Kupiłem Mazdę MX-5!!!!1@ Z zamiarem napisania tego wpisu nosiłem się już od dawna. Wiecie jak to jest. To w końcu używany samochód, nie najmłodszy i od n-tego właściciela, wiec ryzyko kiepskiego kupna zawsze jakieś jest. Nie chciałem najpierw zaszpanować samochodem bez dachu, a następnie udawać, gdyby coś nie wszyło i kupiłem szrota, dlatego ten moment, w którym przedstawiam Wam moją Madzię nieco odwlekałem w czasie :)

 

W sumie do dziś nie jestem pewien, czy auto jest w stu procentach tip top ponieważ zrobiłem nim dopiero ponad tysiąc kilometrów, ale jak dotąd nie zaobserwowałem nic niepokojącego, więc stawiam, że gra gitara i nie ma co się przejmować na zapas.

 

Ale od początku. Pomysł, na zmianę samochodu nastąpił w chwili, gdy wjechałem swoim na kanał u Łysego w celu wymiany uszczelki miski olejowej. Niby prosta rzecz, ale jak zobaczyłem w jakim stanie jest podwozie mojej byłej i po konsultacji z jednym z mechaników robiących w ASO Renaulta, który oznajmił, że popękane są elementy konstrukcyjne budy stwierdziłem, że Meganki trzeba się poznać (Mechanizord podpowiedział, że najlepiej na złom, co nawet poważnie rozważałem).

 

Początkowo padło na zadbane BMW e30 w dobrym stanie i zdrową budą. Właśnie eh… Prześledźmy te zdanie jeszcze raz.

 

Zadbane BMW e30

de0b_1390790723

W dobrym stanie

foka-smiech-zwierzeta

I zdrową budą

No właśnie.

 

Dlatego drugim typem (którego teraz na pewno nie żałuję, oj nie!) była Mazda MX-5 NB, czyli drugiej generacji. Chęć na posiadanie tego samochodu była we mnie w zasadzie od chwili, kiedy dopiero zaczynał mi się kształtować gust motoryzacyjny. Czyli jeszcze na długo przed tym jak zacząłem mówić i samodzielnie chodzić przy wykorzystaniu chodzika na kółkach. Mazda MX-5 NB podobała i nadal podoba mi się za wszystko. Za to, że jest mała, zgrabna, ma napęd na właściwe koła, jest niepraktyczna, nie ma normalnego dachu, nie ma elektroniki, zajebiście dobrze się prowadzi i jest kozacko dobrze zrobiona. Nie ma w niej przepychu i rzeczy, które podnoszą cenę a i tak nigdy ich nie użyjesz poza pochwaleniem się szwagrowi i jemu synowi, który jeżdżą Peugeotem. Nie była też montowana z gigantycznymi silnikami, ani nie jest obiektem zabytkowym objętym ochroną ścisłą i nadzorem komisarzy europejskich, zatem samochodem można bez obaw jeździć na co dzień. Jednym słowem mój ideał.

 

Ponadto jeśli popatrzymy sobie na allegro lub innego oeliksa to zauważymy, że teraz jest dobry czas, aby kupić niedrogą Miatkę, ponieważ jej ceny znacząco spadły na przestrzeni laty, ale jeszcze nie zdążyły pójść w górę jak chociażby ma to miejsce przy poprzedniczce, czyli wersji NA, której ceny często sięgają nawet dwudziestu kilku tysięcy złotych! Jedyny minus wyboru MX-5 NB to fakt, że aby kupić dobrze i w rozsądnych piniądzach to trzeba się nałazić. I najeździć. I na dzwonić. I dobrze jest też się trochę znać na rzeczy. W końcu to już kilkunastoletni samochód, który po pierwsze nie był sprzedawany w Polsce, wiec wszystko co jeździ u nas jest sprowadzane z Reichu, a po drugie nigdy nie był zbyt popularny, więc nie wystarczy pójść do pierwszego lepszego komisu z odzianym w skórę i kajdany Panem Mirkiem, który załatwi.

 

Tak, czy inaczej zapadła decyzja i od kilku miesięcy wożę się Moją Madzią MX-5 :) Wygląda tak

mazda-mx5-nb

mazda-mx5-nb

mazda-mx5-nb

mazda-mx5-nb

mazda-mx5-nb

 

Chcąc ją dokładniej przedstawić jest to Mazda MX-5 NB (druga generacja) z 2000 roku, silnikiem 1,6 l i wersji Miracle, czyli z jasną skórą i drewnianymi dodatkami jak kierownica, gałka zmiany biegów i uchwyt na lewarku od rękawa. Jednym słowem zupełnie przez przypadek mam dokładnie to co chciałem i jara mnie jak Dziady cz.II moją polonistę z czasów liceum. Znaczy przez przypadek. Po prostu przyjąłem następujące rozumowanie. Kupić Mazdę MX-5 NB z silnikiem 1,6 litra z okolic Warszawy, która nie będzie przegnita i ruda nie będzie w niej zadomowiona jak uchodźcy w Europie, w przeszłości nie miała poważnego dzwona (dopuszczałem niegroźne stłuczki i parkingówki), nie będzie zajeżdżona a silnik będzie dawał radę i jakbym miał dodać do tego jeszcze jasne wnętrze plus drewno (co jest bardzo rzadkie) to po prostu nigdy bym nie kupił. Więc już na starcie darowałem sobie takie cuda żeby mieć w ogóle w czym szukać. Dlatego tym bardziej jestem miło zaskoczony, że to właśnie Miracle u mnie zaparkowało :)

 

To tyle jeśli chodzi o powitanie mojej Madzi, niedługo postaram się dokładniej opisać jak jej szukałem oraz napisać praktyczny poradnik szukania i kupowania samochodu, który będzie oparty na własnym doświadczeniu.