprawny i dobrze wbija na czerwone pole, to mógłby jej nie dowieźć na dyskę i mógłbym mieć ich na sumieniu.

Dlatego poważnie rozważam złomowanie samochodu.

Wiem, co ciśnie Wam się na usta. Stary, przecież jeśli silnik masz dobry, skrzynia Ci się nie rozleciała to sprzedaj auto na części. Tylko za te dwie rzeczy zgarniesz z półtora koła na rękę. Do tego dorzucisz jeszcze jakieś pierdoły, rozumiesz drzwi, lampy, klapę bagażnika, może szybę albo coś i z palcem w dupie przytulisz dwa kafle.

Też na to wpadłem i nawet byłem bardzo dumny z siebie, że udało mi się coś takiego wymyślić, ale potem sprowadzono mnie na ziemię i uświadomiono w jakim kraju się żyje. Nie wiem czy ogarniacie temat złomowania samochodu, ale u nas jest tak, że żeby legalnie i zgodnie z literą prawa zakończyć żywot samochodu, to trzeba go wyrejestrować żeby nie płacić za ubezpieczenie. A żeby go wyrejestrować to trzeba oddać albo na złom, albo do Stacji Demontażu Pojazdów. W całości. Co więcej za każdy kilogram różnicy między tym co macie w dowodzie, a tym co przywieziecie na złom możecie zapłacić do 10 złotych kary. Czyli poza zapalniczką i kołpakami wiele sobie nie zostawicie.

Czyli jeśli nie chcecie nic kombinować i macie np. nową furę, prosto z salonu i ktoś wjechał Wam w dupę na tyle mocno, że z samochodu nic już nie będzie to takie rzeczy jak silnik, skrzynia i wszystko to co się nie uszkodziło również musicie zezłomować pomimo, że części są prawie nowe.

Albo jeśli macie swój samochód z którym mocno się zżyliście, ale nie opłaca go się już remontować to nie wolno Wam go choćby postawić sobie w ogródku i patrzeć codziennie rano. Jednym słowem ustawodawca odbiera Wam prawo do posiadania własności i karze się jej pozbyć pod rygorem kary finansowej.

Wiem, że to głupie, ale tak to wygląda. Idąc dalej można stwierdzić, że wszystkie swapy, które zostały zrobione w naszym kraju są nielegalne. No chyba, że ktoś kupił rzęcha z dobrym silnikiem i przełożył silnik do siebie, a swój silnik wstawił do rzęcha. Następnie zgłosił dwa swapy do urzędu i zezłomował tego rzęcha razem z silnikiem. Innej opcji nie widzę. Bo gołego silnika teoretycznie kupić nie można, bo to oznaczałoby, że ktoś musiałby zezłomować samą budę czego nie wolno. No chyba, że ktoś płacił za te wszystkie ubyte kilogramy.

Tak czy siak jest to mocno popie*****ne.

Ani nie mogę zarobić sprzedając legalnie posiadane części, ani ktoś inny nie może mieć użytku z dobrych części.

No chyba, że zacznę kombinować i się dogadam ze złomiarzem.

zlomowanie-pojazdow